Amiga

Polacy nie gęsi: Alfabet Śmierci (1996)

Rok 1996. Polska scena gier komputerowych raczkowała – większość rodzimych produkcji to skromne edukacyjne programiki albo klony zachodnich hitów sklejone na kolanie. A tu nagle z Gdańska wyskakuje coś zupełnie nieoczekiwanego: pełnoprawna przygodówka point-and-click osadzona nie w jakimś fantastycznym królestwie, lecz w szarej, deszczowej polskiej prowincji. Z duchami, okultystycznymi spiskami i lokalnym proboszczem. Tak właśnie świat poznał Alfabet Śmierci – jeden z najbardziej osobliwych i niedocenionych tytułów w historii polskiego game dev.

alfabet smierci 1

Studenci, dyskietki i trzy miesiące zapału

Historia tej gry zaczyna się tak, jak powinny zaczynać się wszystkie legendy: od grupy znajomych z jednej ze śląskich uczelni, którzy postanowili stworzyć grę właściwie z niczego. Projekt firmowało gdańskie studio Seven Stars, a za jego realizację odpowiadało trio: Maciej Frontkiewicz (programowanie), Ryszard Bagiński (grafika) i Michał Prochownik (muzyka). Co zdumiewające – cały proces składania gry zajął zaledwie trzy miesiące. Biorąc pod uwagę skalę i poziom skomplikowania scenariusza, to wynik naprawdę godny podziwu.

Kluczową decyzją artystyczną było oparcie całej oprawy wizualnej na zdigitalizowanych fotografiach, a nie na ręcznie rysowanych tłach. Metoda ta była wówczas modna w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych – pozwalała błyskawicznie uzyskać gęstą, realistyczną grafikę bez miesięcy żmudnego malowania pikseli. Twórcy pojechali w Beskidy, do Jeleśni i Żywca, gdzie fotografowali pleny, budynki i lokalne zakamarki. Statystami zostali okoliczni mieszkańcy i znajomi autorów – ksiądz grał księdza, rzeźnik rzeźnika, pani w sklepie spożywczym odegrała panią w sklepie spożywczym. Nikt nie odmówił pomocy. Efekt ma swój niepowtarzalny, lekko niepokojący urok – trochę jak horror nakręcony kamerą VHS przez kolegów z osiedla.

Gra pierwotnie miała wyjść wyłącznie w wersji AGA (przeznaczonej dla Amigi 1200 i 4000), gdzie 256 kolorów w rozdzielczości 640×256 robiło z fotografii prawdziwe tło dla narracji. Wydawca wymógł jednak wydanie również wersji dla starszego chipsetu ECS, by nie wykluczyć z grona odbiorców wciąż licznej grupy użytkowników Amigi 500. Wersja ECS działa, ale zdjęcia tracą na wyrazistości – wyraźnie czuć, że gra nie została dla niej zaprojektowana.

alfabet smierci 2

Tajemnice Dębów, czyli fabuła

Wcielamy się w Tomasza Antkowiaka, który pewnej nocy odbiera alarmujący telefon od szkolnego przyjaciela Wojtka. Kłopoty, niebezpieczeństwo, ratunku – i już pakujemy walizki, wsiadamy do pociągu zdążającego do Dębów, rodzinnego miasteczka, które dawno temu opuściliśmy. Jeszcze w przedziale zaczyna się dziwnie: zaczepia nas tajemniczy starszy pan, po chwili dostajemy zastrzyk z nieznanej substancji i cios w tył głowy. Budzimy się na peronie z pustą głową i zaczynamy śledztwo.

To, co czeka nas w Dębach, to gęsty koktajl wątków: morderstwo przyjaciela, amnezja, okultyzm, równoległe światy, paradoksy czasowe, a nawet romans. Gra jest być może jedynym polskim przykładem tak odważnego mieszania gatunków – horror przeplatany pseudo-mistyczną filozofią, nagle wpadający w baśniowy surrealizm, by za chwilę puścić do gracza nieoczekiwane oko śmiechem. Jedni będą tym zachwyceni, innym ta eklektyczna zupa może nie przypaść do gustu.

Miasteczko liczy sobie około 70 lokacji – sklep spożywczy, plebania, cmentarz, tartak, nadleśnictwo, chatka w lesie – każda sfotografowana na Śląsku i Żywiecczyźnie. Cała akcja rozgrywa się w jednej porze dnia; brak cyklu dobowego to niestety odczuwalne ograniczenie klimatu. Muzycznych modułów jest kilka, zmieniają się w zależności od sytuacji. Nie ma efektów dźwiękowych, ale ścieżka muzyczna jest na tyle klimatyczna, że można ją wyłączyć w ustawieniach i nie poczuć straty – albo zostawić i cieszyć się amigowym ambientem.

alfabet smierci 3

Mechanika: rozmowy, przedmioty i śmierć za głupie słowo

Alfabet Śmierci to klasyczna przygodówka point-and-click sterowana niemal wyłącznie myszką. Poruszamy się po mapce miasteczka, wchodzimy w interakcje z napotykanymi postaciami, zbieramy i używamy przedmiotów. System dialogowy oferuje kilka wariantów pytań i odpowiedzi – i tu gra ujawnia swój najbardziej wymagający charakter.

Jedno głupie słowo, jeden niestosowny gest może zakończyć rozgrywkę śmiercią bohatera lub trwale zablokować postęp. Twórcy wymagają od gracza pewnego minimum kultury interpersonalnej – i to dosłownie. Nie można być chamem, bo się ginie. To oryginalny pomysł na mechanikę „moralności”, choć w praktyce bywa frustrujący, zwłaszcza gdy gra nie sygnalizuje wyraźnie, że właśnie popełniliśmy fatalny błąd.

Część znajdowanych przedmiotów to czerwone śledzie – niepotrzebne do ukończenia gry, tylko urozmaicające eksplorację. Zapis gry dopuszcza maksymalnie trzy sloty, co wydaje się rozsądne, ale kryje w sobie pułapkę: zapis w złym momencie – na przykład zaraz po dialogu kończącym się słowami „uciekaj stąd jak najszybciej” – może trwale uniemożliwić finisz. Brzmi znajomo każdemu, kto grał w przygodówki lat dziewięćdziesiątych.

alfabet smierci 4

Przyjęcie przez graczy

Gra trafiła na łamy Secret Service, gdzie uzbierała 65 punktów na 100. Recenzent chwalił fabułę, zarzucając jednocześnie statycznej fotograficznej grafice, że już wtedy była nieco przestarzała. Top Secret był łaskawszy – przyznał grze 9/10 w ogólnej ocenie, doceniając klimat i muzykę. Dziś Alfabet Śmierci funkcjonuje przede wszystkim jako ciekawostka kolekcjonerska i nostalgiczny artefakt polskiej sceny amigowej.

Warto podkreślić: to gra wyłącznie po polsku, tworzona przez Polaków, o polskich miejscach, z polskimi aktorami. W tym sensie jest unikalnym dokumentem epoki – migawką prowincjonalnej Polski połowy lat dziewięćdziesiątych zamrożoną w pikselach i fotografiach. Żadne zachodnie studio nie nakręciłoby wtedy gry w Żywcu.

Dla chętnych: gra bez problemu działa pod emulatorem WinUAE. Wystarczy pobrać pliki ADF z legalnych archiwów abandonware, skonfigurować emulację Amigi 1200 z chipsetem AGA i można w ciągu godziny poczuć tamten klimat prowincjonalnego horroru.

alfabet smierci 6

5 ciekawostek o Alfabecie Śmierci

  1. Lokacje to prawdziwe miejsca – miasteczko Dęby kryje w sobie uliczki i zabudowania z Żywca oraz Jeleśni w Beskidach. Kto zna te okolice, może rozpoznać konkretne budynki.
  2. Aktorzy z przypadku – większość postaci zagrali znajomi i mieszkańcy. Ksiądz w grze to prawdziwy ksiądz. Rzeźnik to prawdziwy rzeźnik. Autentyzm osiągnięty kosztem zerowego budżetu castingowego.
  3. Trzy miesiące od pomysłu do pudełka – tyle zajęło złożenie całej gry. Dla porównania: zachodnie studio produkowało wtedy przygodówki przez dwa–trzy lata.
  4. Dwie wersje, dwa doświadczenia – AGA to 256 kolorów i ostra grafika; ECS to wyblakłe, ziarniste zdjęcia. To niemal jak dwa różne tytuły pod względem wrażeń wizualnych.
  5. Pierwsza solucja w Secret Service, 1996 – redaktor podpisany jako „Wicik” ugrzązł w jednym miejscu tak bardzo, że musiał korespondować z wydawcą z Gdańska, żeby w ogóle skończyć grę i napisać opis przejścia.

Graliście kiedyś w Alfabet Śmierci? Może pamiętacie moment, gdy pociąg dojeżdżał do Dębów i czuliście, że coś tu jest bardzo nie tak? A może ugrzęźliście – jak „Wicik” – w jakimś miejscu bez wyjścia? Piszcie w komentarzach!

4.4
Niezła
Alfabet Śmierci

Gra napisana w powerpoincie 😉

🕹 Mirage Software📅 19962-3 h
Ocena czytelników
5.0 / 5 (1 głos)
Alfabet Śmierci
Grafika4
Muzyka3
Gameplay4
Plusy
  • Polski klimat i oryginalny pomysł
  • Prosta, przystępna mechanika
Minusy
  • Słaba oprawa audiowizualna
  • Powtarzalność rozgrywki
  • Mała głębia gameplayu
Podsumowanie

Dziwna, ale ciekawa polska produkcja – edukacyjna z twistem, choć technicznie bardzo prosta i powtarzalna.

Może cię zainteresować:

Polacy nie gęsi: Prawo Krwi (1995)

Kabson

Polacy nie gęsi: Cytadela (1995)

Emumaniak

Emulujemy gry z Amigi na PC (FS-UAE)

Kabson

Elvira: Mistress of the Dark (1990)

Kabson

Albion (1995)

Kabson

Kiedyś to było… czyli dlaczego stare gry wydają się lepsze, niż są w rzeczywistości

Emumaniak

1 komentarz

Hubix 2026-05-12 at 09:11

Znam na pamięć tę grę, zapraszam na moją retrospekcyjną wycieczkę. Myślę, że wycisnąłem prawie 100% z gry:

https://www.ppa.pl/gry/alfabet-smierci-retrospekcja.html

Odpowiedz

Zostaw komentarz