Jak co roku, w sam raz na święta, Kevin znowu pojawia się w telewizji – a na naszym blogu wlatuje kolejna gra z tym nieustraszonym bohaterem. Tym razem bierzemy na warsztat Home Alone w wersji na Segę Genesis. I powiem od razu – jeśli kiedykolwiek marzyłeś, żeby zamiast oglądać Kevina tylko na ekranie, samemu stanąć naprzeciw Harry’ego i Marva, to ta gra była spełnieniem tych dziecięcych fantazji.
Spis treści
Są takie tytuły, które wciągają człowieka nie tylko gameplayem, ale też czystą nostalgią. Home Alone na Segę Genesis to właśnie jeden z nich. Jeśli wychowywałeś się w latach 90., oglądałeś Kevina po raz dwudziesty piąty w każde święta i marzyłeś, żeby samemu zastawiać pułapki na złodziei – to ta gra była jak prezent od Mikołaja w wersji pikselowej.
I powiem to od razu, bez owijania w świąteczny papier: to jedna z najlepszych gier z Kevinem, w jakie miałem okazję grać. Serio – ani wersja na NES, ani na SNES, ani nawet ta z Game Boya nie mają startu do tego, co Genesis zaserwował. Sega zrobiła coś nietypowego – zamiast kopiować mechaniki z innych platform, postawili na unikalny miks akcji, kombinowania i survivalu. Efekt? Gra, która do dziś daje kupę frajdy.
Kto za tym stoi?
Wersję Home Alone na Segę Genesis stworzyło studio Probe Software, które w latach 90. było jednym z najaktywniejszych deweloperów w branży. Premiera miała miejsce w 1991 roku, czyli raptem rok po tym, jak film podbił kina na całym świecie. Probe było znane z tego, że robiło mnóstwo portów i licencjonowanych produkcji – to oni odpowiadali m.in. za konwersję Mortal Kombat na 16-bitowe konsole oraz takie tytuły jak Alien 3 czy Judge Dredd. Mieli rękę do klimatów filmowych adaptacji i choć często ich gry bywały „na czas, byle zdążyć na premierę”, w przypadku Kevina udało im się stworzyć coś, co naprawdę oddaje ducha oryginału.
Kevin kontra Świat
Wcielasz się oczywiście w Kevina – tego samego chłopaka, który sam potrafił pokonać dwóch dorosłych włamywaczy. Ale tutaj stawka jest wyższa. Nie bronisz tylko swojego domu, ale całą dzielnicę przed Harrym i Marvem! Śmigasz na sankach między pięcioma chatami, rozwalasz bałwany w poszukiwaniu części do broni i ustawiasz pułapki niczym mały MacGyver. I to nie są zwykłe pułapki z filmu – tutaj można tworzyć własny arsenał z przypadkowych gratów. Taki system craftingowy w 1992 roku? Szaleństwo!
Grafika i dźwięk
Nie będę kłamał – to nie jest „Sonic 2” ani „Streets of Rage” pod względem graficznego rozmachu, ale Home Alone na Genesis ma swój własny, urokliwy sznyt. Kevin wygląda jak Kevin – malutki, trochę kanciasty, ale z wyraźną miną cwaniaczka, który tylko czeka, żeby komuś przywalić śnieżką albo wrzucić oponę pod nogi. Harry i Marv też dostali swoje charakterystyczne animacje – ich przygarbione sylwetki i głupkowate reakcje, gdy wpadną w pułapkę, sprawiają, że od razu wiadomo, z kim mamy do czynienia.
Tła – choć proste – oddają klimat zimowego, amerykańskiego przedmieścia. Domy mają świąteczne zdobienia, śnieg skrzypi pod sankami, a bałwany rozsiane po okolicy aż proszą się, żeby je rozwalić. Jest w tym coś magicznego – bo choć grafika nie jest topowa, to naprawdę przenosi gracza w ten filmowy, świąteczny świat. Sega zaserwowała tutaj taki „wizualny comfort food” – niby prosto, ale smakuje doskonale.
Jeśli chodzi o dźwięk – największą robotę robi muzyka. Słyszymy przerobione świąteczne motywy, które brzmią jak chiptune’owe kolędy. To ten typ soundtracku, który może nie wbija w fotel epickością, ale sprawia, że od razu chcesz odpalić lampki na choince i usiąść do gry z kubkiem gorącej czekolady. Efekty dźwiękowe też robią swoje – stukot śnieżek, brzdęk zbieranych przedmiotów, czy krzyk bandziorów, gdy oberwą pułapką, dodają zabawnej atmosfery.
Galeria:
Podsumowanie
Dla mnie Home Alone na Genesis to absolutny hit w swojej kategorii. Gra, która nie tylko oddaje klimat filmu, ale dorzuca własne pomysły, dzięki czemu nie jest tylko „filmowym tie-inem”. Jasne, system craftingu może na początku przytłoczyć, ale jak już je załapiesz, to czysta satysfakcja.
Polecam tę grę całym sercem – nie tylko fanom Kevina, ale każdemu, kto chce poczuć tę magiczną mieszankę humoru, świątecznej nostalgii i klasycznej segejowej akcji. To jest dokładnie ten typ gry, przy której po latach uśmiechasz się sam do siebie i myślisz: kurczę, kiedyś to były czasy.
Moja ocena: 9/10 – Kevin znów uratował święta.
Grę bez problemów uruchomicie na tym emulatorze, zaś sama grę bez problemów znajdziecie na jednej z tych stron.
- 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
- 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Kevin kontra banda złodziei – pułapki level hard

- Pomysłowa mechanika zastawiania pułapek
- Fajny klimat filmu i humor sytuacyjny
- Prosta, przystępna rozgrywka
- Powtarzalność i mała różnorodność
- Frustrujący poziom trudności
- Szybko się nudzi
Krótka, pomysłowa gra z pułapkami, ale szybko staje się monotonna i frustrująca.








