Wyobraźcie sobie: lata 90., handheldy mają moc obliczeniową prostego kalkulatora, a Midway wciska wam Mortal Kombat 4 na Game Boy Color. Teoretycznie krok naprzód od szarego Game Boya, ale w praktyce? Kurwa mać, to sraka, która udowadnia, że portowanie arcade’owej bijatyki na przenośną konsolę to jak wciskanie fiuta w butelkę po Sprite – boli i nie wchodzi.
Digital Eclipse wzięło silnik z MK3 na GB, nasmarowało nowymi sprite’ami narysowanymi przez małpę na kwasie i nazwało to „MK4”. Wygląda jak gówno, gra się jak tortura, a fatality to sepia-tonowy koszmar. Dziś rozkładam to badziewie na części pierwsze.
Wcześniejsze porty MK4 – obiecująco, aż do tej handheldowej sraki
Midway nieźle ogarnęło konwersje na PlayStation i N64. Eurocom dorzuciło nowe kostiumy, postacie jak Goro w roli sub-bossa, ekstra etap i CGI cutscenki, które nawet na PS1 robiły wrażenie – memiczne, ale stylowe. Arcade’owa wersja nie podbiła świata jak poprzedniczki, więc Midway wycisnęło resztki grosza i zamówiło port na GBC. Efekt? Mortal Kombat 4: Game Boy Color Edition – okrojony tak brutalnie, że wygląda, jakby dzieciak sklecił to w Paintcie po tygodniu bez snu i żarcia.
Game Boy Color – sprzęt niby OK, ale port zjebali
GBC radził sobie z 56 kolorami na ekranie, ale w MK4 korzystają z garści: szary beton, brudny zielony, sepia-chuj i dwa odcienie gówna. Nawet porty MK1 i MK2 na Game Gearze świecą przy tym jak dzieła sztuki. Etapy? Sześć plansz, każda wykonana jakby jakiś ułomny grafik nasrał na pikselową płachtę: The Bank to szara klapa z drzwiami przypominającymi pośladki po kaktusie, Living Tombs – piasek w kolorze sraczki, Prison – betonowa nuda z cegłami zamiast detali. Sprite’y postaci? Scorpion jak ninja z delirium, Sub-Zero z twarzą rozwaloną kilofem, animacje którym ewidentnie brakuje połowy klatek. Bieg? Postać pruje dupą do kibla z sraką. To nie grafika – to wizualny gwałt na siatkówce oka.
Roster – jedyny „plus”
Osiem fighterów na start: Scorpion, Sub-Zero, Reiko , Fujin , Jarek , Kai , Quan Ch i Tanya. Shinnok jako finałowy boss – niegrywalny, dzięki bogom. Reptile? Ukryty za logiem smoka na select screenie – kod 192234 i masz fioletową żabę po chemii. Endingi tekstowe, suche jak pustynia, bez grafik – „Scorpion do piekła, pa pa”. Więcej niż zero, brawo, lenie.
Dlaczego taki roster? Bo to reskin MK3 GB – nowa skórka na starym gównie, logika developerów kończyła się na „wpakujmy, co się zmieści”.
Muzyka – tortura dla uszu i głośniczka GBC
Dźwięk? Brzmi, jakby kot wlazł do miksera, a resztki nagrano na dyktafon z PRL-u. „Techno” loopy jak pisk szczura na amfie, efekty jak walnięcie puszką w kaloryfer. A najlepsze: zero menu opcji. Nie wyłączysz, nie ściszysz – gra darła mordę non-stop, aż uszy krwawiły. Grasz w autobusie? Twoje GBC wyjąca jak pizda w połogu. Gehenna audio.
Gameplay – jak NIE robić mechanik MK, wy jebane debile
MK4 w arcade wprowadziło bronie, obiekty do rzucania, juggle-kombo, breakersy – rewolucja. Na GBC? Zero broni (po co miecze przy pałkach z gówna), zero combos (dwa hity i kaput), zero obiektów, zero juggle (postacie walą dupą w ziemię), zero stage fatality. To MK3 Lite na sterydach głodu – silnik z MK3 GB, tylko bardziej ucięty.
Sterowanie to koszmar rodem z piekła:
- Blokowanie? START! Bo dlaczego nie…
- Run: A+B + kierunek – palce bolą jak po maratonie walenia konia.
- Rzuty: Hold punch i release – dlaczego nie quarter circle, kurwa?
- Specjale: Działają, kiedy zechcą. A zazwyczaj jebną focha i chuj z specjala.
AI oszukuje: blokuje wszystko, ty tracisz pół życia by w kogoś trafić. Walki wieczne, damage output jak u emerytowanego boksera. Tryby? Arcade i VS, zero practice, survivalu. Tortura dla masochistów, nie gra.
Fatalities – pojebane, sepia-tonowe dziwadła
Wisienka na srakowym torcie: fatality w FMV! Krótkie, rozpikselowane klipy w sepii – jak stary VHS-pornol nagrany przez pijaka. Nieczytelne, niezależne od postaci (Scorpion robi to samo co Sub-Zero?), krew tylko tu (cenzura ESRB, debile). Jedno na postać: Sub-Zero „spine rip” to piksele fruwające jak sperma po orgii. Zero stage fatality, animowanych – wygląda jak glitch, nie finisher. Najgorsze w serii.
Epilog – winowajcy: Digital Eclipse, król crapów
Fanboje MK: „Handheldowa czwórka? Biorę!”. Brak alternatyw na GBC – zero Tekkena, SF. Nostalgia z MK3 GB, reklamy z PS1 CGI – daliście się nabrać. Digital Eclipse wiedziało: logo MK = kasa. Sprzedało się setki tysięcy – owce płaciły full price za reskin! Dziś na emu można to włączyć dla beki, ale wtedy? Frajerzy, daliście się w dupę jebać i dziękowaliście.
Brak loga deva na tytule? Digital Eclipse – specjaliści od handheldowych gówien. Wzięli MK3 GB, przerobili na MK4 i finito. Wstydzą się – nawet w Mortal Kombat Legacy Kollection tego nie ma. Midway + DE = przepis na katastrofę.
Podsumowując: MK4 GBC to przestępstwo przeciw graczom. Podręcznik spieprzenia portu. Kupiliście? Frajerzy.
Grę możecie odpalić na emulatorze Visual Boy Advance M, na którym chodzi gównianie. Czyli jak powinna, gdyż lepsza to ona nigdy nie była.
Jeśli jednak jesteś fanem smoczej serii to obczaj Mortal Kombat na Pegasusa – co ciekawe ta garażówa robota jest o niebo lepsza od dzisiaj omawianego gówna.
Fatality w wersji kieszonkowej… bardzo kieszonkowej

- Próba przeniesienia znanej serii na handhelda
- Znane postacie i podstawowe ruchy specjalne
- Prosta, szybka rozgrywka
- Bardzo słaba grafika i animacje
- Ograniczona płynność i sterowanie
- Mocno okrojona zawartość względem innych wersji
Uboga wersja Mortal Kombat – grywalna tylko dla fanów, ale technicznie bardzo ograniczona.






1 komentarz
Jak dobrze pamiętam, logo Digital Eclipse pojawia się zaraz na starcie, zaraz przed ekranem tytułowym.