No proszę, historia znowu zatacza piękne koło. Atari, które od kilku lat coraz śmielej sięga po swoje i cudze korzenie, ogłosiło kolejną perełkę dla miłośników klasyki. Już 20 stycznia 2026 roku na rynek trafi Intellivision Sprint — zupełnie nowa odsłona kultowej konsoli, która 45 lat temu stanowiła poważną konkurencję dla ówczesnego króla salonów gier, czyli samego Atari 2600. To trochę tak, jakby do świata wrócił zapomniany kuzyn, który w młodości był świetnym sportowcem, a teraz z uśmiechem wspomina czasy swojej świetności przy rodzinnym stole.
Atari (we współpracy z PLAION REPLAI) postanowiło przywrócić do życia markę, która w latach 80. była symbolem innowacji i elegancji w świecie elektronicznej rozrywki. Intellivision Sprint ma nie tylko wyglądać jak sprzęt sprzed lat — ma też pachnieć tym klimatem. Dosłownie. Projektanci nie poszli na łatwiznę. Front konsoli zdobi charakterystyczna czarno-złota kolorystyka z imitacją drewna, a całość wygląda tak, jakby wyciągnięto ją prosto z katalogu Sears z 1980 roku. Tyle że tym razem pod retro-powłoką kryje się nowoczesna technologia.
Nowe Intellivision zostało wyposażone w wyjście HDMI, port USB-A, a do zestawu dorzucono dwa bezprzewodowe kontrolery inspirowane oryginałem — tak, z tymi kultowymi nakładkami! I nie są to byle jakie kartonowe wstawki. Każda gra z kolekcji otrzyma dwie unikalne nakładki, które dodają nie tylko stylu, ale i klimatu dawnych czasów, kiedy każdy tytuł miał swój własny „interface” na fizycznym kawałku plastiku. Dziś może się to wydawać dziwactwem, ale wtedy – to był absolutny hit ergonomii.

A skoro już o grach mowa, to Atari naprawdę się postarało. Konsola zaoferuje 45 wgranych tytułów, a lista prezentuje się imponująco – zwłaszcza jeśli ktoś pamięta, jak mocno Intellivision konkurowało z Atari 2600 w dziedzinie symulacji sportowych. Na pokładzie znajdziemy m.in. Baseball, Chip Shot Super Pro Golf, Soccer, Super Pro Skiing, Tennis oraz Super Pro Football, czyli zestaw idealny dla miłośników pikselowych sportów.
Fani bardziej strategicznych klimatów dostaną swoje ulubione B-17 Bomber, Sea Battle, Space Battle i Utopia — gry, które w latach 80. wymagały czegoś więcej niż tylko refleksu. Trzeba było myśleć! Dla równowagi nie zabraknie też klasyków zręcznościowych: Astrosmash, Shark! Shark!, Star Strike, Thin Ice czy legendarnego Boulder Dash. Niektóre z nich to prawdziwe perełki, które wyprzedziły swoje czasy — i to o dekady.
Atari przygotowało już specjalną stronę internetową, gdzie można zapoznać się ze wszystkimi szczegółami, zobaczyć zdjęcia sprzętu, pełną listę gier oraz — co najważniejsze — złożyć zamówienie przedpremierowe. Cena? Około 600 cebulionów.
Nie ukrywam – jestem pod wrażeniem. Atari nie tylko odświeża własne klasyki, ale też z szacunkiem podchodzi do marek, które w przeszłości stanowiły o sile całej branży. W czasach, gdy „retro” stało się modnym hasłem na koszulkach i kubkach z Empiku, oni naprawdę robią retro z sercem.
Ale… gdzie mój Jaguar?
Mimo całej tej ekscytacji, nie mogę się powstrzymać od myśli, która drąży mój mózg jak pocisk z „Tempesta 2000”.
Kiedy, do cholery, przyjdzie czas na Atari Jaguar?
Nie zrozumcie mnie źle – kocham te wszystkie odświeżone klasyki, piękne drewniane panele i logotypy z dawnych lat, ale w głębi duszy marzę o dniu, w którym Atari zdecyduje się w końcu wskrzesić swojego najbardziej niedocenionego (i zarazem najbardziej wyśmiewanego) potomka. Tak, tego samego Jaguar-a, który miał być „pierwszą prawdziwą 64-bitową konsolą”, a skończył jako ciekawostka historyczna, którą dziś wspominają głównie kolekcjonerzy i fani eksperymentalnego designu.
Gdyby tylko Atari wypuściło Jaguar Mini albo „Jaguar Reloaded” – coś w stylu PlayStation Classic, Mega Drive Mini czy C64 Mini – byłbym pierwszy w kolejce. Serio.
Tyle że… jest jeden mały problem. Znalezienie 40 dobrych gier na ten system mogłoby się okazać trudniejsze niż zdobycie kompletu kontrolerów do oryginalnego Intellivision na działającym kablu. Nie żartuję — fajne tytuły na tego kota można policzyć na palcach jednej ręki.
Okej, był Alien vs Predator — genialny jak na swoje czasy. Tempest 2000 to absolutna legenda. Rayman na Jaguarze wyglądał cudownie, Iron Soldier był grywalny, a Doom… no cóż, działał. Ale co dalej? Gdzieś tam majaczą jeszcze Club Drive, Cybermorph, może Kasumi Ninja dla żartów. I to właściwie koniec. Reszta biblioteki to eksperymenty, niedokończone pomysły i gry, które nawet wtedy trudno było kochać.
Mimo wszystko – chciałbym, żeby Atari dało temu sprzętowi drugą szansę. Bo choć Jaguar był porażką komercyjną, to miał w sobie duszę pioniera. Był próbą zrobienia czegoś nowego, odważnego, ambitnego – zanim 3D w grach stało się standardem. Dziś patrzymy na niego z politowaniem, ale wtedy naprawdę mógł robić wrażenie. I kto wie? Może z nowym interfejsem, porządną emulacją i zbiorem najlepszych tytułów z epoki, mógłby stać się nie tyle sukcesem sprzedażowym, co hołdem dla tej szalonej, eksperymentalnej dekady w historii Atari.
Intellivision Sprint – nostalgiczna rozgrzewka przed czymś większym?
Dlatego mimo mojego marudzenia, Intellivision Sprint zapowiada się na naprawdę ciekawy projekt.
Nie tylko dla fanów Intellivision, ale dla każdego, kto lubi poczuć w dłoniach kawałek historii. To nie jest tylko konsola — to wehikuł czasu, przypomnienie o tym, że gry nie zawsze polegały na 4K, ray tracingu i mikrotransakcjach. Czasem wystarczył pikselowy golf, joystick i wyobraźnia, by mieć frajdę przez całe popołudnie.
A więc, Atari – szacunek za ten ruch.
Tylko błagam…
następnym razem zróbcie coś z Jaguarem. Niech w końcu ten drapieżnik znowu pokaże pazur.
Bo jeśli kiedykolwiek pojawi się Jaguar Mini, to nie ma siły – biorę go w ciemno. Choćby miał tylko pięć gier na krzyż.Inaczej, do końca życia (i dzień dłużej…) będę zagrywał się na emulatorze Jaguara.
Konsolę możecie zamówić w pre-orderze z tej strony.
