Miłośnicy klasycznych Falloutów, tych izometrycznych, z ekranami ładowania co trzy kroki i mutantami, którzy brzmią jak połączenie Optimusa Prime’a z wędkarzem po czteropaku – mogą właśnie zetrzeć kurz z pip-boya i otworzyć butelkę Nuka-Coli. Oto bowiem „Fallout: Bakersfield”, fanowski projekt, który od kilku lat żyje sobie w internetowych zakamarkach, nagle jeb – zwiastun! I to taki, że nawet Ochłap zaszczekałby z ekscytacji (gdyby nie był akurat martwy od miny przeciwpiechotnej).
Za całe to zamieszanie odpowiada niejaki Alexander „Red888guns” Berezin, który – i tu uwaga – postanowił zrobić coś absolutnie szalonego: przerobić klasycznego Fallouta 1… na strzelankę FPS. I nie, to nie będzie jakieś bezduszne Call of Duty z mutantami. To będzie totalna konwersja na silniku GZDoom z kopem, mroczne jak bunkier Vault-Tec i brutalne jak spotkanie z Szponem Śmierci bez amunicji.
Nie cały Fallout, tylko mięcho
Jeśli myślałeś, że dostaniesz pełnego Fallouta w wersji FPP, to się grubo mylisz. Bakersfield to taki mały, gnijący kawałek oryginalnego ciasta – konkretnie Necropolis, czyli miasto ghuli, smrodu i dylematów moralnych, które najczęściej kończyły się „a pierdolę, i tak ich wszystkich wystrzelam”. W tym jednym segmencie twórca postanowił opowiedzieć historię na nowo – z walką z bossem, industrialnym klimatem i grafiką tak stylową, że nawet V.A.T.S. by się zawiesił z zachwytu.
To trochę tak, jakby ktoś zrobił nową wersję Final Fantasy VII, ale tylko z Midgarem. Oh wait…
Premiera? 2027. Czyli „kiedyś, jak już dzieci podrosną”
Zanim jednak rzucisz wszystko i zaczniesz polerować myszkę przed premierą, przypominamy – premiera planowana jest dopiero na 2027 rok. Tak, też mamy ochotę wrzasnąć „co kurwa?”, ale spokojnie – dobre rzeczy wymagają czasu. Tym bardziej że Bethesda może w każdej chwili wjechać jak Enklawa do Arroyo i zaorać wszystko prawniczym buldożerem. Oby jednak nie – mod wygląda zbyt dobrze, by skończyć jak kolejny „projekt fanowski zbanowany przez korporację, bo miał więcej serca niż oficjalne DLC”.
Nie tylko Bakersfield – fanowska scena Fallouta nie śpi
Warto też przypomnieć, że „Fallout: Bakersfield” to nie jedyny fanowski projekt, który próbuje tchnąć nowe życie w klasyczne odsłony serii. Jakiś czas temu wspominaliśmy o „Fallout 2 Remake 3D”, ambitnej modyfikacji, której celem jest odtworzenie drugiej części serii w pełnym trójwymiarze, z nowoczesnym podejściem do rozgrywki, ale przy zachowaniu klimatu oryginału. Tam również widać ogrom serca i pasji, jakiej często brakuje w oficjalnych produkcjach. Scena modderska Fallouta to w tej chwili coś więcej niż hobbystyczne dłubanie – to żywa społeczność, która nie tylko pamięta o dziedzictwie serii, ale też rozwija je w kierunkach, o jakich Bethesda chyba już dawno zapomniała.
A gdzie remaki klasyków, pytam grzecznie?
Przy okazji tej całej Bakersfieldowej ekscytacji, pozwólcie, że zapytam: gdzie, do cholery, są remaki Fallouta 1 i 2? Czy naprawdę musimy co roku dostawać tysiące modów, portów na kalkulatory i wersje na lodówki, zamiast jednej, porządnej odświeżonej edycji z interfejsem, który nie wygląda jak z Windowsa 95 po trzech zawałach?
No nic. Jak to w Falloutach – nadzieja umiera ostatnia. Ale zanim zdechnie, może warto odpalić GZDooma i zobaczyć, jak mogłaby wyglądać przyszłość serii… gdyby rządziła nią pasja, a nie Excel.
Trailer możecie obejrzeć np. tutaj.
A wy? Co sądzicie o takich fanowskich inicjatywach?
Czy tego właśnie potrzebuje seria Fallout? Oddolnych projektów z pasją, klimatem i bez lootboxów? Dajcie znać w komentarzach, co myślicie o Fallout: Bakersfield i innych tego typu fanowskich tworach. Czy takie mody to dla was tylko ciekawostka, czy może prawdziwy ratunek dla ducha starych Falloutów? A może wolicie klasykę w oryginale i żadna strzelanka na silniku GZDoom nie zastąpi wam izometrycznych dialogów z karawanami? Piszcie śmiało – chętnie poznamy wasze opinie!



