RETRO

Krótka historia o tym, jak jedno demo na PS2 potrafiło zrujnować święta

Pamiętacie te czasy, kiedy karta pamięci do PS2 ważyła tyle co nic, a jej 8 MB wydawało się studnią bez dna? Wkładało się ją do slotu z niemal religijnym namaszczeniem. Każdy nowy save był jak dorzucenie sztabki złota do prywatnego skarbca. Wtedy szczytem dramatu był komunikat „Corrupted Data”. Ale w 2004 roku nad graczami zawisło coś znacznie gorszego. Prawdziwy cyfrowy demon, który nie bawił się w psucie pojedynczych plików. On czyścił całą kartę do zera. Bez pytania, bez ostrzeżenia – i to przy akompaniamencie radosnej, kolorowej gierki o superbohaterze.

Brzmi jak creepypasta? Nic z tych rzeczy. To wydarzyło się naprawdę.

Świąteczny „prezent” od Sony

Rok 2004 to był absolutny peak PlayStation 2. Konsole schodziły jak świeże bułeczki, a półki uginały się od takich petard jak GTA: San Andreas, MGS 3 czy Kingdom Hearts. Sony miało wtedy genialny patent na marketing: regularnie wypuszczali dyski demo. Dostawało się je w magazynach albo pocztą, jeśli należało się do klubu PlayStation Underground.

Jedna z takich płyt, konkretnie amerykańska „PlayStation Underground Holiday 2004 Demo Disc”, miała być gwiazdkowym prezentem. Na krążku same hity: fragmenty Killzone, Jak 3 czy Ratcheta. Wyglądało to na niewinną zabawę, a okazało się cyfrowym Titanikiem, który płynął prosto na górę lodową. A za sterami siedział błąd programistyczny wielkości Manhattanu.

Głównym winowajcą okazało się demo Viewtiful Joe 2 – stylowej bijatyki od Capcomu. Scenariusz był zawsze ten sam: podekscytowany gracz odpalał demko, zaczynał zabawę i wtedy działo się „magia”. Konsola, zamiast wczytać dane, po prostu… formatowała kartę pamięci.

To nie był żart. Przez głupi błąd w kodzie, system dostawał polecenie: „Usuń wszystko. Teraz. Nie pytaj o zgodę”. Co najgorsze, ten bug był wyjątkowo żarłoczny. Jeśli w konsoli siedziały dwie karty (w gnieździe A i B), demo czyściło obie. W ułamku sekundy wyparowywały setki godzin spędzonych w Los Santos, odblokowane postacie w Tekkenie czy prawie ukończony Final Fantasy X.

Wyobraźcie sobie tę scenę. Grudzień 2004, w pokoju pachnie choinką, a wy właśnie po dziesiątej próbie dowieźliście ten przeklęty samolot w San Andreas. Save zrobiony, ulga niesamowita. Dla relaksu wrzucacie nową płytkę demo. Viewtiful Joe 2 wygląda fajnie, kolorowo, idealnie na odstresowanie przed kolacją.

Pół godziny później wracacie do menu konsoli, zaglądacie na kartę, a tam… pustka. „No data”. Zero kilobajtów. Całe wasze wirtualne życie wyparowało.

Fora internetowe natychmiast zapłonęły. Ludzie pisali:

„Miałem 200 godzin w FFX, wszystkie Celestial Weapons. Wszystko poszło. Płakałem jak dziecko, a miałem 16 lat”.

Sony początkowo milczało, ale lawina skarg była tak potężna, że musieli zareagować. Przyznali się do błędu i dosłownie błagali graczy: „Jeśli odpalacie to demo, na miłość boską, wyjmijcie karty pamięci!”.

Dla poszkodowanych przygotowano „rekompensatę”. Jeśli udowodniłeś, że demo zrobiło ci z karty jesień średniowiecza, mogłeś dostać jedną darmową grę z listy Sony. Tytuły warte może 20-30 dolarów. Tylko jak wycenić utratę save’a z gry, w którą włożyło się pół roku życia? Tu nie chodziło o kasę, tylko o czas i sentyment.

W dobie chmury i automatycznych backupów trudno to poczuć, ale w 2004 roku:

  1. Nie było odwrotu. Jak dane zniknęły, to na amen. Żadnego „przywróć z chmury”.
  2. Gry były inne. Przejście GTA: SA na 100% to było 150 godzin ciężkiej harówy.
  3. Save to były wspomnienia. To był wasz cyfrowy pamiętnik – pokonani bossowie, odkryte sekrety. Strata tych danych bolała niemal fizycznie, jak spalenie albumu ze zdjęciami.

Dziś ten konkretny dysk demo to biały kruk. Kolekcjonerzy polują na niego nie dlatego, że jest rzadki, ale ze względu na jego mroczną sławę. Trzymanie go w szufladzie jest jak posiadanie odbezpieczonego granatu – niby leży spokojnie, ale wiesz, co potrafi zrobić.

Przez lata narosło wokół tego mnóstwo teorii spiskowych. Że to był test psychologiczny, że zemsta zwolnionego pracownika… Prawda jest pewnie nudniejsza: zwykły ludzki błąd i kontrola jakości, która w ferworze świątecznych przygotowań po prostu zaspała.

Dajcie znać – czy dla Was to tylko „pikselowe dane”, czy jednak coś więcej? Bo jesienią 2004 roku tysiące dzieciaków nauczyło się brutalnej lekcji: najwięksi wrogowie wcale nie czają się w horrorach. Czasem ukrywają się w kolorowych, świątecznych prezentach od producenta waszej ulubionej konsoli.

Może cię zainteresować:

Magna Carta: Tears of Blood

Kabson

Total Overdose: A Gunslinger’s Tale in Mexico

Kabson

Trofea i osiągnięcia: Wild Arms 2

Kabson

Alpine Racer 3 (2002)

Emumaniak

Trrofea i osiągnięcia: Blade of Darkness

Kabson

Gramy myszką i klawiaturą na emulatorze Playstation 2 (PCSX2)

Kabson

Zostaw komentarz