Gra, która chciała być filmem… albo film, który chciał być grą.
Thunder in Paradise to dziwaczna hybryda telewizji i gry wideo, która w 1995 roku pojawiła się na konsoli Philips CD-i. W teorii – miała być kolejnym krokiem w ewolucji domowej rozrywki, interaktywnym przeżyciem na miarę przyszłości. W praktyce? No cóż… jest to jeden z tych eksperymentów, które są dziś bardziej ciekawostką muzealną niż grą w pełnym znaczeniu tego słowa.
Na początku lat 90. Hulk Hogan był niekwestionowaną gwiazdą popkultury – ikona wrestlingu, gwiazda kina klasy B, złocisty heros dziecięcych marzeń. Jego popularność była tak duża, że w 1993 roku powstał telewizyjny film „Thunder in Paradise”, który szybko doczekał się własnego serialu.
Fabuła była… cóż, nieprzesadnie skomplikowana: dwóch byłych komandosów Navy SEAL – Hurricane Spencer (Hulk Hogan) i Bru Brubaker (Chris Lemmon) – pływało po rajskich wodach na futurystycznej łodzi Thunder, rozwiązując problemy świata i spuszczając łomot lokalnym oprychom. W tle palmowe drzewa, trochę plażowych modelek, trochę militarnych gadżetów – skrzyżowanie „Baywatch” z „Knight Riderem”, tylko z mniejszym budżetem.
Serial przetrwał jeden sezon, ale z jakiegoś powodu Philips uznał, że to świetny materiał na grę…
Gdy w latach 90. rynek zaczął flirtować z płytami CD i „interaktywnym wideo”, wielu wydawców postanowiło rzucić się na głęboką wodę. Gry FMV (Full Motion Video) miały być przyszłością – zamiast pikseli: prawdziwi aktorzy, zamiast gameplayu: decyzje moralne jak w filmie.
W praktyce wyglądało to tak, że 90% gry to były prerenderowane filmy, a reszta – klikanie gdzieś w ekran. Tak właśnie prezentuje się „Thunder in Paradise Interactive”, które trafiło wyłącznie na Philips CD-i. Konsolę, która już wtedy była synonimem drogich rozczarowań (cena premierowa – około 800 dolarów!), a dziś funkcjonuje jako temat memów i wspomnień o „Zeldzie z piekła rodem”.
Gra powstała przy współpracy Mass Media Inc. oraz zespołu developerskiego Philipsa. W ciekawy sposób została połączona z serialem – materiał filmowy do gry został nakręcony wraz z odcinkiem „The M.A.J.O.R. and the Minor”, co pozwoliło zredukować koszty, ale też ograniczyło elastyczność projektu.
Część scen kręcono w… Walt Disney World, co nadaje grze dodatkowego uroku: kiedy oglądasz te plastikowe eksplozje i toporne efekty specjalne, możesz sobie wyobrazić, że za kamerą czaił się Goofy z psem Pluto.
„Thunder in Paradise” zebrało recenzje równie ciepłe, co recenzje filmu „Super Mario Bros.” z 1993. Krytykowano przede wszystkim:
- koszmarną obsługę i brak intuicyjnej kontroli,
- znikomy wpływ gracza na wydarzenia,
- fatalne wykorzystanie FMV jako głównej mechaniki,
- przeraźliwie nudne sekwencje „akcji”,
- aktorstwo na poziomie szkolnego przedstawienia.
Gra składa się z trzech głównych sekcji, które można rozgrywać w dowolnej kolejności lub w trybie „Interactive Television”, gdzie gracz wciela się w postać Zacka, pomagając Spence’owi i Bru.
Thunder Encounter
Gracz kontroluje uzbrojenie łodzi Thunder, broniąc jej przed zagrożeniami. Kontrola są toporna, brak możliwości sterowania łodzią, a trafienie w cel przypomina wygraną na loterii.
Island Encounter
Rail shooter, gdzie gracz celuje kursorem i strzela do wrogów. Ruchy bohatera są predefiniowane, a pozycje przeciwników losowe, co daje wrażenie dynamiki, ale nie zmienia topornej mechaniki.
Lab Encounter
Podobny do Island Encounter, ale osadzony w laboratorium, z identyczną mechaniką strzelania do wrogów w predefiniowanym środowisku. Nuda…
Czyli jak widzicie, dostajemy trzy razy nudne „to samo”…
Gra nie oferuje systemu zapisu, co oznacza, że wszystkie sekcje muszą być ukończone w jednej sesji, co, biorąc pod uwagę jej ograniczenia, może być frustrujące. Zajmuje dwie płyty CD, z czego 90% danych to filmy FMV, co podkreśla jej charakter interaktywnego filmu bardziej niż gry wideo.
Czy gra ma jakąkolwiek wartość?
I tu zaczyna się ciekawa dyskusja. Bo choć jako gra – „Thunder in Paradise” nie spełnia żadnych współczesnych standardów – to jako artefakt kultury lat 90. jest bezcenny. To dziecko swoich czasów: boomu na CD, fascynacji FMV, prób robienia gier z wrestlerami, gdy jeszcze nikt nie rozumiał, że „granie aktorstwem” nie działa tak samo na padzie, jak na ekranie telewizora.
Dla kolekcjonerów, fanów wrestlerskiego campu albo fascynatów retro-zbieractwa, to pozycja niemal legendarna. Na eBayu potrafi osiągać zawrotne ceny, a dla niektórych YouTuberów retro to obowiązkowy materiał do recenzji.
Podsumowanie
„Thunder in Paradise” to nie tylko gra – to relikt epoki, w której branża gier nie wiedziała jeszcze, dokąd zmierza. Chciała być kinem, ale zapomniała o gameplayu. Chciała być przyszłością, ale ugrzęzła w archaicznym sprzęcie. I choć dziś może nas śmieszyć i żenować, to trzeba jej przyznać jedno – zapadła w pamięć.
Bo czy jest coś bardziej 90s niż Hulk Hogan na uzbrojonej łodzi, wrzeszczący coś do kamery, podczas gdy ty siedzisz z pilotem CD-i w dłoni, próbując trafić wroga wielkości piksela?
Jeżeli chcecie, możecie ten twór uruchomić na emulatorze.
Hulk Hogan na tropikalnych wakacjach… z FMV i bólem

- FMV i klimat serialu z Hulk Hoganem
- Nietypowa forma interaktywnego filmu
- Bardzo drewniana gra aktorska i dialogi
- Minimalna interaktywność
- Szybko się nudzi
FMV-owa ciekawostka z Hulkiem Hoganem – bardziej film niż gra, dziś głównie kuriozum lat 90.




1 komentarz
Miałem zjechać ten tytuł, bo jakby nie patrzeć to jest crap. Ale ze względu do szacunku jakim darzę ten serial i Hogana, tego nie zrobię. 🙂