Nintendo NES

Robin Hood: Prince of Thieves (1991)

Kiedy w kinach w 1991 r. Kevin Costner machał mieczem, Morgan Freeman rzucał tekstami lepszymi niż połowa współczesnych stand-uperów, a Bryan Adams ryczał Everything I Do, cały świat oszalał na punkcie Robin Hooda. Naturalnym było, że prędzej czy później ktoś zrobi z tego grę. I zrobił — Sculptured Software wypuściło Robin Hood: Prince of Thieves na NES-a. I wiesz co? Wyszło im to całkiem zajebiście.

robin hood nes

Nie ma tu mordek Costnera, Slatera ani Freemana, ale to nie szkodzi. Zamiast tego dostajesz top-down akcyjniaka z RPG-owymi naleciałościami, w którym nie tylko napierdalasz złych, ale też rozmawiasz z NPC-ami, przeszukujesz zwłoki i zarządzasz ekwipunkiem swojej zgrai wesołych kolesi. Tak, można im przydzielać przedmioty na łeb, tors i łapska. I tak, jeśli dasz im za dużo, to będą łazić wolniej niż Windows 95 z 8 megabajtami RAM-u.

Historia? Względnie wierna filmowi. Wracasz do Anglii, twój zamek to zgliszcza, ojciec dynda jak ozdoba świąteczna, a ślepy Duncan chowa się po kątach. Później masz spotkanie z Marian, walczysz z Little Johnem w Sherwood, zbierasz ludzi, rozbudowujesz obóz i szykujesz wpierdol dla szeryfa z Nottingham. Wszystko ładnie pięknie, z tym że… kurwa nigdy, przenigdy nie dawaj sztyletu (Druid’s Dagger) Duncanowi! Jak go potem zabierze z drużyny, to możesz se wsadzić kartridż tam, gdzie słońce nie dochodzi. Gra się zablokuje i uj z tym zrobisz.

Gameplayowo jest solidnie, choć sztywno. Sterowanie momentami takie, że czujesz się jakbyś prowadził wózek widłowy po lodowisku, ale da się ogarnąć. Walki, pojedynki 1 na 1, konne pościgi – sporo tu różnorodności. A to wszystko BEZ jebanych labiryntów, które wyglądają jakby je projektował człowiek po trzech dniach bez snu i pięciu Red Bullach.

Robin Hood Prince of Thieves NES

Choć system kolizji czasem zachowuje się jakby był pod wpływem ziela, to jednak przygoda, klimat i pomysł rekompensują te niedoróbki.

Grafika? Mieszana. Top-down wygląda jakby ktoś rysował to kijem po błocie, ale sceny pojedynków i zdigitalizowane portrety wyglądają naprawdę spoko. Muzyka? Nie ma Bryana Adamsa, ale jest całkiem klimatycznie. Motywy średniowieczne, klimacik zachowany, a motyw z tytułu to czysty hit – aż chce się odpalić go na kasecie w starym Fiacie 125p.

Galeria

 

Ale przecież to nie jedyny Robin Hood na NES…

A teraz, żeby było jasne… porównajmy to do Super Robin Hooda. A raczej Super Przypadkowego Skoku Na Kupę, bo ta padaka znana ze „Złotej Czwórki” w sercu to jedna wielka sraka obleczona w piksele. To nie jest gra. To sabotaż. To zamach na logikę, przyjemność z grania i jakiekolwiek poczucie sprawiedliwości.

superrhood

Ta „platformówka” to obraza dla każdego gracza, nawet dla kolesia, co grał tylko w „Pasjansa” u cioci Halinki. Sterowanie? Jakbyś próbował prowadzić konia, który ma złamane wszystkie nogi i jeszcze mu założyli buty odwrotnie. Skakanie to dramat — skaczesz, a postać leci, gdzie jej się podoba. Raz dalej, raz bliżej, jakby rzucał nią duch Robin Hooda po trzech butelkach miodu pitnego.

Kolizje z wrogami? LOL. Działają tylko wtedy, gdy ci nie zależy, i jebią ci zdrowie z pół metra, nawet jeśli tylko kichniesz w ich stronę. Z drugiej strony ty musisz pierdolnąć gościa idealnie co do piksela, inaczej twój atak przelatuje jak smród po chipsach cebulowych.

Ale czekaj, grafika. O ja pierdolę. Kto to rysował? Ślepy mnich po trzech udarach?! Wszystko wygląda jakby było zrobione w Paintcie myszką po zapaści cukrzycowej. Tła są tak monotonne, że czujesz się jakbyś grał w tapetę. Przeciwnicy? Wyciągnięci z jakiegoś generatora losowych wkurwień. Masz szczura, masz zbrojnego kolesia, masz jakiegoś randomowego pajaca, który siedzi na gzymsie tylko po to, żeby zrzucić cię w przepaść w ostatniej sekundzie. Ich umiejscowienie to czyste kurewstwo – gra cię chce wyruchać na każdym kroku, bez mydła, z zaskoczenia i śmiejąc się ci w ryj.

A teraz crème de la crème – łuk. Ten, który powinien być twoją bronią z wyboru, strzela rzadziej niż rudy rucha, i do tego z opóźnieniem jakby twój Robin miał zesztywniałe palce od 14-wiecznego artretyzmu. Klikasz, a on się zastanawia przez trzy sekundy, czy mu się w ogóle chce. I jak już wystrzeli, to zasięg ma jak splunięcie przez siatkę.

Wszystko to sprawia, że Super Robin Hood to nie gra, tylko pułapka psychiczna. Jakby ktoś chciał sprawdzić, jak długo wytrzymasz, zanim wypierdolysz pada przez okno. To nie jest platformówka – to test cierpliwości, który przegrywasz już w pierwszych pięciu minutach. Jedyny powód, by w to zagrać, to przypomnieć sobie, że nawet gówno może mieć tytuł „super”, ale dalej pozostaje gównem.

Więc tak — Robin Hood: Prince of Thieves na NES-a to złoto. Zaskakująco rozbudowany, klimatyczny i z jajem zrobiony tytuł, który przypomina, że da się zrobić sensowną adaptację filmu. A że wygląda jak wygląda? Cóż, liczy się serce. A tej grze akurat serca nie brakuje.

Grę bez problemów uruchomicie na jednym z tych emulatorów konsoli NES/Pegasus, zaś sama grę  znajdziecie na jednej z tych stron.

Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele padów:
  • 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
  • 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Sam używam 8Bitdo Ultimate C niemal od roku i nie mam z nim żadnych problemów. 
4.7
Niezła
Robin Hood: Prince of Thieves

Łuk, strzały i… totalny chaos w Sherwood

🕹 Virgin Games📅 19914-6 h
Ocena czytelników
Bądź pierwszy!
Robin Hood: Prince of Thieves
Grafika5
Muzyka5
Gameplay4
Plusy
  • Próba połączenia RPG i akcji
  • Otwarta eksploracja świata
  • Różne zadania i postacie
Minusy
  • Bardzo chaotyczna i nieintuicyjna rozgrywka
  • Frustrujące walki i sterowanie
  • Słaba oprawa graficzna
Podsumowanie

mbitna mieszanka RPG i akcji, ale chaotyczna i trudna do ogarnięcia, szybko frustruje.

Może cię zainteresować:

Terminator 2: Judgement Day (1991)

Kabson

The Flintstones: Surprise at Dinosaur Peak (1993)

Kabson

The Untochables (1991)

Wściekłe Piksele

Binary Land (1983)

Kabson

Monster in my Pocket (1992)

Kabson

10 faktów o: Super Mario Bros

Kabson

Zostaw komentarz