Image default
#RETRO

The Ultimate Stuntman (1990)

Nintendo w czasach gdy królował NES, czyli nasz osiedlowy Pegasus była naprawdę dziwną firmą. Drakońska polityka firmy pozwalała deweloperom na stworzenie zaledwie pięciu gier rocznie, przy ścisłym nadzorze (a raczej cenzurze) ze strony personelu Nintendo. Ponadto firmy miały zezwolenie na tworzenie gier wyłącznie dla Nintendo i nie rozwijanie ich na inne platformy. To nadawało Nintendo ogromną przewagę nad Segą, której Master System nie dorównywał popularnością. Rozumiemy, że te posunięcie było wynikiem krachu gier z 1983 roku w czasie którego upadło naprawdę wiele firm jednak ile można było to ciągnąć ?

Tego samego zdania była firma Codemasters która znana jest u nas głównie z nielicencjonowanych przez wielkie N cartów z “Złota…” w nazwie. Jedną z ciekawszych gier na tych składankach jest właśnie The Ultimate Stuntman. Ale jak ten tytuł przetrwał ząb czasu ?

The Ultimate Stuntman stanowi przyzwoity przykład tego, na co byli zdolni deweloperzy na systemie NES bez rzeczywistego udziału samego Nintendo i zarzucania na każdym kroku “kagańca” programistom.

Fabuła jest tak prosta, jak to tylko możliwe w jakiejkolwiek grze akcji lub filmie: Naukowiec Jenny Aykroyd zostaje porwana przez złola, a Ultimate Stuntman zostaje wezwany, aby ją uratować. W związku z tym nasz bohater przemierzy kilka poziomów pełnych intensywnej akcji, aby uratować Jenny i zniszczyć Dr. Evil‘a i być może, przy okazji uratować cały świat.

To co odróżnia ten tytuł od “wysrywu” innych tytułów na NES to fakt, że gra chciała “po trochu” przyciągnąć przed ekrany graczy lubiących się w różnych typach gier. I tak mamy tutaj poziomy w których poruszamy się autem, etapy platformowe a nawet mamy możliwość polatania na motolotni.

Oczywiście nie zabraknie tu bossów, którzy właściwie są niezwykle prości do pokonania. Po oklepaniu “Janusza” rządzącego danym etapem przechodzimy do najgorzej zaprojektowanej części gry, czyli rozbrajania bomb.

Poziomy “saperskie” polegają na usuwaniu serii układów scalonych w bombie, pod warunkiem, że znajdziesz poprawną ścieżkę. Niektóre wyzwania związane z rozbrajaniem bomb pozwalają na niewielkie różnice w kolejności usuwania “klocków”, ale zazwyczaj wymagają podążania jedną, konkretną ścieżką którą odkryjemy zazwyczaj dopiero po kilku próbach. Próbę rozbrojenia możemy zrestartować w dowolnym momencie, jednak jak będziemy się za długo guzdrać to… tracimy życie.

To jest naprawdę irytujący element gry i głównie przez niego można się szybko do The Ultimate Stuntman zniechęcić.

Galeria: The Ultimate Stuntman

Drugą wadą tego tytułu jest naprawdę fakt, że projekty poziomów i bossowie są bezczelnie powtarzani w późniejszych etapach i pomimo zróżnicowanej rozgrywki, szybko zaczyna nam brakować tutaj czegoś co przykułoby naszą uwagę. Przejście gry zajmie wam sporo czasu i wysiłku, gdyż poziom trudności The Ultimate Stuntman jest naprawdę trudny, a autorzy nawet nie pomyśleli o systemie haseł by po stracie ostatniego życia nie zaczynać całej przygody od początku…

Gra oferuje nam przyzwoitą grafikę, która jest niesamowicie kolorowa i choć technicznie niezbyt zaawansowana potrafi się obronić nawet i dzisiaj. Najbardziej imponujące są ogromne bossy, które są całkiem dobrze animowane i zajmują ogromny fragment ekranu.

Jednak prawdziwy szczyt designu tej gry to muzyka, która zawiera jedną z najbardziej energetycznych i porywających ścieżek dźwiękowych, jakie kiedykolwiek nieoficjalnie powstały na NES.

Gameplay:

The Ultimate Stuntman dzisiaj.

Technicznie rzecz biorąc jest to średnia gra, jednak z powodu sentymentu do “Złotej Piątki” większość z nas przecenia jej wykonanie. Gra naprawdę robi dobre pierwsze wrażenie, oferując nam różnorodność rozgrywki, jednak późniejsza “kserówka” tych rozwiązań sprawia, że gra szybko robi się monotonna.

Grę bez problemów uruchomicie na jednym z tych emulatorów konsoli NES/Pegasus, zaś sama grę bez problemów znajdziecie na jednej z tych stron.

Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele joypadów:
  • 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
  • 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Sam używam 8Bitdo Ultimate C niemal od roku i nie mam z nim żadnych problemów. 

Jeżeli chcecie się trochę pobawić to polecam wam niewielki hack, który znacznie ułatwia rozgrywkę.

Dziękuję za uwagę i życzę miłego grania !

Czy ten wpis okazał się dla Ciebie przydatny ?

Możesz go ocenić:

Średnia ocena: 5 / 5. Głosów: 2

Jeszcze nikt nie zagłosował ! Chcesz być pierwszy ?

Może cię zainteresować:

Dragonheart: Fire & Steel (1996)

Kabson

20 gier które ryły psychę (NES)

Kabson

Kid Dracula (1990)

Kabson

Ugh! (1992)

Kabson

G-Police: Weapons of Justice (1999)

Kabson

Jak używać cheatów w puNes ?

Kabson

Zostaw komentarz


Obserwuj nasz blog !
Podaj swój adres email, by być informowanym na bieżąco o nowych artykułach pojawiających się na naszej witrynie.