Pamiętacie jeszcze rok 2015? Wtedy wyszło na jaw coś, co na zawsze zmieniło postrzeganie uTorrenta – najpopularniejszego klienta torrentów na świecie. Program, który kiedyś kochaliśmy za to, że był malutki, szybki i prosty, nagle stał się symbolem wszystkiego, czego nienawidzimy w darmowym oprogramowaniu.
Mowa oczywiście o aferze z Epic Scale – ukrytą koparką kryptowalut, którą uTorrent dorzucał użytkownikom podczas instalacji. Działało to tak: instalujesz nową wersję programu, klikasz „dalej, dalej, dalej” jak każdy normalny człowiek, a tu nagle masz na komputerze dodatkowy soft, który po cichu zużywa Twój procesor do kopania Litecoina. Komputer zwalnia, wentylatory wyją, a Ty zastanawiasz się, czemu Twoja maszyna zachowuje się jakby próbowała wystartować w kosmos. Firma tłumaczyła się, że to „opcjonalny dodatek” i że niby można było go odznaczyć. Problem w tym, że wiele osób nawet nie zauważyło momentu instalacji.
Ten skandal odbił się szerokim echem w mediach technicznych. W końcu nikt nie lubi, gdy program robi coś za naszymi plecami, a już szczególnie gdy próbuje zarobić na naszą nieświadomość. Do dziś Epic Scale pozostaje symbolem utraconego zaufania.
Od lekkiego programu do balastu

Warto przypomnieć, że uTorrent zaczynał jako absolutny hit. Malutki plik instalacyjny – poniżej jednego megabajta. Zero reklam. Interfejs prosty, szybki i przejrzysty. Działało to tak dobrze, że uTorrent stał się podstawowym klientem torrentów na całym świecie. Kto w latach 2005–2010 korzystał z torrentów, ten prawdopodobnie miał właśnie uTorrenta.
Problem pojawił się wtedy, gdy program został kupiony przez firmę BitTorrent Inc. Od tego momentu zaczęły się zmiany. Najpierw reklamy, później dodatkowe oferty podczas instalacji, w końcu wersje płatne typu „uTorrent Pro”. Z czasem interfejs napuchł, pojawiły się wyskakujące okna, a stary dobry uTorrent przestał przypominać siebie samego.

Afera z 2015 roku była tylko gwoździem do trumny. Wielu użytkowników odinstalowało program z hukiem, przysięgając, że nigdy do niego nie wróci.
I co? I nic… uTorrent dalej króluje
Mamy 2025 rok. Dziesięć lat po aferze, a mimo to uTorrent wciąż jest najczęściej używanym klientem torrentów na świecie. Dlaczego? Bo ludzie przyzwyczaili się do tego, co znają. Instalują ten sam program od lat i nie zastanawiają się, że są lepsze opcje.
To trochę jak z Internet Explorerem – przez lata był domyślną przeglądarką, chociaż wszyscy wiedzieli, że istnieją szybsze, bezpieczniejsze i nowocześniejsze alternatywy. Przyzwyczajenie bywa silniejsze niż zdrowy rozsądek.
Problem w tym, że trwanie przy uTorrentcie oznacza korzystanie z programu, który nie tylko ma kiepską reputację, ale i obiektywnie przegrywa z konkurencją.
Są lepsze opcje – i to bez reklam
Jeśli korzystasz jeszcze z uTorrenta, naprawdę warto zrobić krok naprzód i spróbować czegoś innego. Na rynku są świetne alternatywy:
qBittorrent – darmowy, open-source, bez reklam i bloatware. To prawdziwy duchowy następca starego uTorrenta sprzed epoki reklam i dziwnych dodatków. Interfejs przypomina klasyczne rozwiązania, więc łatwo się przyzwyczaić, a jednocześnie oferuje sporo opcji dla zaawansowanych użytkowników. Działa stabilnie i szybko.
Deluge – również open-source, lekki i prosty. Ma modularną budowę, dzięki czemu możesz dopasować go do swoich potrzeb poprzez system wtyczek. Chcesz minimalistycznego klienta? Proszę bardzo. Potrzebujesz rozbudowanych opcji? Też się da.
Oba programy mają to, czego brakuje uTorrentowi: przejrzystość, brak śmieciowych dodatków i uczciwość wobec użytkownika.
Jak szukasz jeszze innych alternatyw, to powinieneś zainteresować się tym wpisem w którym wymieniłem aż 9 klientów tej sieci.
Dlaczego warto się przerzucić?
Wyobraź sobie, że od lat jeździsz starym samochodem, który kiedyś był niezawodny, ale teraz rdzewieje, psuje się i w dodatku śmierdzi w środku. I choć wszyscy mówią Ci, że za darmo możesz dostać nowy model – czysty, wygodny, szybszy – Ty dalej upierasz się przy gruchocie, bo „tak zawsze było”.
Tak właśnie wygląda korzystanie z uTorrenta w 2025 roku. Jasne, da się. Ale po co? Skoro masz pod ręką qBittorrenta i Deluge, które działają lepiej, są bezpieczniejsze i nie wciskają Ci żadnych koparek kryptowalut, to naprawdę nie ma powodu, żeby tkwić w przeszłości.
Podsumowanie
Minęło dziesięć lat od największego skandalu w historii uTorrenta, a mimo to program dalej jest najczęściej używanym klientem torrentów. To pokazuje, jak silne bywa przyzwyczajenie. Ale jeśli cenisz swój komputer, swoje nerwy i swój czas, naprawdę warto zrobić krok naprzód. qBittorrent i Deluge to świetne alternatywy, które udowadniają, że można mieć szybki, stabilny i darmowy klient – bez reklam i szemranych dodatków.
Spróbuj, a gwarantuję, że nie pożałujesz.
A Ty? Wciąż tkwisz w uTorrentcie z przyzwyczajenia, czy już dawno przerzuciłeś się na coś nowego? Daj znać w komentarzu – ciekaw jestem, ilu z Was pamięta tamtą aferę i jak zmieniła Wasze podejście do programów, którym powierzamy swoje komputery.
