Moje zdanie o: Fretki ;-)

Pora napisać o czymś, czym jaram się od wielu lat. A mianowicie o fretkach pieszczotliwie nazywanymi kluskami bądź śmierdzielami. Mojego zwierzaka nie ma ze mną już od kilku lat, ale wciąż myślę o powrocie do niańczenia takiego Langoliera 😉 Oczywiście dopiero wtedy, gdy warunki mi na to pozwolą 😉

Czym właściwie są fretki ?

Fretki zwane też tchórzofretkami to na pierwszy rzut oka przesympatyczne zwierzęta z wiecznie uśmiechniętymi mordkami. Ale każdy medal ma dwie strony, fretki to zazwyczaj zupełnie nieułożone zwierzęta za co kochają je zarówno właściciele, jak i właścicielki. Pisząc „nieułożone” mam na myśli rany kąsane, szarpane oraz inne niespodzianki na które musimy się przygotować decydując się na takiego zwierzaka. Uwierzcie mi, nie istnieją „udomowione” fretki – istnieją tylko takie, które jeszcze nic nie zbroiły 😉

Skąd wziąć fretkę ?

ssa42811

Jeżeli już naprawdę nic nie odciągnie Ciebie od zakupu tego przesłodkiego zwierzaka wiedz, że należy omijać frety „niepewnego sortu” tzn. z niepewnego źródła. Najlepiej zdać się na pewnego hodowcę, siedzącego w „frecim” klimacie od kilku a nawet, kilkunastu lat. Fretki to dość specyficzne zwierzęta. Jeżeli są wychowywane od maleńkości i z należytą im czułością to gwarantuję wam, że będziecie mieli z nich kupę radochy ( z przewagą kupy, o czym później…)

W naszym kraju istnieje tylko kilku naprawdę dobrych hodowców m.in. Hodowla „Dziabągi” skąd nabyłem swój „egzemplarz” oraz hodowla „Muszu” z którą swojego czasu byłem bardzo zaprzyjaźniony 😉 Decydując się na zakup z pewnego źródła, decydujemy się zazwyczaj na pieszczotliwe zwierzątko które od maleńkości wie, co to kuweta i nie boi się z niej skorzystać. Nie mniej ważnym szczegółem jest fakt, że frety z domowych hodowli mają kontakt z człowiekiem od czasu otworzenia ocząt – a to się naprawdę liczy w trakcie budowania relacji typu nie gryź – kochaj.

Życie z freciszonem.

Mawia się, że psy mają właścicieli, koty służących a frety… mają ubaw. I naprawdę, po 5 latach spędzonych z moją kochaną Vivką nie mogę się z tym nie zgodzić. Fretka zabierze cały Twój wolny czas i to nie ważne, czy  wcześniej przeznaczałeś go dla kumpli przy piwku czy dla swojej laski/chłopaka. W zamian za to, oferują naprawdę wiele szalonych chwil spędzonych wspólnie. Bo czy przecież jest coś wspanialszego niż odkrywanie nowej, szeleszczącej torby razem ? Czy też zupełnie nowy, nie rzucający się w oczy zakamarek do spenetrowania ?

dsc00215

Fretki trzymane „solo” bardzo przyzwyczajają się do swoich właścicieli,  trzymane gromadnie mogą mieć właściciela w d… jednak to wszystko i tak zależy od woli zwierzaka.

Posiadając te zwierze nie raz, i nie dwa będziecie stać przed dylematem „za co ja ją właściwie tak kocham”, gdyż fretka z natury jest nieprzewidywalna i psotna. Jeżeli zadasz sobie pytanie ” Dlaczego nie miałbym sobie kupić sobie fretki” – szczerze odpowiadam: fretki potrzebują naprawdę w  …uj czasu, aby je oswoić oraz drugie tyle, żeby nauczyć się z nimi żyć.

Fretka vs. Inne zwierzęta

Miałem obawy, czy fretka zaaklimatyzuje się w domu w którym żył sobie od wielu lat starszy kot. Okazało się, że mój egzemplarz był jakiś „upośledzony” i potraktował persa jako osobistą zabawkę dokuczając mu do tego momentu, aż ten zrezygnowany uciekał na wysokie miejsca – ot, by na chwilę odpocząć. Później w mieszkaniu pojawił się pies który chcąc nie chcąc musiał zaakceptować kto tu rządzi – nie obyło się bez kilku pisków i przeciągnięcia szczeniaka za ucho przez pół pokoju ale… Vivi dobitnie pokazała kto tu rządzi.

ssa42817

Wkrótce wszystkie zwierzęta znalazły wspólny język i musiały się jakoś z sobą pogodzić, więc mogę śmiało stwierdzić, że jeżeli oba zwierzęta są zapoznane to raczej nie powinny zrobić sobie krzywdy. Vivi potrafiła bawić się również z 45 kilogramową labradorką jednak tutaj już musiałem na nią uważać – nie bałem się o to, że pies ją ugryzie (gdyż ta rasa jest naprawdę spokojna) tylko nie mogłem patrzeć jak wielkie „krowisko” co rusz przewraca nosem kilogramowe zwierzątko…

Moją langolierkę próbowaliśmy również „zapoznać” z szczurkiem oraz świnką morską ale… w tych przypadkach Vivi zapominała o manierach i instynktownie dobierała im się do karków. Spokojnie, żaden zwierz nie ucierpiał fizycznie na tym „eksperymencie” – rozdzielaliśmy je od razu gdy stwierdziliśmy, że ktoś komuś zagraża.

Zapach frety !!!

Z pewnością ktoś z Waszej rodziny miał styczność z tym zwierzakiem, którym fretka pachniała „nieszczególnie”. I muszę się z tym zgodzić, fretki nie są zwierzętami dla osób z wyczulonym węchem.  Cytując słowa mojego kolegi „ona śmierdzi jak 40 kilogramowy pies”. Zapachu fretki nie idzie pomylić z niczym innym, jest to słodkawy zapach piżma w naprawdę olbrzymich ilościach. Generalnie wszystko w czym zwierzak śpi po kilku dniach „capi” fretką. Dodatkowym zapachowym „atutem” są tzw. bączki – nie wiem, czy wiecie ale fretki są bardzo spokrewnione z tchórzami/skunksami i czasem dla zdrowia lubią sobie „pruknąć” i o ile do zapachu samego zwierzaka idzie się przyzwyczaić – to już puszczenie bąka przez fretkę idzie porównać do „cichacza” osoby która zjadła kilka kilogramów cebuli z dwoma pętami „krakowskiej” po czym poprawiła taki obiadek słoikiem grochówki… I nie dajcie sobie wmówić, że te gazy wychodzą tylko gdy zwierz czuje zagrożenie, fretki lubią sobie również pruknąć gdy są podekscytowane bądź po prostu z braku okazji 😉 Dlatego też, warto przed zakupem podjechać do kogoś kto ma takie zwierze i je osobiście powąchać – gwarantuję, że nie będziecie rozczarowani 😉

Weterynarz !

Bardzo ważny jest dobór odpowiedniego weterynarza, który jest obyty w tych zwierzętach. Nie wiem skąd się to bierze, ale większość tego typu „specjalistów” zna się jedynie na psach i kotach, więc o postawienie błędnej diagnozy nie jest trudno. Podam przykład – razem z Vivką poszliśmy do „specjalisty” z mojego miasta (nie będę robił reklamy…) wet wziął zwierzaka na ręce, pooglądał i oddał mi Vivi mówiąc „to całkiem zdrowy SAMCZYK”. To był pierwszy i ostatni raz jak nas widział – po prostu współczuję jego małżonce 😉 Zadbane freciszony nie chorują jednak jak już im się to zdarzy i mamy pecha, to koszty leczenia nie raz i nie dwa przewyższają rozsądne kwoty „do przełknięcia” przez niejedną osobę.

Koszty utrzymania:

Nie licząc dość drogiej wyprawki przy zakupie fretki (klatka, kuweta itd.) i zakupu samego zwierzaka (koszt ok. 350 w górę, zależnie od maści i pochodzenia) fretka nie jest droga w utrzymaniu. Zdrowa fretka nie powinna nie powinna uszczuplać portfela o więcej niż 100 zł miesięcznie wliczając w to tylko jedzenie, sprawy „kuwetkowe” oraz kilka zabawek. Nie wliczam w to kosztów zniszczonych elementów wystroju mieszkania, kosztów plastrów i wody utlenionej która przy niesfornej fretce bardzo szybko znika z domowej apteczki 😉

Gorzej jest natomiast, gdy fret nam zachoruje. Nie licząc przeziębień czy też innych „popierdółek” do wyleczenia za przysłowiową „stówkę” mogą dojść dość poważne schorzenia typu, nadnercza, problemy z nerkami, sercem itd. Pod koniec swojego żywota mój zwierz pochłaniał średnio 300 złotych miesięcznie – wszystko szło w dietę, weterynarzy i dojazd do ich placówek. Oczywiście jest to dość czarny scenariusz jednak należy go brać pod uwagę jak decydujemy się zwierzaka – i ta uwaga dotyczy nie tylko freciszonów.

Ponadto, bardzo poważnie chora fretka (w naszym przypadku – nadnercza i guz na nerkach) to bardzo smutny widok:

Chora freta

image00276

[collapse]

Podsumowując fretka to dość specyficzne zwierzątko, które z pewnością przysporzy wiele radości jak i masę kłopotów i tylko od Was zależy czy zaakceptujecie jej wady. Przed zakupem polecam przestudiowanie tego forum na którym znajdziecie naprawdę fachową pomoc oraz wiele informacji o tych zwierzętach. Ten tekst pisałem trochę dla siebie, więc wyszedł jak wyszedł 😉

Dodaj komentarz