Wyobraź sobie rok 1996. Masz PlayStation, odpalasz nową grę, a na ekranie wita cię kudłaty jamraj w spodniach z second-handu, który właśnie wbiega w twoje serce i wykręca spina szybciej niż twoja stara na dyskotece w remizie. To był Crash Bandicoot – symbol epoki, maskotka dla tych, co nie jarali się hydraulikiem w czerwonej czapce. A teraz… ktoś wpadł na pomysł, żeby tego szalonego futrzaka wsadzić do Super Mario World na SNES-ie! I tak powstał Crash Bandicoot and the Retro Dimension – romhack, który jest tak odjechany, że aż dziwne, że nie wyszedł oficjalnie. To nie jest zwykły fanowski projekt, gdzie ktoś podmienił sprite Mario na Crasha i stwierdził „elo, grajcie”. Nie, to pełnoprawna, ogromna gra, w której widać tyle pasji i pracy, że spokojnie mogłaby uchodzić za alternatywną rzeczywistość, gdzie Nintendo i Sony nie pokłóciły się o napęd CD i postanowiły zrobić wspólną grę.
No to co tu mamy? 86 poziomów, 94 klejnoty i 86 reliktów. Tak, to nie literówka – ta gra jest większa niż niejedna oficjalna odsłona Crasha. Twórca tej bestii pomyślał sobie: „skoro robimy romhacka, to niech gracz cierpi, aż mu kciuki odpadną”. I szczerze? To właśnie uwielbiamy w Crashu – ta diabelska satysfakcja, kiedy po 50 próbach wreszcie zdobywasz ostatni klejnot i możesz z dumą powiedzieć „zrobiłem to, jamraj rządzi!”.
I to wszystko działa płynnie jak włosy Crasha na reklamach PlayStation z lat 90. Serio, widać, że ktoś tutaj znał się na rzeczy i chciał, żeby gra nie tylko wyglądała jak Crash, ale też się tak czuła. Nie ma Crasha bez muzyki. I tu właśnie wjeżdża custom soundtrack, w którym znajdziesz kawałki inspirowane (a czasem żywcem wyciągnięte) z serii Crash Bandicoot.
Ta gra to właściwie nie romhack, tylko kompletnie nowa produkcja podszywająca się pod romhacka. No bo pomyśl – mamy Crasha na SNES-ie. To połączenie dwóch światów, które normalnie nigdy by się nie przecięły. Nintendo i Sony wtedy bardziej się gryzły niż Crash z Cortexem. A tu nagle – bum – jamraj wbija do świata hydraulika, rozwala wszystko w pył i jeszcze robi to tak naturalnie, że aż masz wrażenie, że tak powinno być od zawsze. Dla fanów Crasha – to spełnienie marzeń. Dla fanów Mario – to powiew świeżości. A dla retro maniaków – to jeden z tych projektów, które udowadniają, że scena romhacków to prawdziwa kuźnia kreatywności. No i oczywiście – jak Crash, to i Cortex. W tej grze nie mogło zabraknąć naszego ulubionego złego doktorka z czołem tak dużym, że można by na nim wyświetlać seanse kinowe.
Crash Bandicoot and the Retro Dimension to nie jest zwykła fanowska ciekawostka. To gra, która spokojnie mogłaby zostać sprzedana w pudełku obok oryginalnych części.
Patch (*.bps) możecie pobrać odwiedzając ten link, zaś gra działa bez problemu na emulatorze Bsnes.



