„Cytadela”! Gdy tylko o niej pomyślę, wracają wspomnienia dreszczu emocji, jaki towarzyszył mi w latach 90., kiedy jako młody chłopak siadałem przed moją ukochaną Amigą 500, zwiększałem głośność i zanurzałem się w świat pikselowej grozy. Pamiętam te wieczory, gdy za oknem padał deszcz, a ja, z kubkiem herbaty w jednej ręce, ładowałem dyskietkę do stacji – ten charakterystyczny szum napędu, który brzmiał jak symfonia dla uszu każdego amigowca. To nie była zwykła gra – to był portal do innego wymiaru, pełen tajemnic, strachu i triumfu. W erze, gdy komputery domowe były naszym oknem na świat, „Cytadela” stała się symbolem polskiego geniuszu programistycznego. Obok takich legend jak „Franko: The Crazy Revenge” czy „Skaut Kwatermaster”, to tytuł, bez którego historia polskiego gamedevu byłaby niepełna. Wyobraźcie sobie: brak internetu, tylko magazyny jak „Bajtek” czy „Komputer Świat Gry” jako źródło wiedzy, a my, dzieciaki z podwórka, wymienialiśmy się dyskietkami jak skarbami. „Cytadela” budziła w nas dumę – to była nasza gra, polska, zrodzona z pasji garstki zapaleńców, którzy kodowali w piwnicach, marząc o wielkim świecie.
Spis treści
Fabuła

Akcja gry toczy się na odizolowanej wyspie-więzieniu, gdzie dochodzi do krwawego buntu. Gracz wciela się w śmiałka, który musi przetrwać i wydostać się z piekła pełnego mutantów, potworów i zbuntowanych strażników. To nie jest złożona opowieść, ale idealny pretekst do akcji. Brak cutscenek? Nie szkodzi. Fabuła budowana jest przez gameplay – przez odkrywanie, eksplorację i adrenalinę. Wyspa przypomina industrialne ruiny PRL-u, zniszczone fabryki i betonowe korytarze, które wyglądają jak sny po ciężkim dniu w kopalni. Inspiracje z „Dooma” i „Wolfensteina 3D” są oczywiste, ale „Cytadela” ma swój surowy, wschodnioeuropejski klimat, który czyni ją wyjątkową.
Dla mnie, jako fana Amigi, ta fabuła to echo tamtych czasów: szare bloki, fabryczne hale i marzenia o ucieczce do lepszego świata. Gra przenosiła nas w mroczny, post apokaliptyczny koszmar, gdzie każdy krok mógł być ostatnim, a my czuliśmy się jak bohaterowie – walczący z systemem, mutacjami i nieznanym. Nostalgia bije tu na całego: pamiętam, jak po szkole rysowałem mapy poziomów na kartkach w kratkę, by nie zgubić się w tych labiryntach, dzieląc się nimi z kumplami na przerwach.
Wykonanie

„Cytadela” to arcydzieło optymalizacji. Działała nawet na Amidze 500 z 1 MB RAM-u, co w 1995 roku było czymś absolutnie kosmicznym. Stworzyło ją polskie studio Virtual Design, a efekt końcowy sprawiał, że wielu zachodnich graczy przecierało oczy ze zdumienia. Wyobraźcie sobie: w erze, gdy Amiga była naszym domowym centrum rozrywki, ta gra wyciskała z maszyny ostatnie soki, bez żadnych dodatków jak Hard Drive czy rozszerzenia pamięci. To było jak magia – kod napisany z taką precyzją, że płynność była na poziomie zachodnich hitów.
Grafika

Pikselowa, ale pełna klimatu. Teksturowane ściany, realistyczne światła i potwory rodem z koszmaru. Kolorystyka – zimna, stalowa, przełamana czerwienią krwi i płomieni. Dla młodego gracza to było jak wejście do żywego horroru science-fiction. Pamiętam, jak wpatrywałem się w te piksele godzinami, wyobrażając sobie, że to nie gra, a prawdziwy świat. Na Amidze, z jej paletą 4096 kolorów, „Cytadela” wyglądała jak dzieło sztuki.
Gameplay
Dynamiczny, wymagający i zaskakująco dobrze zbalansowany. Gracz biega, strzela, zbiera klucze, odkrywa sekrety i uczy się mapy na pamięć, bo tu każdy zakręt mógł prowadzić do śmierci. Broń? Od klasycznych pistoletów po wyrzutnie rakiet – satysfakcja z rozwałki gwarantowana. Poziomy miały alternatywne ścieżki, a znajdźki dawały nagrody w postaci broni lub zdrowia – jak w najlepszych produkcjach z Zachodu. W 2022 roku gra doczekała się aktualizacji 1.3, z poprawioną grafiką i płynnością. Efekt? „Cytadela” śmiga dziś pięknie nawet na A500 Mini, dając drugie życie klasyce.
Odbiór przez graczy
W latach 90. to był hit. Czasopisma jak „Secret Service” czy „Top Secret” rozpływały się w zachwytach. Polscy gracze widzieli w „Cytadeli” dumę narodową – coś, co mogło stanąć obok „Dooma”. Na podwórkach słychać było: „Grałeś w Cytadelę? To nasz Doom!” W erze, gdy dyskietki krążyły z rąk do rąk, gra budowała społeczność retro-bohaterów. Do dziś fani wspominają ją na forach, a wywiady z autorami (np. na YouTube – AmigaBezŚciemy) pokazują, jak wielki wpływ miała na późniejszych twórców, nawet tych z CD Projektu. Pamiętam te dyskusje w szkolnych ławkach: kto przeszedł dalej, kto znalazł sekretną broń. To była era pirackich kopii na dyskietkach 3.5″, wymienianych na bazarach, ale z sercem pełnym podziwu dla polskich twórców.

Pod nazwą „Citadel” tytuł zdobył uznanie na Zachodzie, choć pozostał niszowy. Magazyny „Amiga Format” i „Amiga Joker” chwaliły płynność i atmosferę, a w serwisach takich jak Lemon Amiga czy Hall of Light wciąż zbiera wysokie oceny. Na Reddicie czy YouTube fani piszą krótko: „Polish gem. Better than expected.” „Cytadela” może nie była światowym przebojem, ale stała się podziemnym klasykiem – i to czyni ją wyjątkową. Dla nas, amigowców, to dowód, że nasza scena retro miała coś unikalnego, co Zachód doceniał z zazdrością.
Podsumowanie
„Cytadela” to symbol epoki, kiedy polscy twórcy bez wielkich pieniędzy tworzyli coś, co potrafiło konkurować z Zachodem. To produkcja, w której czuć pot, ambicję i czystą pasję – a jej duch wciąż żyje wśród fanów retro. Jeśli dorastałeś z Amigą – musisz do niej wrócić. Jeśli nie – najwyższy czas poznać, jak wyglądała polska odpowiedź na „Doom”.
Grę bez problemu uruchomicie na emulatorze FS-UAE.
Doom na Amidze ? I to jeszcze nasz !?

- Jeden z pierwszych polskich FPS-ów – ambitny projekt
- Klimatyczna, mroczna oprawa
- Duże jak na możliwości Amiga poziomy
- Bardzo wolne działanie
- Toporne sterowanie
- Monotonna rozgrywka
Ciekawostka historyczna – ważna dla sceny, ale dziś trudna w odbiorze.
