Nintendo NES

Back to the Future Part II & III (1990)

Na wstępie, kuźwa, miałem o tym napisać kilka dni temu…

…bo ładnie by się to zesrało na dziesięciolecie, ale jebać — dziś będzie, bo pierdolić harmonogram, życie to nie kalendarz adwentowy. Tak, nie tak dawno świętowaliśmy spóźnione urodziny dnia, gdy Marty McFly teleportował się w przyszłość — 21 października 2015 roku. Dzisiaj mamy 2025, a zamiast latających deskorolek i samozawiązujących się Nike’ów, mamy… wspomnienia po gównianych grach, które powinny zostać wyrzucone do śmieci razem z kasetami VHS z „Titanikiem” nagranym z Polsatu, plus może jakiś pierdolony mem o tym, jak świat poszedł w pizdu.

I właśnie o jednej z takich „perełek” pogadamy. O grze, która nie tylko obraża fanów filmu, ale też każdego, kto ma choć odrobinę godności jako gracz, a już na pewno jaja w spodniach. Mowa oczywiście o „Back to the Future II & III” na NES-a – czyli cyfrowym odpowiedniku sraczki po kebabie z budki za dworcem, gdzie mięso smakuje jak stary qtas.

DeLorean? Raczej DeLooser, albo DeLorean w dupie.

nes back future 1

Gdyby podróże w czasie były możliwe, to ktoś z przyszłości już dawno cofnąłby się do 1990 roku i rozwalił młotkiem te cartridge’e, zanim LJN zdążyłoby to spakować w pudełko z logiem Nintendo, a potem jeszcze wsadziłby twórcom palec do gardła za taką zbrodnię. Bo serio — to nie jest gra, to jest kara boska, albo pierdolony żart szatana.

Wyobraź sobie, że masz genialny film: humor, akcję, podróże w czasie, kultowych bohaterów. I ktoś mówi: „Hej, zróbmy z tego grę!”. A potem oddaje projekt ekipie, która wygląda, jakby dopiero co nauczyła się włączać komputer, a wcześniej wąchała klej z torebki. Efekt? Koszmar w 8-bitach, z dodatkiem pierdolonego twistu.

W teorii to miała być hybryda drugiej i trzeciej części filmu – niby zbierasz przedmioty, naprawiasz linie czasowe i walczysz z Biffem. W praktyce to wygląda, jakby Doc Brown pomylił pluton z wódą z meliny i odpalił konsolę z wymiocinami w slocie na kartridż, a potem jeszcze dorzucił srakę dla efektu.

Sterowanie jak po trzech flaszkach 

nes back future 3

Marty porusza się jak pijany nurek w piasku, albo jak facet z jajajmi w imadle. Skacze za krótko, ślizga się, spada, ginie od wszystkiego — od ptaka, od piksela, od spojrzenia złym okiem, albo od własnego cienia, kurwa. Każdy poziom to piekło pamięciówki – zapamiętaj każdy skok, każdy klocek, bo jak nie, to powtarzasz wszystko od nowa, jakbyś był w pętli pierdolonego deja vu. 

To nie gra, to psychologiczny eksperyment NASA, mający sprawdzić, ile wytrzyma człowiek zanim zniszczy telewizor, albo wsadzi sobie pada w dupę z wściekłości.

Deskorolka, która powinna być symbolem Marty’ego? Tutaj to raczej samobójczy pojazd śmierci, który prowadzi cię prosto w ramiona frustracji, jakby mówił: „Pierdol ci w oko, graczu”. A jeśli spróbujesz kogoś trafić laserem, to masz szansę jak ślepy chirurg z kałasznikowem, albo jak facet próbujący trafić w sedes po melanżu.

Grafika z piekła rodem, albo z pierdolonej toalety

Patrzysz na ekran i zastanawiasz się: „Czy to mi się śni, czy NES się rozpłakał, a może zesrał?” Postacie wyglądają jak figurki zrobione z budyniu i smutku, tła powtarzają się co trzy sekundy, a kolory to jakieś psychodeliczne wymieszanie błota z żółcią i pierdolonej zieleni.

Hill Valley z 2015 roku? W filmie – neonowy raj. W grze – pikselowy koszmar z paletą barw, która przypomina tablicę po ataku kota z farbą, albo srakę po burrito. Dziki Zachód? Krowy, pustynia i coś, co ma być Biffem, ale wygląda jak spuchnięty Mario po bójce z koniem, z dodatkowym kopem na czole.

Muzyka, czyli NES dostał sraczki 

Chciałeś usłyszeć „Power of Love”? Zapomnij, kurwa. Dostaniesz zapętlony dźwięk przypominający pierdnięcie elektronicznego chomika, albo pierdolony remix z windy w piekle. To jest ten moment, w którym wyciszasz telewizor i modlisz się, żeby twój mózg nie wyparował, albo nie zesrał się z obrzydzenia.

LJN – mistrzowie cyfrowych traum 

Firma LJN to legenda… ale nie taka, jak myślisz – to legenda pierdolonych gier. To ci goście od „Jaws”, „Friday the 13th” i innych gier, które wyglądały, jakby ktoś robił je z zamkniętymi oczami w windzie, po pijaku. Ich logo na pudełku to jak ostrzeżenie zdrowotne: „Uwaga! Produkt może wywołać gniew, łzy, trwałe uszkodzenie psychiki i ochotę na wsadzenie komuś palca w oko.”

Jak to możliwe, że ktoś w Nintendo zatwierdził tę grę? Prawdopodobnie nikt jej nie testował. Albo testował, ale po pięciu minutach rzucił kontrolerem i poszedł się przepisać na rolnictwo, albo na pierdoloną terapię.

Poziom trudności?

NES Back to the Future 2 & 3

Gra nie tylko jest trudna – ona nienawidzi gracza. Wszystko cię zabija, a każda próba wygląda jak walka z fizyką z innej planety, gdzie grawitacja to suka. Zbierasz przedmioty, które wyglądają jak rozsypane puzzle po pijaku, albo pierdolone konfetti. Nie wiesz, co robią, po co są, ani czemu Marty wygląda jak gość z innej gry, z jajem zamiast głowy.

I co gorsza – każda śmierć to restart całego etapu. Masz wrażenie, że gra się z ciebie śmieje: „Hehe, myślałeś, że dojdziesz dalej? To teraz powtórz pół godziny tego samego, frajerze, i weź sobie pierdoloną nagrodę na pocieszenie.”

Porównanie z filmem? Jak porównywać stek z kartonem po mleku, albo z pierdolonym fastfoodem

Film to klasyk: energia, humor, chemia między bohaterami, DeLorean, flux capacitor, soundtrack Huey’a Lewisa. Gra? Ani jednego z tych elementów – to pierdolona podróbka. To jakbyś kupił bilet do kina na „Powrót do przyszłości”, a zamiast tego ktoś ci puścił PowerPointa o zapaleniu wątroby, z animacjami z dupy.

Czy to najgorsza gra na NES-a? Wuj wie, ale ciężko będzie znaleźć coś gorszego…

Kiedyś byłem przekonany, że nic nie przebije „Dr. Jekyll and Mr. Hyde”. A potem poznałem to – to jak pierdolony sequel. To jak związek toksyczny — wiesz, że cię niszczy, ale i tak wracasz, bo może tym razem będzie lepiej. Nie będzie. Nigdy – tylko więcej sraki.

Każdy, kto w to grał, zasługuje na medal za odwagę, terapię refundowaną przez Nintendo i może jakiegoś pierdolonego drinka na pocieszenie.

Wyobraź sobie dzieciaka w 1991 roku. Wkłada ten kartridż, bo kocha film. Myśli: „Ooo, Marty! DeLorean! Podróże w czasie!”. Pięć minut później płacze, bo nie może przejść pierwszego etapu i zastanawia się, czy z jego NES-em coś nie tak. Nie, dzieciaku, to gra. To ona jest nie tak – to pierdolona pułapka.

Czy to przynajmniej śmieszne po latach? 

Tak, jeśli traktujesz to jak eksperyment, albo pierdolony stand-up. Dziś można to odpalić z ciekawości, żeby przypomnieć sobie, jak wyglądał cyfrowy ból lat 90., z dodatkiem śmiechu przez łzy. To relikwia, pomnik absurdu, dowód, że kiedyś gry licencjonowane były tworzone przez ludzi, którzy chyba nigdy nie widzieli filmu, na którym bazowali – albo mieli pierdolony zamiast mózgu.

Galeria

Podsumowaując Doc Brown by się powiesił na kablu rozruchowym od DeLoreana, albo wsadził sobie flux capacitor w dupę

Serio – gdyby Doc zobaczył ten tytuł, to spaliłby flux capacitor i kazał Marty’emu zostać w przeszłości, bo pierdol z przyszłością. Bo to, co LJN zrobiło z tą marką, to zbrodnia na nostalgii, z dodatkowym kopem w jaja. Każdy piksel tego gówna krzyczy: „Nie graj we mnie, kurwa!”.

I jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś – nie rób tego. Zamiast tego odpal film, nalej sobie coli, i przypomnij sobie, jak cudownie proste były czasy, kiedy marzyliśmy o latających deskach, a nie narzekaliśmy na płatne DLC i pierdolone remastery.

NES Back to the Future 2 & 3

„Back to the Future II & III” na NES-a to nie gra. To lekcja pokory, z pierdolonym morałem. To coś, co powinni puszczać w więzieniach zamiast „klatek bez prądu”, albo jako tortura z sraką. To cyfrowa wersja kaca po sylwestrze, gdzie budzisz się z jajem w ręku.

Więc jeśli chcesz naprawdę poczuć gniew, frustrację i pustkę egzystencjalną – proszę bardzo, ale weź sobie pierdolonego piwa. Ale jeśli cenisz swój czas i zdrowie psychiczne – wróć do filmów. Albo idź spać. Bo sen o przyszłości, w której ktoś remasteruje tę grę… to dopiero byłby horror, z pierdolonym endingiem.

A na poważnie…

Grę bez problemów uruchomicie na jednym z tych emulatorów konsoli NES/Pegasus, zaś sama grę bez problemów znajdziecie na jednej z tych stron.

Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele padów:
  • 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
  • 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Sam używam 8Bitdo Ultimate C niemal od roku i nie mam z nim żadnych problemów. 
4.7
Niezła
Back to the Future Part II & III

Marty McFly kontra czas, logika i sterowanie

🕹 LJN📅 1990
Ocena czytelników
Bądź pierwszy!
Back to the Future Part II & III
Grafika4
Muzyka5
Gameplay5
Plusy
  • Rozpoznawalny klimat filmów i postacie
  • Różnorodność etapów (platformówka, mini-gry, logiczne sekcje)
  • Przyjemna muzyka jak na NES
Minusy
  • Nierówna jakość poziomów
  • Frustrujące sterowanie i kolizje
  • Mało spójna struktura gry
Podsumowanie

Mieszanka mini-gier z Back to the Future – klimatyczna, ale chaotyczna i nierówna.

Może cię zainteresować:

Snow Bros: Nick and Tom (1990)

Kabson

Batman: The Video Game (1990)

Kabson

Gdzie się podział kanapowy co-op? Historia lokalnego multiplayera w grach wideo

Emumaniak

Power Blade (1991)

Kabson

NES Zapper – jak działał kultowy pistolet do Pegasusa?

Emumaniak

Historia NES, czyli konsoli, która uratowała rynek gier

Emumaniak

Zostaw komentarz