Są takie gry, których nie pamięta się tylko z cudzej ręki. Moon Crystal jest u mnie dokładnie taka. Na całym osiedlu kartridż z tą grą miała jedna jedyna osoba — i to ledwie przez moment. Zanim ktokolwiek zdążył ją naprawdę...
Są gry, które nie krzyczą o swojej wielkości. Nie próbują olśnić, nie walczą o okładki magazynów. Po prostu są — ciche, ciepłe, schowane gdzieś pomiędzy bardziej znanymi tytułami. Księga dżungli na NES należy właśnie do tego grona. Pamiętam pewien deszczowy...
Jest coś dziwnego w byciu ojcem-graczem w 2026 roku. Kiedy moje dzieciaki biegają po domu, a ja w końcu znajduję te magiczne trzydzieści minut wieczornej ciszy, staję przed dylematem: włączyć najnowszą, fotorealistyczną produkcję, czy sięgnąć po coś, co pachnie zakurzonym...
Mam w głowie takie projekty, które robię nie dlatego, że muszę, nie dlatego, że ktoś płaci, i nie dlatego, że skończy się czymś użytecznym. Robię je, bo jestem ciekaw, gdzie leży granica. Tym razem granica brzmiała: czy współczesny model językowy...
Są gry, które przepadają w mrokach historii nie dlatego, że były złe — ale dlatego, że nigdy nie dostały szansy, by dotrzeć do szerszej publiczności. Yume Penguin Monogatari to właśnie taki przypadek: konsolowy klejnot zamknięty za japońską barierą językową, który...
Są takie gry, które nie szukają poklasku. Nie krzyczą z okładek magazynów, nie obiecują rewolucji. Po prostu siedzą cicho w jakimś kącie, za czyjąś kanapą, w kompilacji z trzema innymi tytułami, i czekają, aż ktoś w końcu po nie sięgnie....
Mappy-Land to gra, którą w dzieciństwie zupełnie niesłusznie ignorowałem – a przecież miałem ją pod nosem. Była na jednej z tych klasycznych „ruskich składek”, wielofunkcyjnych kartridżach 76-in-1 czy 9999-in-1, które krążyły po Polsce w latach 90. Na liście gier przewijałem...
Three Eyes Boy, w oryginale znana jako Mitsume ga Tooru (co oznacza „Przenikliwe Trzecie Oko”), to gra z 1992 roku pochodząca z Japonii. Została stworzona przez studio Natsume, odpowiedzialne za takie tytuły jak Pocky & Rocky czy Wild Guns. Wydawcą...
Ach, te stare dobre czasy, kiedy świat wydawał się prostszy, a największą przygodą było wciśnięcie kartridża do konsoli NES i zanurzenie się w pikselowym uniwersum. Pamiętam, jak Wacky Races stała się jedną z tych perełek, które na zawsze zapisały się...
Były takie gry, które nie pytały cię, czy masz czas. Po prostu wciągały cię jak wir, sadzały przed telewizorem i nie puszczały, dopóki nie zostawiłeś za sobą co najmniej kilku boss fightów, dziesiątek straconych żyć i garści słodyczy ze złości...