PopCOOLtura

Kapitan Power i żołnierze przyszłości – czyli kiedy dzieciaki strzelały do telewizora

W czasach, gdy dzieciaki w Polsce z wypiekami na twarzy oglądały „Power Rangers”, w USA rok 1987 przyniósł coś, co do dziś pozostaje jednym z najbardziej przedziwnych eksperymentów w historii telewizji – „Captain Power and the Soldiers of the Future”. Serial science fiction łączący elementy mrocznej dystopii, efektów komputerowych i… interaktywnej zabawy z zabawkami Mattel, które pozwalały dzieciakom strzelać do ekranu telewizora. Brzmi jak szaleństwo? Jeszcze nie widziałeś metalowego ptaka.

Zarys fabularny – czyli Matrix zanim był cool

Captain Power and the Soldiers of the Future

Akcja serialu dzieje się w roku 2147, po tzw. Wojnie Metalowej, w której sztuczna inteligencja o nazwie Overmind doprowadziła do zagłady cywilizacji. Ludzkość została zniewolona lub dosłownie „przekodowana” w cyfrowe istoty w służbie maszyn.

Na tle tej postapokaliptycznej rzezi pojawia się Kapitan Jonathan Power – charyzmatyczny dowódca małej grupy bojowników o wolność, tytułowych Żołnierzy Przyszłości. Wraz z ekipą złożoną z archetypicznych postaci – m.in. muskułowatego Tank’a, pilotki Hawk i technika Scout’a – Power używa zaawansowanych pancerzy bojowych („Power Suits”), które zwiększają ich siłę, szybkość i odporność.

Celem grupy jest pokonanie Lorda Dredda – człowieka przekształconego w cybernetycznego tyrana, który z pomocą Overminda pragnie ostatecznej cyfryzacji ludzkości. To mieszanka „Terminatora”, „Gwiezdnych wojen” i „Tron”, z dodatkiem kreskówkowej estetyki i zaskakująco poważnych wątków filozoficznych.

Nowinki technologiczne i strzelanie do ekranu

Jednym z najbardziej unikalnych aspektów serialu była jego interaktywność. Tak, w 1987 roku dzieciaki mogły strzelać do telewizora i „grać” w serial.

Power Jet XT-7
Power Jet XT-7 od Mattel

Z pomocą specjalnych zabawek produkowanych przez Mattel – w tym najbardziej kultowego Power Jet XT-7, widzowie mogli strzelać do błyskających obiektów na ekranie. Jeśli trafili – zdobywali punkty. Jeśli nie – zabawka wibrowała lub „wybuchała”. System działał na zasadzie fotodiody, podobnie jak późniejsze pistolety do konsol, np NES Zapper.

Efekty specjalne, choć dziś mocno przestarzałe, były wówczas przełomowe – wykorzystywano komputerowe CGI w połączeniu z klasycznymi dekoracjami i kostiumami. Wnętrza statków, laserowe walki, a nawet animacje postaci były jak na lata 80. bardzo nowoczesne.

Nawiązania do „Gwiezdnych Wojen” i innych klasyków sci-fi

Captain Power and the Soldiers of the Future

Twórcy nie kryli inspiracji „Star Wars”. Ba! Sam Gary Goddard, pomysłodawca serialu, był wcześniej związany z marką He-Man i miał ogromny szacunek dla George’a Lucasa. W serialu znajdziemy mnóstwo elementów znanych z „Gwiezdnych Wojen”:

  • Lord Dredd to połączenie Dartha Vadera z Imperatorem Palpatinem.

  • Mroczne bazy, pełne cybernetycznych dronów – klasyczne klimaty „Imperium kontratakuje”.

  • Kapitan Power to Luke Skywalker w wersji militarnej, rozdarty między dziedzictwem ojca a walką z tyranią.

Co ciekawe, część scen (zwłaszcza komputerowych przestrzeni) przypomina też „Tron” z 1982 roku, a idea cyfryzowania ludzi mocno wyprzedza swoje czasy – bardziej pasowałaby do „Matrixa”, który powstał dopiero 12 lat później.

Ile odcinków? Dlaczego tak mało?

Captain Power and the Soldiers of the Future” miał zaledwie jeden sezon, liczący 22 odcinki. Choć serial zapowiadał się jako przełomowa produkcja łącząca rozrywkę z interaktywnością, jego żywot został brutalnie skrócony. Dlaczego? Odpowiedź brzmi: kontrowersje i nieporozumienie targetu.

Z jednej strony, cały projekt był promowany jako produkt dla dzieci. Na sklepowych półkach lądowały figurka za figurką, interaktywne pistolety świetlne, samoloty reagujące na błyski ekranu, plecaki z logo Phoenix, kasety VHS do „trenowania strzelania” i inne gadżety, które spokojnie mogłyby konkurować z He-Manem czy G.I. Joe. Wszystko wyglądało jak idealna marka do wyciągania kieszonkowego z portfeli dzieciaków.

Ale… z drugiej strony, sam serial był mroczny jak piwnica Batmana po rozwodzie. Twórcy poruszali tematy śmierci, traumy, totalitaryzmu, eksperymentów na ludziach i dehumanizacji społeczeństwa przez technologię. W jednym z odcinków ginie ważna postać kobieca, i nie jest to śmierć w stylu „wróci w kolejnym sezonie” – to pełnoprawna, tragiczna scena ofiary złożonej w imię wyższych wartości.

Rodzice, którzy włączyli dzieciakom serial o „superbohaterach w kolorowych pancerzach”, byli w szoku, gdy zamiast beztroskich przygód dostali postapokaliptyczną rozprawę nad kondycją ludzkości. Protesty zaczęły napływać do stacji emitujących serial – zarzucano mu przemoc, zbyt poważny ton i rozdźwięk między reklamą a rzeczywistą treścią.

Dodatkowym gwoździem do trumny były finanse. Serial, choć świetnie zrealizowany, był drogi w produkcji – efekty komputerowe, futurystyczne kostiumy, scenografie, technologie interaktywne… wszystko to kosztowało krocie. A sprzedaż zabawek – mimo promocji – nie spełniła oczekiwań Mattela. Dzieciaki niekoniecznie łapały ideę „strzelania do telewizora”, a rodzice nie byli skłonni kupować każdej nowej kasety VHS, by dziecko mogło „pograć”.

W efekcie stacja syndykacyjna i sponsorzy zdecydowali się nie przedłużać serii na drugi sezon, mimo że cliffhanger w ostatnim odcinku wręcz prosił się o kontynuację. Potencjał był, ale klimat był zbyt ciężki jak na sobotnie poranki z płatkami śniadaniowymi.

Odbiór i dziedzictwo

Wśród dzisiejszych fanów sci-fi „Kapitan Power” to kultowa perełka. Ma swoje fankluby, fora dyskusyjne, a nawet planszówki i fanowskie komiksy.

W 2016 roku zapowiedziano reboot pod tytułem „Phoenix Rising”, który miał być bardziej dojrzałą wersją historii, ale projekt… zniknął bez śladu. Podobnie jak Lord Dredd w tunelu kwantowym.

Dla wielu starszych widzów „Captain Power” był pierwszym serialem sci-fi, który traktował młodego widza poważnie. I mimo że wygląda dziś archaicznie, to zasługuje na miejsce w panteonie odważnych, choć niedocenionych produkcji.

Ciekawostki z hangaru Phoenix:

  • Serial był jednym z pierwszych, w których komputerowa grafika była częścią każdej sceny – coś nowego jak na rok 1987.
  • Zabawki Power Jet XT-7 można dziś znaleźć na eBay za kilkaset dolarów – oczywiście bez gwarancji, że nadal działają.
  • Aktor grający Lorda Dredda, David Hemblen, później podkładał głos Magneto w kreskówce „X-Men” z lat 90.
  • Mimo że serial zakończył się cliffhangerem, istnieje nieoficjalny scenariusz drugiego sezonu, krążący wśród fanów.
  • Twórcy planowali również pełnometrażowy film kinowy, ale studio uznało temat za „zbyt ambitny dla dzieci i zbyt dziecinny dla dorosłych”.

Gry z Kapitanem Powerem…podobno były. W planach 😉

„Captain Power: Future Force Training Video” (1987)

To półgodzinny interaktywny film na kasecie VHS, stworzony specjalnie do używania z zabawkami Mattela – głównie z myśliwcem PowerJet XT-7. Działało to podobnie jak w serialu:

  • Kaseta była pełna błyskających, interaktywnych celów.

  • Gracz „strzelał” do ekranu pistoletem świetlnym, a zabawka liczyła punkty trafień i reagowała na porażki (np. „samolot” wibrował lub wyłączał się po kilku niecelnych strzałach).

Nie było tu klasycznego gameplayu, tylko trening bojowy z Kapitanem Powerem na ekranie – coś jak interaktywny odcinek serialu. Wideo zostało nakręcone z tymi samymi aktorami i efektami co serial, więc miało ten sam klimat.

A co z grami komputerowymi?

Niestety:

  • Nie powstała żadna oficjalna gra komputerowa ani konsolowa z Kapitanem Powerem.

  • Były pomysły, by stworzyć grę arcade lub tytuł na NES, ale projekt upadł razem z serialem, który nie doczekał się drugiego sezonu.

Dziś istnieją fanowskie próby stworzenia remake’ów w Unity lub Godocie – ale to raczej małe, nieukończone projekty dostępne w formie dem.

Inne interaktywne kasety

Wydano jeszcze kilka podobnych VHS-ów z myślą o zabawkach:

  • „Bio-Dread Assault” – bardziej dynamiczna kaseta z symulowaną walką.
  • „Skill Level 2 Training Tape” – kontynuacja pierwszego treningu, z większym poziomem trudności.
  • Część z nich była wydawana tylko w USA i Kanadzie, dziś to rzadkie kolekcjonerskie rarytasy.

Galeria:

Podsumowanie: Czy warto dziś wracać do Kapitana Powera?

Captain Power and the Soldiers of the Future

Jeśli wychowałeś się na He-Manie, Power Rangersach i Gwiezdnych Wojnach – tak, bez dwóch zdań. „Kapitan Power i Żołnierze Przyszłości” to pomost między dziecięcą zabawą a dojrzałym sci-fi. Choć nie zestarzał się najlepiej wizualnie, to pomysłowością, odwagą narracyjną i interaktywnością nadal bije na głowę wiele współczesnych produkcji.

To także fascynujący relikt ery, w której technologia i zabawa łączyły się w sposób niemal magiczny.

Może cię zainteresować:

Sailor Moon, czyli bajka którą oglądali również nasi koledzy… ale nie przyznawali się.

Lady Mary

The Great Giana Sisters (1987)

Wściekłe Piksele

Due South

Lady Mary

Odczytujemy klucz produktu systemu Windows

Kabson

Contra (NES) (1987)

Wściekłe Piksele

Sliders: Piąty wymiar

Lady Mary

Zostaw komentarz