Pamiętam to jak dziś – miałem wtedy pierwsze PlayStation, ale w 1999 roku głowę miałem już całkiem gdzie indziej. Śniłem o PlayStation 2, które powoli wchodziło na rynek i robiło mi papkę z mózgu obietnicami grafiki jak z filmów CGI. A wtedy, po cichu, gdzieś w tle, wyszło The Legend of Dragoon – wielkie, czteropłytowe RPG od Sony, które próbowało stanąć w szranki z Final Fantasy VII. Przyznam bez bicia: olałem je wtedy kompletnie. W tamtym czasie byłem zapatrzony w MGS, Tekkena 3 i całą tę szaloną generację końcówki PS1. Dopiero gdzieś w okolicach 2010 roku, już jako dorosły typ z emulatorem w ręku, odpaliłem The Legend of Dragoon i… pożałowałem tylko jednego – że nie zrobiłem tego wcześniej.
To była gra z duszą. Typowo „japońska” w najlepszym sensie tego słowa: długa, melancholijna, przesiąknięta mitologią, smokami i tą dziwną poetyką, która sprawiała, że chciałeś siedzieć przy ekranie godzinami. A dziś – po 26 latach od premiery w Japonii – wygląda na to, że The Legend of Dragoon znów powraca! I to nie jako remaster czy jakiś lichy port, tylko… demake. Tak, dobrze czytasz – ktoś postanowił przenieść tę legendarną grę w realia retro!
Z pasji, dla fanów, przez fanów
Cała ta historia zaczyna się od gościa o ksywce Sir-Dev-A-Lot – fana, który od lat marzył o tym, by świat Dragoonów znów ożył. W trakcie pandemii COVID-19 przejął on projekt od włoskiego developera Flanvela, który wcześniej rozpoczął prace nad tym niecodziennym przedsięwzięciem. Sir-Dev-A-Lot nie tylko nie pozwolił mu umrzeć, ale zebrał mały zespół, by tchnąć w to wszystko drugie życie. I trzeba przyznać – efekt wygląda cudownie.
Demake ma w sobie ten magiczny klimat starych gier z Game Boy Advance – pastelowe kolory, zgrabne animacje, prosty interfejs, a jednocześnie widać ogromny szacunek dla oryginału. Nie jest to żaden „fanfic” czy parodia – to pełnoprawny hołd dla klasyka z PS1, z rekonstrukcją scen, dialogów i nawet kultowych lokacji.
Część pierwsza już gotowa
Według opisu na oficjalnej stronie projektu na Itch.io, obecna wersja gry obejmuje wszystkie wydarzenia z oryginału aż do epickiej walki z bossem Urobolusem w Limestone Cave. Dla wtajemniczonych – to moment, w którym gra naprawdę zaczyna nabierać tempa. Sir-Dev-A-Lot wspomina, że ten pierwszy publiczny build miał nawiązywać do demka PS1 z końcówki lat 90., które kończyło się dokładnie w tym samym miejscu.
Niestety, twórcy napotkali pewien problem – animacja Urobolusa okazała się większym wyzwaniem, niż ktokolwiek się spodziewał. Brzmi śmiesznie? Może i tak, ale sprite’y to cholernie czasochłonna robota, szczególnie jeśli chcesz, by wszystko wyglądało jak w starych japońskich RPG-ach. Zamiast jednak dalej trzymać fanów w niepewności, Sir-Dev-A-Lot podjął decyzję: gra wychodzi teraz, w stanie „work in progress”.
Bo czasem trzeba po prostu ruszyć z miejsca
I to jest właśnie piękne. Nie czekamy na perfekcję, tylko na pasję. Twórcy wypuścili projekt w takiej formie, w jakiej jest, licząc, że społeczność pomoże dokończyć dzieło. Może ktoś z fanów RPG ma talent do rysowania? A może ktoś potrafi animować bestie lepiej niż niejeden profesjonalny grafik? To właśnie w takich momentach widać, że scena retro żyje – i że duch lat 90. jeszcze się nie wypalił.
Sir-Dev-A-Lot zachęca każdego, kto ma ochotę pomóc, by dołączył do projektu. Nie trzeba być zawodowcem – wystarczy pasja i chęć. Bo jak mówi sam twórca: „nie chcemy już dłużej czekać, chcemy, by fani mogli w to zagrać i pomogli nam dokończyć tę przygodę razem”.
Smoki, emocje i pikseloza – czyli powrót do dzieciństwa
Oglądając screeny z demake’a, czuję coś, co trudno dziś znaleźć w grach AAA – szczerość. Wszystko jest robione z miłości, nie z kalkulacji. Widok Darta, Rose i reszty drużyny w wersji 32-bitowo-pikselowej ma w sobie coś magicznego. To trochę tak, jakby ktoś połączył Golden Sun z Chrono Triggerem, ale zachował charakter Legend of Dragoon.
A muzyka? Choć w tej wersji jeszcze nie wszystko brzmi tak, jak w oryginale, już teraz słychać chiptune’owe aranżacje motywów znanych z PS1. Dla fanów retro to czyste złoto – nostalgia podana w najlepszej, 8-bitowej postaci.
26 lat później – legenda żyje dalej
Trudno uwierzyć, że minęło już 26 lat od premiery The Legend of Dragoon. Sony przez ten czas zdążyło wypuścić pięć kolejnych generacji konsol, ale jakoś nigdy nie wróciło do tej marki. Żadnego remastera, żadnej kontynuacji, żadnego remaku – cisza. A mimo to, gdzieś w zakątkach internetu, ten ogień dalej się tli.
To dzięki takim ludziom jak Sir-Dev-A-Lot i jego ekipa. Dzięki nim możemy nie tylko wrócić do świata Dragoonów, ale też zobaczyć, jak wyglądałby on, gdyby Sony wydało tę grę na Game Boy Advance w 2002 roku. I to jest coś pięknego – bo fani potrafią ocalić od zapomnienia to, co korporacje dawno by zakopały.



