P.O.W. – Prisoners of War (po japońsku Datsugoku, czyli „ucieczka z pierdla”) to arcade’owy beat ’em up od SNK, który w 1988 roku rozjebał mordy w salonach gier. Żadnego pieprzenia się w filozofię – jesteś jeńcem wojennym, ksywa Snake. Twoim zadaniem jest rozwalenie drzwi celi bombą (bo kto by się bawił w klucze, kurwa) i napierdalanie każdego, kto stanie ci na drodze, aż dotrzesz do helikoptera, który wyciągnie cię z tego gówna. Gra jest jak mokry sen Rambo na sterydach – czysta, bezkompromisowa rozwałka w klimacie zimnej wojny.
JAK W TO SIĘ GRA, KURWA?
To klasyczny side-scroll z lat 80., gdzie joystickiem machasz jak cepem, a trzema przyciskami robisz rozpierdol. Masz podstawowe ciosy: pięść w ryj, kopniak w jaja, skaczący kop w mordę, headbutt, który łamie nosy, i back punch, żeby dojebać frajerom z tyłu. Ale to nie wszystko – wrogowie gubią noże, granaty, karabiny, i inne duperszwance, które robią z ciebie jebanego Terminatorka. Feedback z ciosów? Taki, że czujesz, jakbyś sam walił w mordę, a nie tylko w przyciski.
Kombosy są jak po dwóch Red Bullach i flaszce – szybkie, wściekłe i zajebiście satysfakcjonujące. Gra nie pierdoli się w tańcu – wrzucasz monetę, napierdalasz, a jak zdechniesz, to wrzeszczysz „KURWA!” i wrzucasz kolejną.
MISJE? CZYLI GDZIE ROZPIERDOL?
Cztery etapy, każdy jak cios w pysk od Pudziana:
Obóz jeniecki – zaczynasz od rozjebania celi bombą, a potem lejesz strażników tak, że ich emblematy od mundurów odpadają. Motocykliści próbują cię rozjechać, ale machina gun mówi „spierdalaj”.
Strefa przemysłowa – magazyny, fabryki i jebane ADHD. Skaczesz po paletach jak Sonic na amfie, rzucasz granatami, jakby to były petardy na sylwestra.
Dżungla partyzancka – jak Commando, ale ty jesteś tym skurwielem, co robi rozpierdol. Wilgoć, błoto i wrogowie, którzy dostają w ryj, zanim zdążą powiedzieć „mamo”.
Kwatera główna – finałowa masakra, gdzie rozwalasz bossa, jakiegoś tłustego generała, co wygląda, jakby chciał ci wcisnąć komunizm w puszce. Kradniesz helikopter i spierdalasz, jakby goniła cię skarbówka.
Wrogowie to cała galeria frajerów do obicia – od zwykłych trepów, przez kolesi z nożami, po debili na motorach, co myślą, że są Mad Maxem. Są też bossowie, jak helikopter w pierwszym poziomie czy czołg w czwartym, które sprawiają, że czujesz się, jakbyś grał w Contra na speedzie. W wersji na NES-a dochodzą jeszcze żabole, kolesie z shotgunami i gruby osiłek, co wygląda, jakby zjadł połowę obozu.
Finałowy boss to generał, którego ryj aż prosi się o wpierdol. Rozwalasz go, wzywasz helikopter i spierdalasz w glorii chwały, z potem, krwią i zajebistością na gębie.
Galeria:
ARCADE VS NES – CO LEPSZE?
Arcade to wściekła świnia na kokainie – dwa gracze, pełen rozpierdol, grafika, co urywa jaja, i muzyka, która brzmi, jakby diabeł grał na syntezatorze. NES? No, jest jak prosiaczek po kastracji – tylko single player, trochę okrojone kombosy, ale za to masz granaty w walce z bossami i nowe typy wrogów. Nadal fajne, ale arcade to jak wódka z colą, a NES to piwo bezalkoholowe – niby smakuje, ale nie kopie.
GLITCHE I INNE GÓWNIAKI
W arcade’owej wersji jest wkurwiający glitch na czwartym poziomie – czasem wróg robi nieskończonego rolla i nie możesz go zajebać, co blokuje progress. NES ma swoje problemy, jak repetetywność i brak muzy, ale i tak wciąga jak tania kreska na imprezie.
Podsumowanie.
Jeśli grałeś w P.O.W. – Prisoners of War na NES-ie i nie miałeś pojęcia, że istnieje wersja arcade, to, kurwa, przygotuj się na jazdę! Śmiało odpal emulator MAME i sprawdź arcade’ową wersję – to jak przejście z jazdy Polonezem na jebanego Lambo. Rozpierdol, grafika i muzyka urywają jaja, a dwuosobowy tryb to wisienka na torcie.
Ale jeśli kiedyś napierdalałeś w P.O.W. na automatach, to wersja na NES-a to jak sranie w kiblu bez papieru – niby coś tam robi, ale wkurwia i zostawia niesmak. Okrojone kombosy, brak drugiego gracza i klimat jak piwo bez gazu. Odpuść, szkoda nerwów.
Uciekaj z więzienia… bijąc absolutnie wszystkich po drodze

- Klasyczny beat ’em up z arcade’owym feelingiem
- Możliwość używania broni (nietypowe jak na gatunek)
- Prosta, czytelna rozgrywka
- Wysoki poziom trudności i „taniość” obrażeń
- Powtarzalni przeciwnicy
- Sztywne sterowanie
Prosty beat ’em up z klimatem ucieczki z więzienia, ale trudny i szybko się powtarza.











