Bethesda, czy wy tam w Rockville macie kalendarz z lat 2015? Bo wygląda na to, że czas zatrzymał się dla was dekadę temu, a zamiast dać nam prawdziwego następcę Fallouta 4, znowu odgrzewacie kotlety. Serio, ile razy można podgrzewać tę samą zupę postapokaliptyczną? Fallout 4 Anniversary Edition? To brzmi jak desperacka próba przypomnienia światu, że Bethesda jeszcze istnieje.
Wyobraźcie sobie: minęło 10 lat od premiery Fallouta 4, tej gry, która miała być rewolucją, a skończyła na byciu solidnym, ale trochę nudnawym sandboxem z supermutantami i Pip-Boyem, który bardziej przypomina smartwatcha z Aliexpress niż narzędzie służące do przetrwania. A Bethesda, zamiast zaskoczyć nas czymś nowym – na przykład Falloutem 5, który obiecywali od czasów, gdy Obama był prezydentem – postanawia świętować urodziny wydając… Anniversary Edition. Brawo! To jak obchodzić dziesiątą rocznicę ślubu, dając żonie tę samą sukienkę, co na weselu, tylko z dodatkowymi naszywkami.
Teraz możesz mieć więcej mikrotransakcji w grze, którą już kupiłeś trzy razy!
No dobra, spójrzmy na to, co tam Bethesda przygotowała w tym „nowym” wydaniu. Pełna wersja gry Fallout 4 – ojej, jakbyśmy jej nie mieli. Dodatek Automatron, w którym budujemy roboty, bo kto nie marzy o tym, by w postapokalipsie zajmować się majsterkowaniem zamiast przetrwaniem. Far Harbor – mgielna wyspa z mutantami i tajemnicami, która była fajna, ale ile razy można tam wracać? Nuka-World, park rozrywki dla raiderów, gdzie czujesz się jak w Disneylandzie po ataku zombie. I te pakiety warsztatowe: Contraptions, Vault-Tec, Wasteland – bo nic nie mówi „innowacja” jak dodawanie pułapek na szczury i wind do bunkrów. A na deser ponad 150 przedmiotów z Creation Club, czyli płatnych modów, które Bethesda kiedyś nazywała „fanowskimi treściami”, ale teraz to ich własny sklepik z bibelotami. Premiera 10 listopada na PC, PS4, PS5, Xbox One i Series X|S. Aha, i wisienka na torcie: wersja na Switch 2.
Ale serio, Bethesda, dlaczego nie dacie nam czegoś świeżego? Zamiast kolejnego remastera Fallouta 4, wolałbym remake dwóch pierwszych części – Fallouta 1 i 2 – w pełnym 3D, ale z zachowanym rzutem izometrycznym. Wyobraźcie sobie: klasyczna, turowa walka, głęboka fabuła, moralne wybory, które naprawdę mają znaczenie, a nie tylko „wybierz stronę i strzelaj”. W 3D izometrycznym, z nowoczesną grafiką, ale bez tego całego budowania osad i zbierania złomu, które w Fallout 4 zamieniło RPG w symulator budowniczego. Fallout 1 i 2 to korzenie serii – mroczne, inteligentne, z humorem czarnym jak smoła po bombie atomowej. A wy co? Znowu wciskacie nam Fallouta 4, nad którym spędziłem już ponad 1000 godzin.
W tym tempie, zanim Bethesda wyda coś nowego, to my, gracze, sami przeżyjemy koniec świata. Wyobraźcie sobie: siedzimy w bunkrze, a na ekranie nadal Fallout 4 Anniversary Edition, bo „hej, to klasyka!”. Nie, dziękuję. Wolę czekać, aż Fallout London zostanie ukończony. Ten mod, robiony przez fanów, przenosi akcję do Londynu – Big Ben w ruinach, mutanty z akcentem cockney, może nawet królowa Elżbieta jako ghul. To brzmi świeżo, kreatywnie, a nie jak kolejny kotlet od Bethesda. Fallout London to dowód, że społeczność modderska jest lepsza w rozwijaniu uniwersum niż sama firma. Bethesda, dajcie sobie siana z Falloutem 4 – niech fani zrobią resztę.
Podsumowując ten ironiczny lament: Fallout 4 Anniversary Edition to szczyt lenistwa. Bethesda, świętujecie 10 lat, ale my, gracze, świętujemy dekadę czekania na coś nowego. Lepiej już dajcie nam remake klasyków, a Falloutowi 4 – emeryturę. Bo inaczej, zanim wyjdzie Fallout 5, to ja założę własny Vault i schowam się przed waszymi remasterami. Amen.
