Jestem totalną fanką anime z dzieciństwa, a Sailor Moon – czy jak u nas znana „Czarodziejka z Księżyca” – to absolutny klasyk, który ukształtował moją wyobraźnię. Pamiętam, jak jako mała dziewczynka siadałam przed telewizorem na Polsacie w latach 90., z wypiekami na twarzy czekając na kolejny odcinek. To było moje pierwsze spotkanie z mangą i anime, i do dziś wywołuje we mnie falę nostalgii. Dzisiaj, jako dorosła kobieta, postanowiłam wrócić do tej serii i napisać entuzjastyczną recenzję, bo Sailor Moon zasługuje na to, by o niej pamiętać i celebrować. Skorzystam z moich wspomnień, fabuły, którą kocham, i kilku ciekawostek, które znalazłam w sieci. Gotowi na podróż do Królestwa Księżyca? Zatem w imieniu Księżyca… zaczynamy!
Spis treści
Sailor Moon to shōjo manga…
…czyli manga skierowana głównie do dziewcząt i młodych kobiet. Gatunek shōjo charakteryzuje się wątkami związanymi z przyjaźnią, miłością, emocjami, dojrzewaniem i relacjami międzyludzkimi. Fabuły shōjo często skupiają się na wewnętrznym świecie bohaterów, ich uczuciach i rozwoju osobistym, a nie tylko na akcjach czy bitwach. Dzięki temu czytelniczki mogą utożsamiać się z postaciami, przeżywać ich radości i smutki oraz uczyć się radzenia sobie z problemami codziennego życia.
Wizualnie shōjo stawia na romantyczne kadry, błyski, kwiaty i eleganckie, zmysłowe ujęcia postaci, co nadaje historii lekkości i estetycznej przyjemności. Rysunki często podkreślają emocje bohaterów – rozkwitające oczy, dramatyczne pozy, dynamiczne tła pełne efektów świetlnych i dekoracyjnych – co sprawia, że nawet zwykła scena może wydawać się magiczna i pełna napięcia emocjonalnego.
Jednak shōjo to nie tylko subtelność i romantyzm. W wielu seriach, w tym w Sailor Moon, pojawiają się przygoda, walka ze złymi siłami i humor, co czyni je atrakcyjnymi również dla szerszej grupy odbiorców. To właśnie połączenie emocjonalnej głębi i dynamicznej akcji sprawia, że Sailor Moon stała się kultową pozycją, która przyciąga zarówno dziewczęta, jak i chłopców, choć ci często nie chcieli się do tego przyznać.
Co ciekawe, Sailor Moon jest takim nietypowym „pomostem” między shōjo a shōnen. Podczas gdy typowe shōneny (jak Dragon Ball czy Naruto) skupiają się głównie na walkach, przygodach i rywalizacji, Sailor Moon łączy te elementy z typową shōjo emocjonalnością. Dzięki temu chłopcy przyciągani byli dynamicznymi walkami, fantastycznymi mocami i efektownymi transformacjami, a dziewczęta mogły cieszyć się romantycznymi wątkami i relacjami między postaciami. Taka mieszanka sprawia, że seria jest uniwersalna i wciąż ceniona przez różnorodnych odbiorców.
Fabuła, która wciągała jak wir na Wiśle
Roztrzepana i płaczliwa czternastolatka Usagi Tsukino pewnego dnia spotyka gadającą kotkę Lunę, za sprawą której staje się Sailor Moon, dzielną wojowniczką o miłość i sprawiedliwość… I tak oto dla Usagi zaczyna się przygoda jej życia. Na początku wcale nie jest taka dzielna i trudno się temu dziwić. Do tej pory była zwykłą dziewczyną ze zwykłymi problemami, a teraz musi stawiać czoła złu w czystej postaci. I pewnie nie wytrzymałaby długo, gdyby od czasu do czasu nie przybywał jej z pomocą Tuxedo Kamen, zamaskowany dżentelmen z różą i idealny obiekt westchnień. Ale czas mija, a prawdziwą misją Sailor Moon nie jest sama walka z wrogiem, lecz odnalezienie i ochronienie przed złem tajemniczej Księżycowej Księżniczki. Do Usagi dołączają kolejne wojowniczki w mundurkach: Sailor Mercury, Sailor Mars, Sailor Jupiter i Sailor Venus, coraz częściej mówi się również o zagadkowym Srebrnym Krysztale, mającym niewiarygodną potęgę. Rozwiązanie wszystkich tajemnic prowadzi do zapomnianych wydarzeń z odległej przeszłości. Czy tamta tragedia się powtórzy? A może nikła iskierka nadziei wreszcie zajaśnieje pełnym blaskiem? Królestwo Ciemności rośnie w siłę, ale wojowniczki nie pozostają bierne…
Ta historia to czysta magia! Usagi, czyli Bunny w polskiej wersji telewizyjnej, to taka „swojska” bohaterka – leniwa, płaczliwa, ale z ogromnym sercem. Jako dziecko utożsamiałam się z nią całkowicie. Pamiętam, jak marzyłam o tym, by też mieć magiczną tiarę i walczyć ze złem. A te transformacje? „Moon Prism Power, Make Up!” – do dziś mam ciarki!
Główne bohaterki
Usagi Tsukino
Usagi Tsukino to główna bohaterka Pretty Guardian Sailor Moon, czyli dziewczyna, która z pozoru jest totalnie zwykłą nastolatką. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi, wylegiwać się w salonie gier i… no, czasem trochę popłakać, bo sama siebie nazywa płaczką. Ale pod tą emocjonalną powłoką kryje się serce ze stali – jest życzliwa, odważna i gotowa pomagać innym.
Wszystko się zmienia, gdy w jej życiu pojawia się Luna – gadający czarny kot z księżycowym znakiem na czole. Dzięki niej Usagi odkrywa swoje przeznaczenie i staje się Sailor Moon, Strażniczką Miłości i Sprawiedliwości. Jej zadanie? Odnaleźć tajemniczą Księżniczkę i pozostałe Strażniczki, a przy okazji bronić swoich przyjaciół i zwykłych ludzi przed wrogami i potworami, które szaleją w poszukiwaniu legendarnych Srebrnych Kryształów.
I tak zwykła, nieco chaotyczna dziewczyna nagle musi stać się bohaterką – czasem zalicza wpadki, czasem płacze, ale zawsze udowadnia, że ma w sobie moc prawdziwej Sailor Moon.
Ami Mizuno
Nieśmiała dziewczyna, która woli spędzać czas na nauce i czytaniu książek, zamiast włóczyć się po mieście. Niektórzy myślą, że przez to jest zdystansowana, ale tak naprawdę jest słodka, lojalna i gotowa pomagać przyjaciołom. Marzy o tym, by zostać lekarzem, tak jak jej mama. Spotkanie z Usagi i Luną sprawia, że szybko łapią wspólny język – szczególnie przy grze arcade Sailor V, w którą obie uwielbiają grać.
Ami jest drugą Strażniczką zwerbowaną przez Lunę – Sailor Mercury, Strażniczka Miłości i Inteligencji. Jej moce związane są z wodą i lodem, co czyni ją nie tylko sprytną, ale i niebezpieczną przeciwniczką dla każdego złoczyńcy. Choć na pierwszy rzut oka wygląda jak cicha myszka, w boju potrafi pokazać, że mózg i moc idą u niej w parze.
Rei Hino
Rei mieszka w świątyni Hikawa razem ze swoim dziadkiem i… nietypowymi pupilami – krukami Phobosem i Deimosem. Na co dzień pracuje jako kapłanka, co idealnie pasuje do jej poważnego i trochę tajemniczego charakteru.
Osobowość Rei różni się w zależności od tego, czy oglądasz anime, czy czytasz mangę. W mandze jest poważna, zdystansowana i w ogóle nie przejmuje się chłopakami, natomiast w anime jest trochę mniej poważna i czasem nieźle szaleje za chłopcami – typowa mieszanina ognia i temperamentu.
Rei staje się trzecią Strażniczką podczas kryzysowej sytuacji. Jako Sailor Mars, Strażniczka Miłości i Pasji, włada ognistymi mocami, co czyni ją jedną z najbardziej dynamicznych i wybuchowych bohaterek w drużynie. Choć czasem jest nieco szorstka, w walce pokazuje, że ognista energia idzie u niej w parze z determinacją i lojalnością.
Makoto Kino
Makoto Kino, znana też jako Sailor Jupiter, wchodzi do historii z hukiem – dosłownie ratując Usagi przed wpadnięciem pod samochód. Jest nową uczennicą w szkole Usagi, a jej wzrost i niezależny charakter sprawiają, że część kolegów i koleżanek trochę się jej obawia.
Makoto to dziewczyna o złotym sercu, ale też z iskrą w oczach – potrafi się zauroczyć chłopakiem w pięć sekund, a jej największe marzenie to wyjść za mąż i otworzyć kwiaciarnię połączoną z cukiernią. I tak, ona naprawdę kocha gotować, więc w drużynie jest nie tylko wojowniczką, ale też kucharką z supermocą robienia pyszności.
Jako Sailor Jupiter, Strażniczka Miłości i Odwagi, Makoto jest czwartą Strażniczką i dysponuje mocą siły, burz i roślin. W walce łączy brutalną siłę z naturalnym wdziękiem, a jej pioruny i wiatry potrafią zmieść przeciwnika z planszy, zanim ten zdąży zorientować się, co się stało.
Minako Aino
Minako Aino, czyli Sailor Venus, to dziewczyna, która tak naprawdę w świecie Strażniczek miała fory – była w tym biznesie jeszcze zanim Usagi w ogóle dowiedziała się, że istnieją magiczne koty z misją ratowania świata. Wcześniej działała solo pod pseudonimem Sailor V i zdążyła już nabić niezłe doświadczenie w walce ze złem.
Minako jest energiczna, pełna życia i trochę zakręcona – kocha sport, uwielbia muzykę, a do tego marzy o karierze idola. Potrafi być też nieźle romantyczna, bo lubi fantazjować o wielkiej miłości, choć w praktyce nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem.
Jako Sailor Venus, Strażniczka Miłości i Piękna, Minako jest piątą Strażniczką w drużynie i specjalizuje się w atakach związanych ze światłem i energią. Czasem wprowadza trochę chaosu, ale kiedy przychodzi co do czego, potrafi błyszczeć dosłownie i w przenośni – i to tak, że wrogowie wolą zasłonić oczy.
Mamoru Chiba
Mamoru Chiba, znany szerzej jako Tuxedo Mask, to ucieleśnienie mema „tajemniczy nieznajomy w smokingu, który pojawia się znikąd”. W normalnym życiu jest licealistą, który w dzieciństwie stracił pamięć, a w magicznym świecie – miłością życia Usagi.
Jako Tuxedo Mask ma jeden cel: znaleźć Srebrny Kryształ, bo wierzy, że pomoże mu odzyskać wspomnienia. A przy okazji… co jakiś czas wpada na Sailor Moon, ratuje ją w najmniej spodziewanym momencie, rzuca jakimś filozoficznym tekstem, po czym znika w stylu „Batman, ale w smokingu i z różą zamiast bataranga”.
Dla Usagi jest absolutnie nieziemsko tajemniczy, dramatyczny i rozbrajająco przystojny. W skrócie: to typ faceta, który mógłby uratować ci życie i jednocześnie skraść twoje serce – wszystko w mniej niż minutę.
Fenomen Sailor Moon
Sailor Moon trudno nie znać, ponieważ popularność zdobyła sobie nie tylko w Polsce i przez długi czas była pierwszym skojarzeniem ze słowami „manga i anime”. Z perspektywy czasu można stwierdzić, że pierwsza seria nie należy ani do najambitniejszych, ani do najpiękniej narysowanych, a jednak wraz z jej rozpoczęciem zaczął się prawdziwy szał. Na czym polegał jej fenomen? Możliwe, że jako „pierwsze” (poza Polonią 1) anime w telewizji po prostu nie miała konkurencji. Bo przecież fabuła jest naiwna i schematyczna, w każdym odcinku mamy wygłupy Usagi i walkę z demonem polegającą na rzucaniu diademem/różą… Akcję urozmaica pojawianie się kolejnych wojowniczek, ale ponieważ jest ich razem tylko pięć, nie zdarza się to za często.
A jednak jest w serii to „coś”, co pozwala oglądać ją z zainteresowaniem. Przede wszystkim postacie – są ludzkie i naturalne, a dzięki niewdzięcznemu z pozoru sposobowi prowadzenia akcji można je dokładniej poznać i polubić. I będą się jeszcze bardziej rozwijać w trakcie następnych serii… Również czarne charaktery (a przynajmniej większość) mają swoje osobowości i nie są jakimiś tam Bardzo Złymi Typami, które tylko dlatego chcą zawładnąć światem, żeby główne bohaterki miały jakichś przeciwników. Fakt, że dla wytrawnego mangomaniaka to już żadna nowość, ale chyba lepiej, że tak jest niż gdyby było odwrotnie…
I jeszcze muzyka – pasująca do charakteru serii, czasem po prostu milutka, czasem porywająca, świetnie komponuje się z akcją. A do tego bardzo sympatyczne i ładnie zaśpiewane piosenki. Opening „Moonlight Densetsu” to hit, który nuciłam pod nosem w szkole! W Polsce ta seria była rewolucją – jako pierwsze anime na dużą skalę, emitowane od 1995 roku na Polsacie, wywołała debatę o przemocy i nagości w bajkach dla dzieci. Ale to właśnie dzięki niej wielu z nas zakochało się w anime!
W Polsce Sailor Moon była rewolucją. Od 1995 roku emitowana na Polsacie, stała się jednym z pierwszych anime pokazywanych w otwartej telewizji.
Tak, fabuła bywa schematyczna, a animacja momentami oszczędna – ale nikt się tym nie przejmował. Dla wielu z nas to był pierwszy kontakt z kulturą japońską i opowieścią, gdzie bohaterki są silne, ale też zwyczajne, ze swoimi wadami i humorem.
Fenomen polegał na tym, że widzowie mogli się z nimi utożsamiać.
Usagi była roztrzepana i płaczliwa – i to było urocze. Ami była kujonką, Rei – temperamentną kapłanką, Makoto – silną i opiekuńczą, a Minako – pełną energii marzycielką. Każdy mógł znaleźć wśród nich „swoją” wojowniczkę.
Ciekawostki 😉
Przeszukałam sieć i znalazłam masę smaczków o „Czarodziejce z Księżyca”. Cała seria anime liczy aż 200 odcinków podzielonych na 5 sezonów: pierwsza seria (Sailor Moon) ma 46 odcinków, R – 43, S – 38, SuperS – 39, a Sailor Stars – 34. Do tego 3 filmy pełnometrażowe i specials! W Polsce wyemitowano wszystkie sezony na Polsacie od 1995 do 2000 roku, a nawet film „Sailor Moon R: The Movie” jako specjalny odcinek. Niestety, pominięto kilka epizodów, jak 45., 46. i 133., prawdopodobnie z powodu cenzury w krajach, z których Polska kupowała prawa.
Obsada? W Japonii głos Usagi podkłada Kotono Mitsuishi, a w angielskim dubie (tym starym z DiC) Terri Hawkes jako Serena. W Polsce nie było pełnego dubbingu, tylko voiceover – lektor czytał dialogi na tle oryginalnych głosów. Główną lektorką była Danuta Stachyra, a w późniejszych emisjach na TV4 Stanisław Olejniczak czy Jarek Łukomski.
Ciekawostka: w polskiej wersji TV Usagi nazywano Bunny, ale na VHS/DVD została Usagi. Zmiany nazw to klasyka – np. Sailor Jupiter czasem tłumaczono na polski, a Hawk’s Eye stał się „Sokole Oko”.
Sailor Moon była inspirowana mangą Naoko Takeuchi, która planowała tylko jeden sezon, ale popularność przedłużyła serię.
Wiecie, że w Polsce to anime zapoczątkowało boom na mangę? Wydawnictwo Japonica Polonica Fantastica wydało mangę od 1997 do 1999 roku.
I jeszcze jedna: kwiaty Xenian z filmu R inspirowane były pasożytniczą rośliną Rafflesia!
Nostalgicznie: Pamiętam, jak zbierałam naklejki z Sailor Moon, marzyłam o byciu wojowniczką i śpiewałam piosenki. Dziś, patrząc na posty w sieci, widzę, że wielu dzieli te wspomnienia – np. ktoś pisał o czytaniu mangi w wieku 15 lat i wracaniu do niej jako dorosły, czy o tym, jak anime jak Sailor Moon było częścią dzieciństwa bez komórek i nudy. To było prawdziwe dzieciństwo – po szkole bawiliśmy się na dworze, a wieczorem oglądaliśmy bajki!
Sailor Moon w Świecie Gier
Nie samym anime fanka żyje! Sailor Moon doczekała się całej masy gier, głównie w latach 90., kiedy popularność serii była na szczycie. Były bijatyki na Super Nintendo (Super Famicom) jak Bishoujo Senshi Sailor Moon S: Jougai Rantou!? Shuyaku Soudatsusen, w których można było toczyć pojedynki Sailorkami w stylu Street Fightera. Na Game Boya i Mega Drive’a wychodziły platformówki, gdzie skakało się po planszach i walczyło z przeciwnikami, a na automatach można było znaleźć beat ’em upy z pięknymi sprite’ami.

Co ciekawe, powstały też gry edukacyjne i… puzzle logiczne z Sailor Moon, które dziś są rzadkimi kolekcjonerskimi perełkami. W Japonii ogromnym hitem były gry na Super Famicom i Sega Saturn, a w 2014 roku – z okazji rebootu Sailor Moon Crystal – wyszły nawet mobilne aplikacje i gry na smartfony, w tym puzzle match-3 z klimatycznymi grafikami.
Dla wielu graczy te tytuły były pierwszą stycznością z japońskimi grami, zanim w Polsce na dobre przyjęły się konsole Nintendo czy Sega. Dziś oryginalne kartridże potrafią kosztować krocie, ale na emulatorach nadal można poczuć tę magię i poczuć się jak w latach 90.
Różnice między wersjami – Japonia, Anglia i Polska
Choć Sailor Moon jest dzieckiem japońskiej kultury lat 90., to każda wersja, która trafiała do innego kraju, przechodziła mniejsze lub większe zmiany. Czasem były to drobne modyfikacje w dialogach, a czasem tak duże przeróbki, że całe wątki traciły swój sens.
Wersja japońska – oryginał bez kompromisów
W Japonii emitowano serię w pełnej, nieocenzurowanej formie. Postacie miały złożone charaktery, a relacje – również te romantyczne między bohaterkami tej samej płci – były przedstawiane otwarcie. Nie unikano też momentów dramatycznych i smutnych zakończeń (np. finały niektórych sezonów były naprawdę ciężkie emocjonalnie).
Wersja angielska
To tutaj zaczyna się festiwal cenzury. Angielski dub z lat 90. miał łagodzić treści, które mogłyby „nie spodobać się” rodzicom:
Zmiany imion – Usagi stała się Sereną, Mamoru – Darienem, Rei – Ray, a Minako – Miną.
Cenzura relacji – Haruka (Sailor Uranus) i Michiru (Sailor Neptune) zostały… kuzynkami. W oryginale były parą, co było jedną z pierwszych otwartych relacji lesbijskich w mainstreamowym anime.
Zmiana płci postaci – Zoisite w angielskiej wersji został kobietą, by uniknąć ukazania związku między mężczyznami (Zoisite i Kunzite).
Wycinanie scen – usuwano odcinki z większą przemocą, elementami śmierci czy nagości w transformacjach.
Inny soundtrack – oryginalna muzyka została w dużej mierze zastąpiona nową, a opening i ending przerobiono na piosenki po angielsku.
Wersja polska
W Polsce Sailor Moon pojawiła się w wersji z lektorem, czytanym na tle japońskich głosów. Dzięki temu zachowano sporo oryginalnych treści i klimatu – choć czasami nazwy były spolszczane (np. Usagi jako „Bunny”, Sailor Jupiter jako „Czarodziejka z Jowisza”).
W emisji na Polsacie pominięto kilka odcinków (np. 45., 46., 133.) – prawdopodobnie ze względu na to, że w krajach, z których kupowano licencję, były one ocenzurowane lub uznane za „nieodpowiednie”.
Nie stosowano tak drastycznych zmian relacji jak w wersji angielskiej – wątki Haruki i Michiru czy Kunzite i Zoisite pozostawały w miarę czytelne dla widza.
Ścieżka muzyczna pozostała japońska, dzięki czemu polscy widzowie poznali kultowe „Moonlight Densetsu” w oryginalnym wykonaniu.
Efekt? Dla wielu polskich fanów Sailor Moon była znacznie bliższa oryginałowi niż ta, którą znali widzowie w USA czy Kanadzie. Dzięki temu wiele osób, które później sięgnęły po wersję japońską, nie przeżyło aż takiego szoku… choć różnice wciąż były zauważalne.
Sailor Moon, czyli bajka, którą oglądali również nasi koledzy… ale nigdy się do tego nie przyznawali
Prawda jest taka, że w latach 90. Sailor Moon leciała w takim paśmie, że każdy, kto włączał telewizor po szkole, trafiał na odcinek – bez względu na płeć. I choć oficjalnie „to bajka dla dziewczyn”, dziwnym trafem chłopcy znali imiona wszystkich wojowniczek, potrafili wyrecytować nazwy ataków bohaterek i jakoś dziwnie dobrze orientowali się, w którym odcinku pojawia się Sailor Jupiter.
Tłumaczyli, że „oglądają tylko dla walk” (jasne…) albo że „telewizor był akurat włączony” (a pilot pewnie w kosmosie). Tymczasem prawdziwa tajemnica tkwiła w… długich nogach bohaterek, ultra-krótkich marynarskich spódniczkach i efektach towarzyszących transformacjom. Te wirujące sylwetki w magicznym świetle, z iskrzącymi animacjami, błyskami i obrotami w zwolnionym tempie – no cóż, nawet jeśli miało się 10 lat, to robiło wrażenie.
W rzeczywistości Sailor Moon miała wszystko, co mogło wciągnąć każdego – akcję, potwory, transformacje i Tuxedo Kamena, który ratował sytuację jak prawdziwy superbohater. Po prostu trudno było wtedy przyznać się kumplom z podwórka, że oprócz Dragon Balla śledzi się losy dziewczyn w marynarskich mundurkach. Teraz, po latach, większość z nich mówi już wprost: „Tak, oglądałem. I było super.”
Czy Polecam? Absolutnie Tak!
Co rzec na zakończenie – polecić, czy nie polecić? Osoby, które już kiedyś dały się oczarować Potędze Księżyca, pewnie by obejrzały Sailor Moon jeszcze raz, choćby przez sentyment. Reszta zaś, jeśli na chwilę odsunie na bok krytycyzm i porównywanie z nowszymi seriami, być może też – wystarczy chcieć… Ja, jako fanka z dzieciństwa, mówię: oglądajcie! To nie tylko akcja i magia, ale lekcja o przyjaźni, miłości i odwadze.
Jeśli macie swoje wspomnienia z Sailor Moon, dajcie znać w komentarzach.












6 komentarzy
Kiedyś obejrzałem jeden odcinek tego. Fabuła: spotkanie tych wszystkich czarodziejek. Realizacja: pojawia się pierwsza, efekty świetlne, animacje, pojawia się druga, efekty, animacje, pojawia się trzecia, efekty, animacje.. i tak cały odcinek. Nie zachęcił i nie zauważyłem tam nic kontrowersyjnego.
Na takiej samej zasadzie było oparte jakieś 80% serialów w tamtym okresie 😉 Po prostu może wolałeś oglądać Daimosa, albo inne dragon ball’e. ;]
Nie. Nawet nic mi nie mówią te nazwy. Z tego co pamiętam to leciało na kanałach z satelity a ja nigdy telewizji satelitarnej nie miałem. Jak pojawiły się w dostępnej TV to już byłem za stary na takie bajki. Nie wkręciłem się. Do dziś wolę Muminki, Misia Uszatka a z azjatyckich to filmy o Godzilli :).
Ja mam dwa dyski zawalone bajkami dla mojej córki. Wróbelek Elemelek, Miś Uszatek, „Stare” Muminki, Przygody kota Filemona… Nie będzie mi smakula głupot typu psia ekipa oglądać ;]
Sailorki to pierwszy raz były na Polsacie potem Polsat 2, więc sorki, ale każdy mógł to oglądać. A jak emitowali pierwszy raz to miałem coś około 8 lat. I tak jestem facetem.
I oglądałem 2 razy całość, potem 3 raz sie nie udało xD
Zamiast na podwórku to gnałem oglądać.
No mnie Dragonballe nie wkręciły.
Ale Kapitan Tsubasa. Daimos Ratta Człowiek w Tygrysiej masce Dzidzi xD
Oj, jeśli mnie pamięć nie myli, to u nas chłopcy byli gnojeni w szkole za oglądanie Sailorek. 😉 Wiesz, małe miasto, a właściwie blokowisko, gdzie lokalne „samce alfa” oglądały tylko Dragon Balla i wszystko inne było rzekomo „dla dziewczyn”.
A prawda jest taka, że Sailorki leciały w telewizji dla wszystkich i oglądało je mnóstwo dzieciaków, tylko nie każdy miał odwagę się do tego przyznać. 😄