MGS 5 Phantom Pain – wrażenia po 10 godzinach grania.

Nareszcie ! długo oczekiwana przeze mnie gra dziesięć godzin temu wylądowała w czytniku mojej PS4. Jaki jest Phantom Pain ? Aby nie psuć wam zabawy powiem krótko – każda osoba, która jest fanem tej serii odnajdzie się w nowym dziele Kojimy. Gra jest niebywale rozbudowana początkowo obawiałem się, że pomysł wrzucenia Snake’a do sandboxa będzie chybionym pomysłem, ale po ograniu kilku misji mogę stwierdzić, że nie jest tak źle. Gra podobnie do swojego prologu jest podzielona na misje, jednak w przypadku Phantom Pain misje aktywujemy typowo „sandboxowo” – zbliżając się do wybranej lokacji. Oprócz misji pchających fabułę do przodu mamy możliwość wykonywania zadań pobocznych – Side Ops. Po ukończeniu misji gra ocenia nasze poczynania – pod uwagę brane są takie aspekty jak czas trwania, liczba zabitych przeciwników, liczba podniesionych alarmów i jeszcze kilka innych aspektów. Kojima umożliwił nam powtarzanie każdej z misji – po prostu możemy ją wybrać korzystając z gadgetu zwanego „iDroid”. Będzie to potrzebne w naszej drodze do platynowego trofeum gdyż jeden pucharek otrzymujemy za wykonanie wszystkich zadań z najwyższą oceną. Zgaduję, że nie będzie za łatwo…

Snake ponownie ma możliwość przebierania się w przeróżne stroje kamuflujące które pomagają się nam wtopić w otoczenie. Postępując ostrożnie, obserwując wcześniej teren z daleka (polecam wejść na jakieś wzniesienie typu pagórek, wieżyczka itp.) nie miałem problemów z cichym zaliczaniem misji. Nie wiem czy to początek gry jest tak łatwy, czy to moje umiejętności 😉 AI przeciwników jest dość złożone i  często np. uciekają gdzieś za osłonę a następnie dopiero kontaktują się prosząc o wsparcie. Tradycyjnie możemy odwracać uwagę przeciwników – oprócz klasycznego „pukania” w ścianę, mamy możliwość rzucenia pustego magazynku w celu narobienia hałasu. Na liście wytwarzania przedmiotów widziałem nawet różnego rodzaju „ogłupiacze” oponentów zatem skradankowy aspekt „Snejka” został zachowany.

Nie będę wypowiadał się na temat grafiki w MGS5 w porównaniu do Ground Zeroes – wydaje mi się, że autorzy trochę podnieśli jakość wyświetlanych tekstur. Graficznie gra wygląda bardzo dobrze a na dodatek Phantom Pain jest świetnie zoptymalizowany. Grając niemal pół dnia nie zdarzyło mi się by płynność gry „chrupneła” nawet na sekundę.

No dobrze, aby nie zdradzać fabuły (jak zwykle Hideo odwalił kawał dobrej roboty wrzucając nas do świata bohaterów oraz naszpikował go masą pokręconych postaci) napiszę Wam, co w grze można robić oprócz wykonywania misji.

Rekrutacja żołnierzy.

Snake zaraz na początku gry otrzymuje zabawny gadżet zwany „Fulton Device”. Jest to podczepiany do oponenta „balon” który wynosi go wysoko w powietrze. Nieszczęśnik następnie zabierany jest przez samolot do naszej bazy a tam nasi kamraci starają się przekabacić go na naszą stronę. Jak na razie jest to dla mnie całkiem przydatny sprzęt do pozbywania się ciał. Usypiamy bądź unieszkodliwiamy przeciwnika (MGS5 pozwala wreszcie postrzelić przeciwnika nie zabijając go) a następnie pozbywamy się świadka.

Fulton umożliwia również zabieranie moździerzy, karabinów stacjonarnych oraz zwierząt, te ostatnie potrafi naprawdę rozbawić:

Oczywiście, nasi przeciwnicy nie są głąbami i na widok „wniebowstąpienia” swojego kompana reagują czymś w stylu WTF ?! a następnie alarmują bazę.

Rozbudowa bazy/wytwarzania przedmiotów.

Rekrutowani żołnierze pracują dla nas nad rozwojem nowych rodzajów broni i gadżetów. Zarówno lista dostępnego uzbrojenia jak i gadżetów początkowo przytłacza, jednak po kilku minutach łatwo stwierdzić, że będziemy korzystać tylko z części z nich:

Oprócz uzbrojenia będziemy rozbudowywać naszą bazę, dokonywać upgrade śmigłowca dodając do niego nowy sprzęt bądź mocniejszy pancerz.

Kolekcjonowanie zwierząt.

W grze powrócono do pomysłu kolekcjonowania fauny swobodnie występującej w grze. Jak na razie miałem możliwość usypiania zwierząt za pomocą strzałek oraz przez zastawianie pułapek znanych z MGS3. Co prawda zrezygnowano z możliwości posilenia się schwytanymi futrzakami jednak jest to miły przerywnik pomiędzy wykonywaniem misji.

Prócz tego mamy możliwość neutralizacji punktów kontrolnych, zbieramy komponenty potrzebne do rozbudowy bazy. Do chwili obecnej nie nudziłem się nawet 5 minut.

Nasze pierwsze 15 minut z tą grą:

Tutaj kończą się moje kompetencje związane z tą grą. Jako, że jestem fanem tej serii spodziewajcie się kilku poradników z nią związanych 😉

Pytanie na koniec – czy warto kupić tę grę ?

Moim zdaniem, jeżeli posiadacie konsolę nowej generacji i jesteście fanami serii Kojimy to prawdopodobnie już macie tę grę. Jeżeli nie – to na co czekacie ? Widzieliście kiedyś złą grę z tej serii ?

Dodaj komentarz