Rok 1929. Japonia balansuje na krawędzi między epoką Taisho a nadchodzącą burzą militaryzmu, lecz w zachodnim stylu wybudowana rezydencja Yoshinodai zdaje się istnieć poza czasem – i to dosłownie. Właśnie tam, w otoczeniu secesyjnych witraży i ciężkich aksamitnych zasłon, rozgrywa się akcja Glass Rose – przygodowej gry detektywistycznej wydanej w 2003 roku przez Takarę na PlayStation 2. Tytuł ten przeszedł przez rynek niemal niezauważony, a szkoda, bo kryje w sobie jeden z ciekawszych pomysłów mechanicznych w całym gatunku.
Głównym bohaterem jest Takashi Kuramoto – młody dziennikarz, który przybywa do rezydencji w poszukiwaniu zaginionej gwiazdy kina niemego, Kasane Shirabe. Zamiast łatwej historyjki do gazety, trafia na splątaną sieć kłamstw, zbrodni i nadprzyrodzonej tajemnicy. Krótko po przybyciu w posiadłości dochodzi do morderstwa, a Kuramoto odkrywa, że ma dostęp do niezwykłej zdolności: potrafi cofać się o dokładnie dwadzieścia cztery godziny wstecz, obserwując wydarzenia z przeszłości. W świecie, gdzie każdy z kilkunastu gości może być zarówno ofiarą, jak i sprawcą, ta właściwość okazuje się kluczem do prawdy.
Mechanika podróży w czasie w Glass Rose nie jest zwykłym trikiem fabularnym – stanowi fundament całej rozgrywki. System nazywa się Time Leap i pozwala graczowi przenieść się do wybranego momentu z poprzedniej doby, by zebrać informacje, których nie mógł uzyskać w teraźniejszości. Każda wizyta w przeszłości ujawnia nowe dialogowe gałęzie, zmienia układ podejrzeń i otwiera fragmenty historii wcześniej niedostępne.
To rozwiązanie przypomina nieco mechanikę z o wiele późniejszego Virtue’s Last Reward z serii Zero Escape – choć Glass Rose poprzedza tamtą serię o całą epokę. Twórcy z Takary wpadli na pomysł, by zagadka kryminalna nie była statyczną łamigłówką do rozwiązania raz na zawsze, lecz dynamicznym procesem, w którym gracz stopniowo rekonstruuje prawdę, odwiedzając te same miejsca wielokrotnie, za każdym razem z inną wiedzą i innymi pytaniami.
Poza Time Leapem rozgrywka opiera się na klasycznym schemacie point-and-click: eksploracja pomieszczeń, zbieranie przedmiotów, rozmowy z bohaterami. Tempo jest celowo spokojne, niemal kameralne – Glass Rose nie próbuje być thrillerem pełnym zwrotów akcji co pięć minut. To gra dla cierpliwych, którym smakuje atmosfera starej japońskiej powieści detektywistycznej, pełna niedopowiedzeń i długich, „herbacianych” rozmów.
Oprawa wizualna Glass Rose jest jednym z jego największych atutów – i jednocześnie świadectwem ambicji, które przerósły nieco możliwości sprzętu. Rezydencja Yoshinodai zaprojektowana została z dbałością o detal: tapety w stylu Art Nouveau, rzeźbione balustrady, garderoby pełne kostiumów z epoki. Artyści wyraźnie inspirowali się estetyką końca ery Meiji i wczesnego okresu Showa – tym specyficznym japońskim flirtem z europejską dekoracyjnością, zanim militaryzm przykrył wszystko szarością.
Postacie renderowane są jako trójwymiarowe modele osadzone na prerendrowanych tłach – zabieg typowy dla tamtej generacji gier przygodowych, stosowany choćby w serii Resident Evil czy pierwszych odsłonach Onimusha. Animacje twarzy bywają drewniane, lecz projekt postaci – stroje, fryzury, charakterystyczne rekwizyty – nadrabia te niedoskonałości. Kasane Shirabe w kremowej sukni z lat dwudziestych, tajemniczy lokaj w liberii, ekscentryczny malarz z paletą na kolanach – każda z postaci posiada swój indywidualny styl.
Ścieżka dźwiękowa zasługuje na osobne słowo pochwały. Kompozytorzy sięgnęli po instrumentarium typowe dla jazzowej Japonii epoki Taisho: fortepian, smyczki, dyskretne perkusjonalia. Muzyka nie stara się straszyć ani budować napięcia za pomocą jumpscare’owych uderzeniowych akordów – zamiast tego snuje się melancholijnie w tle, potęgując wrażenie obcowania z czymś, co dawno minęło i nie wróci. To rzadka cecha w grach tamtej dekady.
Glass Rose doczekało się czegoś, co dla japońskiej gry przygodowej z początku XXI wieku było rzadkością – pełnej lokalizacji na angielski i wydania w Europie oraz Ameryce Północnej. Takara najwyraźniej wierzyła, że zachodni gracze mają apetyt na klimatyczny kryminał osadzony w egzotycznych realiach. Wiara okazała się płonna.
Gra sprzedawała się słabo na wszystkich rynkach. Recenzje były umiarkowane – doceniano koncepcję i atmosferę, krytykowano tempo i brak dynamizmu, który rozczarowywał graczy przyzwyczajonych do akcji. Glass Rose trafiło do tego nieszczęsnego segmentu tytułów, które są zbyt specyficzne dla masowego odbiorcy, a zbyt niszowe, by wybudować wokół siebie społeczność kultową. Nie pomogła też skromna kampania marketingowa i premiera w cieniu większych tytułów sezonu.
Dziś grę odnajdujemy głównie w dyskusjach na forach retrogamingowych poświęconych zapomnianym perełkom PS2 – zestawieniach obok takich tytułów jak Echo Night: Beyond (który mieliśmy już okazję omawiać na łamach tego bloga) czy Haunting Ground. To szczególne towarzystwo: gry, które nie zdobyły należnych laurów za życia, a zyskują szacunek dopiero w retrospektywnym świetle.
Glass Rose nie doczekało się reedycji ani wersji cyfrowej. Jedyną drogą do zagrania pozostaje oryginalna płyta PS2 lub emulacja. Na szczęście gra działa niemal bez zarzutów na PCSX2 – zarówno w wersji stabilnej, jak i nightly builds. Zalecane jest uruchomienie z wewnętrznym renderem w wyższej rozdzielczości (1080p lub 4K z odpowiednim filtrowaniem), co znacznie ożywia prerendrowane tła i nadaje grze nieoczekiwanie elegancki wygląd.
Wersja angielska (wydana przez Capcom w Europie i Vivendi Universal Games w USA) jest powszechnie dostępna na rynku wtórnym i korzystniejsza cenowo niż japoński oryginał. Emulując, warto skorzystać właśnie z niej – dubbing angielski jest przyzwoity, a interfejs w pełni przetłumaczony.
5 Ciekawostek o Glass Rose
- Fabuła gry luźno nawiązuje do prawdziwych realiów japońskiego kina niemego lat dwudziestych – wiele szczegółów dotyczących produkcji filmowej i kultury artystycznej epoki Taisho opartych jest na historycznych źródłach.
- Europejską dystrybucję Glass Rose powierzono Capcomowi – co było o tyle zaskakujące, że Capcom kojarzono wówczas głównie z Resident Evil i Devil May Cry, nie z kameralnymi kryminałami.
- Rozmowy w grze oparte są na mechanice „słów-kluczy” – gracz wybiera, o jakim temacie chce zapytać rozmówcę, zamiast wybierać gotowe kwestie.
- Projektanci zadbali o to, by każda z postaci w rezydencji miała swój własny harmonogram dnia – przemieszczała się, rozmawiała z innymi, reagowała na zdarzenia. Pełna rekonstrukcja tego harmonogramu dla wszystkich bohaterów to jeden z ukrytych uroków eksploracji.
- Według wypowiedzi developerów w japońskiej prasie branżowej z 2003 roku, Glass Rose miało być „powieścią, którą się gra” – bliżej twórczości Agathy Christie niż Resident Evil.
Czy graliście w Glass Rose – na oryginalnym PS2 lub na emulatorze ? Piszcie w komentarzach – chętnie podyskutujemy o zapomnianych perełkach z epoki PlayStation 2.
Grę bez problemu uruchomicie na emulatorze PCSX2.
Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele padów:- 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
- 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Rozwiązujesz zagadkę morderstwa… cofając się w czasie i próbując nikomu nie pomieszać w głowie bardziej niż sobie.

- Intrygująca fabuła kryminalna z motywem podróży w czasie
- Nietypowy system rozmów i manipulowania wydarzeniami
- Klimatyczna, elegancka oprawa (lata 20.)
- Bardzo wolne tempo gry
- Specyficzna, nie zawsze intuicyjna mechanika dialogów
- Niszowy charakter – nie dla każdego
Nietypowa, ambitna przygodówka – ciekawa fabularnie, ale wymagająca cierpliwości i skupienia.





