No i mamy powtórkę z rozrywki. Google znowu odpala swoje tajną broń przeciwko wszystkim, którzy próbują oglądać YouTube’a bez reklam, ale też bez płacenia. Czyli klasyczny scenariusz: „Chcesz za darmo? To masz reklamy. Nie chcesz reklam? To płać. A jak nie chcesz ani jednego, ani drugiego… to my ci zaraz pokażemy.”
Adblock? Zapomnij. Przynajmniej na razie
YouTube, należący do Google’a, znowu zacieśnia pętlę na szyjach wszystkich adblockowych ninja. Tym razem oberwało się m.in. użytkownikom Firefoxa i Brave – nowa aktualizacja sprawia, że jeśli masz włączony jakiś bloker reklam, to zamiast śmiesznych filmików z kotami, możesz zobaczyć suchy komunikat zachęcający do wyłączenia rozszerzenia, bądź zakupienia premium.
I to nie jest żart – materiał się po prostu nie włącza, dopóki nie wyłączysz blokera. Serio.
Niektórzy jeszcze próbują obejść to różnymi trikami, jakby grali w cyfrowe chowanego z Googlem, ale wygląda na to, że firma z Mountain View nauczyła się kilku nowych sztuczek. Tym razem ostrze jest ostrzejsze, a luka – załatana.
Ale dlaczego tak ostro?
Sprawa jest prosta jak kod Hello World. Jeśli nie płacisz za YouTube’a, to płacisz swoim czasem – czyli oglądaniem reklam. To taka forma cyfrowego barteru: oni dają ci wideo, ty dajesz im swoje oczy na kilka (albo kilkanaście…) sekund reklamowego terroru. A jak próbujesz się z tego wymiksować? No to blokada.
Google już wcześniej kombinowało z takimi „anty-adblock” popupami, ale teraz to już prawdziwa ofensywa. I chociaż na Redditach i innych forach ludzie się burzą, że nie mogą „wolno” oglądać internetu, to Google ma swoje racje – serwery, twórcy i całe to cyfrowe zamieszanie musi się z czegoś utrzymać.
Jak oglądać bez reklam (i nie łamać zasad)?
No niestety, ale jedyny legalny i skuteczny sposób to… YouTube Premium. Tak, wiem, nie tego chciałeś czytać. Ale fakt jest faktem – tylko subskrypcja daje pełny spokój od reklam, bez kombinowania i bez ryzyka, że w połowie odcinka ktoś wyskoczy z pastą do zębów albo promocją kebaba z dostawą.
W Polsce Premium kosztuje 29,99 zł miesięcznie. Czasem wpada jakaś promocja typu miesiąc za free, więc jak ktoś jeszcze nie testował – można spróbować. Poza brakiem reklam, dostajesz też opcję odtwarzania z wyłączonym ekranem na telefonie (czyli podcasty i muzyka na siłkę – jak znalazł), wyższą jakość wideo i dostęp do YouTube Music (czyli coś jak Spotify, ale z algorytmem Google’a, który wie, czego chcesz słuchać zanim ty to wiesz).
Ewentualnie, na telefonie zawsze możemy spatchować aplikację YouTube za pomocą ReVanced. Bądź po prostu poczekać na aktualizację kodu wtyczek blokujących reklamy 😉
Podsumowanko
Chciałeś oglądać YouTube’a bez reklam i bez płacenia? No to przykro mi – Google znowu dokręcił śrubę i adblocki znowu są na czarnej liście. Można się burzyć, kombinować i próbować obejść system… ale na dłuższą metę – wygląda na to, że gigant zablokuje adblocki na „amen” i pozostanie tylko zgrzytanie zębów.
Ale spokojnie – internet to dzikie miejsce. Gdzie jedni łatają dziury, drudzy już kopią nowe tunele. Więc kto wie – może za tydzień znowu będzie jakiś sposób. A póki co? Cierpliwości… albo 29,99 zł miesięcznie.
Na szczęście Google raczej nie wprowadziło (jeszcze) nowego anty-adblockera globalnie, jednak znając życie jak się sprawdzi to nowy mechanizm pojawi się również u nas.
