W czasach, gdy szał na X-Menów rozkręcał się na dobre, a pierwszy film brylował w kinach, Activision wypuściło na PlayStation bijatykę opartą na popularnej marce mutantów. Początkowo podchodziłem do tego tytułu sceptycznie – przecież już wtedy istniało kapitalne X-Men vs. Street Fighter od Capcomu, które można było katować godzinami. Po co więc kolejna bijatyka z tymi samymi postaciami?
Jednak gdy krążek z tym tytułem zagościł w mojej konsoli… kurczę ta gra była tak dobra, że prawie zawaliłem przez nią semestr 🙂
W przeciwieństwie do współczesnych tytułów pokroju Injustice czy Mortal Kombat X, Mutant Academy nie sili się na żadną rozbudowaną historię. Mamy klasyczny tryb arcade, gdzie przechodzimy przez kolejne pojedynki, by finalnie zmierzyć się z Magneto. I wiecie co? To zupełnie wystarcza. W końcu esencją bijatyki są mechaniki walki, a nie telenowela przerywana ciosami specjalnymi. A te mechaniki są tutaj zaskakująco dobre.
Choć gra prezentuje postacie i areny w trójwymiarze, sama rozgrywka toczy się na klasycznej, dwuwymiarowej płaszczyźnie. To był bardzo dobry wybór – dzięki temu unika porównań do pełnych 2D bijatyk Capcomu, a jednocześnie wygląda nowocześniej. Każdy wojownik dysponuje trzema rodzajami ciosów pięściami i kopnięciami (lekkie, średnie, silne) oraz zestawem specjalnych ataków wykonywanych za pomocą znajomych ćwierćkółek lub kombinacji przycisków. Mechanika jest intuicyjna, responsywna i – co najważniejsze – szybko możemy nauczyć się podstawowych kombosów i równie szybko, jesteśmy w statnie czerpać radochę z klepania przeciwników.
Na pochwałę zasługuje również system superataków – trzy poziomy paska mocy i możliwość „przelewania” energii między poziomem drugim i trzecim wprowadza nutkę taktyki. Zadać ogromne obrażenia jednym potężnym ciosem, czy może szybciej zaskoczyć przeciwnika słabszym atakiem? Decyzję pozostawiono nam.
Walka toczy się między dziesięcioma postaciami – po stronie dobra: Cyclops, Wolverine, Gambit, Phoenix, Storm, Beast, a po stronie zła: Toad, Mystique, Sabretooth i Magneto. Dla fanów serialu animowanego i komiksów to znajome twarze. Co ważne – każda z postaci gra się nieco inaczej. Wolverine i Sabretooth preferują zwarcie, podczas gdy Cyclops czy Gambit lepiej sprawdzą się w dystansie.
Ciekawym pomysłem jest podejście do Mystique – nie mamy tu klona Shang Tsunga, tylko wojowniczkę z bronią palną, co logicznie pasuje do jej filmowej i komiksowej wersji. Niestety, zabrakło kilku kultowych mutantów, z Rogue na czele – pojawiła się dopiero w kontynuacji gry.
Poza trybem arcade mamy też survival, versus i akademię – coś w rodzaju treningu z możliwością nauki ruchów postaci. Warto zaglądać do tych trybów, bo odblokowujemy różne dodatki: grafiki koncepcyjne, alternatywne stroje, okładki komiksów czy filmowe przerywniki. Niestety, FMV-ki nawet jak na rok 2000 wyglądają dziś dość biednie i rozmazanie, ale i tak miło, że coś takiego tu jest.
Jak na grę z końcówki życia PSX-a, X-Men: Mutant Academy prezentuje się naprawdę nieźle. Modele postaci są dopracowane, animacje płynne, a tła pełne detali. Walczymy na helikarierze, w Savage Land – wszystko to bez zacięć i spadków płynności, nawet podczas „odpalania” superataków.
Galeria: X-Men: Mutant Academy
Rok po premierze pierwszej części pojawiła się X-Men: Mutant Academy 2. I choć gra jest równie dopracowana, to zmiany względem oryginału są dość kosmetyczne. Otrzymaliśmy kilka nowych postaci (w końcu pojawiła się Rogue, dołączyli także Nightcrawler, Havok czy Forge), nieco odświeżoną oprawę graficzną i poprawione animacje – ale rdzeń rozgrywki pozostał praktycznie nietknięty.
Rozgrywka jest niemal identyczna, system walki został zachowany bez większych zmian, co sprawia, że druga część bardziej przypomina rozszerzenie niż pełnoprawny sequel. W dzisiejszych czasach Mutant Academy 2 mogłoby bez problemu ukazać się jako płatne DLC do jedynki – solidne, dopracowane, ale zbyt zachowawcze.
Galeria: X-Men: Mutant Academy 2
Na szczęście nowe postacie zostały dobrze zaprojektowane i faktycznie wnoszą świeżość do walk, a styl graficzny jeszcze bardziej zbliża się do stylistyki animowanego serialu, co jest sporą zaletą dla fanów lat 90.
X-Men: Mutant Academy dzisiaj.
X-Men: Mutant Academy to tytuł, który łatwo przeoczyć wśród tuzów pokroju Tekkena czy Street Fighter Alpha 3, ale niesłusznie. Nie jest to gra rewolucyjna, nie ma rozbudowanej fabuły, ale nadrabia prostą, wciągającą rozgrywką, przyjemnym klimatem i szacunkiem dla materiału źródłowego. A jeśli po przejściu podstawki wciąż będzie ci mało – sięgnij po „dwójkę”, która choć nie wnosi rewolucji, to zadowoli każdego fana mutantów.
Obydwa tytuły polecam uruchomić na emulatorze DuckStation.
- 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
- 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Na zakończenie dodam jeszcze, że dzięki naszemu upscalerowi DuckScaler stworzyłem teksturki HD do tych dwóch tytułów. Możecie je pobrać z naszego forum:
- [PSOne] X-Men: Mutant Academy HD Texture Packs [SLUS-00774]
- [PSOne] X-Men: Mutant Academy 2 HD Texture Packs [SLUS-01382]
Dziękuję za uwagę i życzę miłego grania !

- Duża liczba znanych postaci z uniwersum X-Men
- Dynamiczna, prosta rozgrywka bijatyki 3D
- Specjalne moce mutantów dodają różnorodności
- Sztywne animacje i sterowanie
- Mała głębia systemu walki
- Powtarzalność starć
Przeciętna bijatyka z mutantami – fanom da frajdę, ale mechanicznie jest dość płytka.










