Konsole

PlayStation 5 Pro – dlaczego lepiej poczekać na PS6 (i nieuchronną falę remasterów)

Kiedy Sony zapowiedziało PlayStation 5 Pro, w powietrzu dało się wyczuć znajomą ekscytację. Firma z wprawą godną lepszej sprawy od lat przekonuje nas, że półgeneracyjne odświeżenie konsoli to pomost między teraźniejszością a przyszłością. W przypadku PS4 Pro most ten miał sens – przesiadka z bazowego modelu na wersję wspierającą 4K dawała zauważalny skok jakości w czasach, gdy telewizory Ultra HD dopiero zdobywały salony. Tym razem jest inaczej. PlayStation 5 Pro wchodzi na rynek jako sprzęt potwornie drogi, oferujący przyrost mocy, który dla większości graczy pozostanie niedostrzegalny, a przede wszystkim – stojący w cieniu nieuniknionego PlayStation 6. I to właśnie nadchodząca generacja, wraz z przewidywalną lawiną remasterów i remake’ów, czyni zakup PS5 Pro jednym z najbardziej wątpliwych wyborów w historii konsol Sony.

Specyfikacja techniczna 

Zacznijmy od konkretów, bo to one budują obraz sytuacji. Sercem PlayStation 5 Pro jest układ graficzny oparty na architekturze RDNA 3.5 (niektóre źródła wskazują na elementy RDNA 4 w zakresie ray tracingu), oferujący moc obliczeniową na poziomie 16,7 teraflopsa. To wzrost o około 45% względem bazowego PS5, który dysponuje 10,3 TF. Do tego dochodzi dedykowana jednostka do akceleracji ray tracingu, mająca być nawet trzykrotnie szybsza od tej w standardowym modelu, oraz zupełnie nowa technologia – PlayStation Spectral Super Resolution (PSSR). To autorski, sprzętowy upscaling obrazu wykorzystujący uczenie maszynowe, coś na kształt odpowiednika NVIDIA DLSS czy AMD FSR, tyle że zamkniętego w ekosystemie Sony.

Brzmi kusząco? Niestety, diabeł tkwi w szczegółach, a w tym przypadku – w procesorze. CPU w PS5 Pro to wciąż ten sam, dobrze już wiekowy układ AMD Zen 2 z ośmioma rdzeniami i taktowaniem podniesionym z 3,5 GHz do 3,85 GHz w trybie wysokiej częstotliwości. To zaledwie 10-procentowy wzrost, który w żaden sposób nie rozwiązuje fundamentalnego problemu obecnej generacji – wiele gier jest ograniczanych właśnie przez procesor, a nie przez kartę graficzną. Tytuły z otwartym światem, symulacje fizyki, gęsto zaludnione lokacje – to wszystko nadal będzie zmagać się z tym samym wąskim gardłem, niezależnie od tego, ile teraflopsów dołożymy po stronie GPU. W praktyce oznacza to, że deweloperzy w trybie 60 klatek na sekundę wciąż będą musieli iść na kompromisy, a obiecywane przez Sony „płynne 4K przy zachowaniu wysokiej jakości grafiki” w wielu przypadkach pozostanie marketingowym sloganem.

Pamięci RAM nadal jest 16 GB GDDR6, z dodatkowymi 2 GB wolniejszego DDR5 odciążającego system operacyjny. Przepustowość wzrosła o 28%, co jest miłym akcentem, ale nie rewolucją. Największym rozczarowaniem okazuje się jednak brak napędu optycznego oraz pionowej podstawki w zestawie. Konsola za 800 euro wymaga od nas dodatkowej inwestycji, jeśli chcemy korzystać z fizycznych nośników lub ustawić ją zgodnie z designerskimi ambicjami Sony. Do ceny ok. 3600 cebulionów doliczmy więc napęd ok 600 zł – nagle znajdujemy się w astronomicznej sumie. Za tę kwotę można złożyć całkiem przyzwoity komputer do gier lub odłożyć znaczną sumę na przyszłoroczny zakup znacznie potężniejszego sprzętu.

Odbiór przez graczy

Reakcje społeczności na PlayStation 5 Pro można określić jednym słowem: chłodne. Fora internetowe, media społecznościowe i komentarze pod materiałami Digital Foundry pełne są głosów rozczarowania. Gracze szybko wyłapali, że zapowiadane tryby „Performance Pro” często oznaczają po prostu natywne 4K zamiast rekonstrukcji w 30 klatkach, podczas gdy w 60 fps obraz nadal jest upscalowany, tylko odrobinę ostrzej. Różnice widać głównie na zbliżeniach, w statycznych kadrach porównawczych – w dynamicznej rozgrywce giną one zupełnie.

Wielu posiadaczy podstawowego PS5 otwarcie przyznaje, że nie widzi powodów do przesiadki. Gry takie jak Marvel’s Spider-Man 2, Horizon Forbidden West czy God of War Ragnarök już teraz wyglądają olśniewająco i działają płynnie. Dodatkowe refleksy ray tracingu w kałużach, nieco gęstsze liście na drzewach czy bardziej szczegółowe cienie to elementy, które dostrzegą tylko najzagorzalsi tropiciele pikseli, analizujący zatrzymane klatki na powiększeniu 400%. Przeciętny gracz, siedzący na kanapie w odległości dwóch metrów od telewizora, nie zauważy żadnej z tych popraw.

Osobny rozdział to kwestia gier, które faktycznie korzystają z możliwości Pro. W momencie premiery lista tytułów z łatką „PS5 Pro Enhanced” była skromna, a wiele z nich to starsze produkcje, które dostają patch. 

Powstaje więc pytanie: po co płacić za moc, która nie ma swojego software’owego paliwa? Historia uczy, że wsparcie dla półgeneracyjnych konsol bywa nierówne. PS4 Pro doczekało się wielu ulepszeń, ale Xbox One X, mimo miażdżącej przewagi technicznej nad konkurentem, nie zdołał przyciągnąć wystarczającej liczby tytułów, by usprawiedliwić jego zakup. Ryzykujemy, że PS5 Pro podzieli ten los – zbyt mała baza użytkowników może zniechęcić deweloperów do poświęcania dodatkowych zasobów na optymalizację.

Remasterowa karuzela

To jednak nie specyfikacja i nie chłodny odbiór stanowią najmocniejszy argument przeciwko zakupowi PlayStation 5 Pro. Najważniejszy powód jest natury historycznej i marketingowej – Sony od lat kocha remastery i remake’i w stopniu graniczącym z obsesją. Wystarczy spojrzeć wstecz. The Last of Us otrzymało wersję Remastered na PS4 zaledwie rok po premierze na PS3, a potem doczekało się pełnoprawnego remake’u na PS5. Death Stranding, Ghost of Tsushima, Horizon Zero Dawn – wszystkie te gry, pierwotnie wydane na PS4, dostały swoje edycje reżyserskie lub ulepszone porty na nowszą generację. Nawet tytuły tak świeże jak The Last of Us Part II, wydane pod koniec życia PS4, otrzymały dedykowaną wersję na PS5. Nie ma żadnych wątpliwości, że cykl ten powtórzy się przy okazji PlayStation 6.

Możemy być pewni, że w okolicach 2027–2028 roku, gdy PS6 pojawi się na rynku, Sony zaserwuje nam wysyp tytułów w odświeżonych wydaniach. Spider-Man 2 Remastered, God of War: Ragnarök – Definitive Edition, Horizon Forbidden West z ray tracingiem nowej generacji, Final Fantasy VII Rebirth działające w stabilnych 60 fps w natywnym 4K. I dokładnie w tym tkwi pułapka dla nabywców PS5 Pro. Wszystkie te gry – które dziś są sztandarowymi przykładami wsparcia dla Pro – za kilka lat zostaną ponownie sprzedane w wersjach, które przyćmią dzisiejsze „ulepszenia”. Na PS6 dostaniemy nie tylko wyższe rozdzielczości i lepszą płynność, ale prawdopodobnie także efekty ray tracingu, które dziś są ledwie zalążkiem technologii, zaawansowany upscaling AI kolejnej generacji oraz znacznie krótsze czasy ładowania dzięki szybszemu SSD.

Ile warte będą wówczas te wszystkie procenty mocy obliczeniowej PS5 Pro? Odpowiedź jest brutalna – zero. Gracz, który dziś wyda ponad 4 kafle na konsolę Pro, w 2028 roku będzie patrzył, jak posiadacze PS6 za zbliżoną lub nawet niższą cenę (pamiętajmy, że ceny konsol po premierze spadają) doświadczają tych samych gier w wydaniu absolutnie przewyższającym jego wersję. Poczucie straconej okazji i przepłaconych pieniędzy będzie tym bardziej bolesne, że mówimy o zestawieniu sprzętów dzieli przepaść całej generacji, a nie tylko pół kroku.

Do tego dochodzi czynnik cross-genowy. Jeśli Sony utrzyma swoją strategię, pierwsze dwa lata życia PS6 będą obfitować w tytuły ukazujące się zarówno na nową, jak i starą generację. Deweloperzy będą naturalnie celować w możliwości PS6, a wersje na PS5 (w tym Pro) staną się portami okrojonymi, działającymi z niższą rozdzielczością, gorszymi teksturami i ograniczonym ray tracingiem. Kupowanie dziś konsoli za równowartość blisko tysiąca euro po to, by za trzy lata stała się hamulcowym dla nowych gier, to strategia wątpliwa nawet z perspektywy najzagorzalszego entuzjasty.

Nasz werdykt: poczekaj, a zagrasz lepiej i taniej

Wielu obrońców PS5 Pro argumentuje, że „życie jest za krótkie, by czekać na PS6”. To prawda, nikt nie każe rezygnować z grania. Mówimy jednak o posiadaczach standardowego PS5 lub nawet PS5 Slim, którzy zastanawiają się nad przesiadką. Różnica między tym, co oferuje bazowy model, a tym, co pokazuje Pro, jest tak niewielka, że odczekanie tych 2–3 lat z obecną konsolą wydaje się posunięciem rozsądnym. Zaoszczędzone pieniądze można przeznaczyć na gry, kontroler DualSense Edge, abonament PlayStation Plus Premium, a przede wszystkim – odłożyć na zakup PlayStation 6 w dniu premiery.

W ten sposób otrzymujemy scenariusz, w którym dziś cieszymy się tymi samymi tytułami w bardzo zbliżonej jakości, a za kilka lat przesiadamy się na sprzęt, który realnie zmieni nasze doświadczenie. Zamiast dwóch półśrodków w postaci PS5 i PS5 Pro, mamy jeden pełnoprawny skok pokoleniowy. Pieniądze wydane na Pro nie wrócą, a ich alternatywny koszt jest ogromny – można je przecież zainwestować w gry, które faktycznie oferują nowe doznania, zamiast śledzić refleksy na masce samochodu w trybie fotograficznym.

Podsumowanie – nie daj się nabrać na cykl wydoju

PlayStation 5 Pro to konsola, która trafi na rynek w najgorszym możliwym momencie. Z jednej strony mamy coraz wyraźniejsze sygnały, że Sony pracuje już nad szóstą generacją, z drugiej – cena Pro osiąga pułap, który przestaje mieć cokolwiek wspólnego z przystępnością. Specyfikacja techniczna, choć na papierze solidna, w praktyce rozbija się o wąskie gardło procesora i opiera na technologii upscalingu, która wciąż raczkuje. Odbiór przez graczy jest letni, a lista tytułów wartych dodatkowych teraflopsów – rozczarowująco krótka.

Ale przede wszystkim – historia Sony uczy nas, że każda gra, która dziś błyszczy na PS5 Pro, za kilka lat odrodzi się w glorii na PS6. Remastery, remake’i, edycje kompletne – to koło napędowe strategii wydawniczej japońskiego giganta. Kupując Pro, fundujesz sobie bilet na tańszą wersję przyszłorocznego hitu, który za trzy lata dostaniesz w wersji ostatecznej na nowej konsoli. To tak, jakby zapłacić za bilet do kina na pokaz przedpremierowy, wiedząc, że za rok film trafi na platformę streamingową w wersji reżyserskiej z dodatkowymi scenami i lepszą jakością obrazu.

Cierpliwość w świecie gier wideo bywa cnotą, która sowicie się opłaca. Zamiast ulegać marketingowej narracji o „mocy w twoich rękach już teraz”, lepiej spojrzeć na PlayStation 5 Pro jako na kosztowny przystanek w drodze do prawdziwego celu – PlayStation 6. Konsoli, która nie tylko sprawi, że obecne gry będą wyglądać lepiej, ale otworzy drzwi do tytułów, o jakich dziś nawet nie śnimy. A jeśli Sony faktycznie zaserwuje nam kolejną dawkę odświeżonych klasyków, to zrobisz to, co robili mądrzy gracze od zawsze – poczekasz, aż remaster trafi do abonamentu, i doświadczysz go na sprzęcie, który nie każe Ci zastanawiać się, czy dostrzegasz różnicę w odbiciach na szybie. Bo w PS5 Pro tę różnicę naprawdę trudno zobaczyć, a jeszcze trudniej uzasadnić jej cenę.

Może cię zainteresować:

King Kong, Peter Jackson’s

Kabson

Jak wydobyć BIOS PS1 i PS2 z firmware PlayStation 3

Kabson

Trofea i osiągnięcia: Battlefield 2042

Kabson

TimeSplitters Future Perfect

Kabson

Genji: Dawn of the Samurai (2005)

Kabson

Kolekcjonerskie Eldorado: fizyczne wydania gier na PlayStation 2, które dziś kosztują fortunę.

Emumaniak

3 komentarze

Adi88 2026-06-03 at 13:36

Bzdura. Zmieniłem zwykłą na pro i przy dobrym tv oled różnica jest bardzo duża. Nie mam zamiaru grać w 30fps tylko 60.
Tak samo nie mam zamiaru czekać z gta 6.

Tyle że ja kupiłem nowego prosiaka za 3tys a nie 4.

Są asy co wymieniają 4070 na 5070 rtx. Są ludzie co wymieniają 16pro max na 17 pro max i są ludzie co wymienia ze zwykłej na pro. Dopłata 2tys to nie jest jakiś tam majątek szczególnie przy wszędobylskich ratach 0.

Pisał to ktoś kto ma chyba problem…

Odpowiedz
iPOD
iPOD 2026-06-03 at 18:30

To, że Ty widzisz dużą różnicę na OLED-zie i cenisz 60 FPS, nie oznacza automatycznie, że dla każdego przesiadka z PS5 na PS5 Pro jest opłacalna. Wiele zależy od telewizora, odległości od ekranu, rodzaju gier i indywidualnej wrażliwości na płynność oraz jakość obrazu.

Argument o GTA 6 też nie jest przesądzający. Gra będzie działała również na zwykłym PS5, a dopiero po premierze będzie można realnie ocenić, jak duże są różnice między wersjami. Samo oczekiwanie na konkretny tytuł nie czyni zakupu Pro obowiązkowym.

Porównania do wymiany RTX 4070 na 5070 czy iPhone’a 16 Pro Max na 17 Pro Max działają raczej przeciwko Twojej tezie. Właśnie takie decyzje są często krytykowane jako mało opłacalne względem uzyskanego wzrostu wydajności. To, że ktoś ma pieniądze na upgrade, nie oznacza jeszcze, że jest to rozsądny zakup z punktu widzenia stosunku kosztów do korzyści.

Poza tym fakt, że Tobie udało się kupić PS5 Pro za 3000 zł, nie zmienia sytuacji osób, które muszą dopłacić znacznie więcej. Dla jednego 2000 zł to niewielki wydatek, dla innego równowartość kilku nowych gier, abonamentu na lata albo nawet połowy ceny samej konsoli.

Można uważać PS5 Pro za świetny sprzęt i jednocześnie przyznać, że dla większości posiadaczy zwykłego PS5 nie jest to upgrade pierwszej potrzeby. To nie jest kwestia „problemu”, tylko zwykłej kalkulacji opłacalności.

Odpowiedz
trueretrofan 2026-06-06 at 19:29

Nie mogę się doczekać na 4K remastera gry Godus. Grafika wypali oczy.

Odpowiedz

Zostaw komentarz