Na pierwszy rzut oka Silver Night Crusaders może wydawać się czymś więcej niż tylko fanowską grą. Pomimo braku oficjalnych związków z marką Castlevania, tytuł ten niemal tonie w inspiracjach płynących prosto z klasycznych odsłon tej kultowej serii. Od charakterystycznych postaci, przez muzykę, aż po graficzne elementy – wszystko przypomina grę Konami… tylko że z alternatywnej linii czasowej.
Z początku wahałem się, czy w ogóle uznać ten tytuł za fanowską produkcję. W końcu ma własną historię o łowcach wampirów, którzy wyruszają do zamku opanowanego przez złowrogą Elżbietę Batory. Nie jest to więc „Castlevania” z nazwy. Ale wystarczy spojrzeć na oprawę graficzną, rozgrywkę i strukturę poziomów, by zrozumieć, że to hołd złożony serii w najczystszej postaci. Biorąc pod uwagę, że gra jest darmowa i całkowicie bazuje na spuściźnie Konami, spokojnie można ją określić jako twórczość fanowską – i to jedną z lepszych, jakie widziałem od lat.
Trójka bohaterów, jedno przeklęte miejsce
W Silver Night Crusaders wcielamy się w jednego z trzech bohaterów: Ethan Greymont to klasyczny łowca wampirów w stylu Belmontów, Francis Bloodrose to tajemniczy wampir walczący po stronie dobra, a Sheeba Faulkner to potężna wiedźma uzbrojona w ogromną kosę. Każda postać posiada własny styl walki, unikalne umiejętności specjalne i indywidualne powody, by zmierzyć się z siłami zła w zamku Batory. Co ciekawe, bohaterowie nie zawsze się ze sobą zgadzają, a ich motywacje nie są jednoznaczne.
Choć gra wygląda jak klasyczna Castlevania z epoki 16- i 32-bitów (inspiracje Super Castlevanią IV, Rondo of Blood i Bloodlines są oczywiste), to nie znajdziemy tu elementów RPG czy metroidvaniowej eksploracji. Silver Night Crusaders to czysto zręcznościowa, dwuwymiarowa gra akcji typu hack’n’slash – z liniową strukturą poziomów, silnym nastawieniem na walkę i szaloną dynamiką.
Grafika, gameplay i diabelska trudność
Gra prezentuje się doskonale – pikselart na poziomie oficjalnych produkcji, świetnie zaprojektowane lokacje oraz dźwięk, który brzmi jak żywcem wyjęty z klasycznych gier Konami. Choć większość assetów została bezpośrednio zapożyczona z innych tytułów (głównie Castlevanii, ale i Demon Hunter Legend), twórcy zdołali je umiejętnie zmiksować i stworzyć coś, co sprawia wrażenie kompletnej, dopracowanej gry.
Nie wszystko jednak jest usłane różami. Poziom trudności potrafi być brutalny – bossowie zajmują nieraz pół ekranu, mają ogromne paski życia i potężne ataki trudne do uniknięcia. Do tego dochodzą sekcje platformowe z natychmiastową śmiercią przy najmniejszym błędzie. To nie jest gra dla niedzielnych graczy – jeśli nie masz refleksu i cierpliwości, albo sięgniesz po kody, albo skończysz z frustracją. Sam styl walki z bossami bardzo przypomina model znany z trylogii Lords of Shadow – długie, wymagające starcia, które odbiegają od klasycznej filozofii Castlevanii.
Twórcy postarali się jednak o pewne ułatwienia – po śmierci wracamy dokładnie do miejsca, w którym zginęliśmy, bez resetowania walki. Gra daje sporo żyć i kontynuacji, co pomaga w mozolnym przedzieraniu się przez kolejne etapy.
Galeria: Silver Night Crusaders
Czy warto zagrać?
Zdecydowanie tak – zwłaszcza jeśli jesteś fanem klasycznej Castlevanii i tęsknisz za czasami, gdy Konami faktycznie dbało o swoje marki. Silver Night Crusaders to nie tylko solidna fanowska produkcja – to prawdziwy list miłosny do jednej z najważniejszych serii w historii gier wideo. Choć nie jest doskonała, to jej klimat, oprawa, różnorodność postaci i wymagająca rozgrywka zapewnią wiele godzin zabawy.
To gra, która mogłaby bez problemu ukazać się jako spin-off pod szyldem Konami… gdyby tylko Konami jeszcze interesowało się robieniem gier.
Tytuł możecie bez problemu pobrać odwiedzając ten link.







