Wyobraźcie sobie: Mario, ten dawny skoczek po grzybach, bohater Królestwa Grzybów, nagle wygląda jak Marian spod osiedlowego sklepiku z piwem „U Zbyszka”. Czapka przekrzywiona, wąsy jak szczotka do kibla po imprezie, policzki opuchnięte od niejednej małpki (a kolor podkrążonych oczu? Fioletowo-granatowy, świadectwo epickich sesji przy denaturacie!)
Ba! Nawet podobnie się ubiera – zero elegancji, pełna improwizacja z lumpeksu. „It’s-a me, ale po sylwestrze 2026!” – zdaje się mrugać ten zmarnowany hydraulik. Licencja Nintendo? Zapomnijcie…
Mario 65 to czysty, głupi timewaster na 5 minut (albo 5 godzin, bo uzależnia jak browar o 3 nad ranem). Ale jaki twist! Ten zestarzały Mario to majstersztyk modelowania (dzięki Stockhausowi ze Sketchfab). Wygląda jak po emeryturze: oczy szkliste od wspomnień o gwiazdach, skóra luźna jak portfel po wypłacie.
Naszym jedynym zadaniem jest rozciągnięcie jego przepitego ryja w totalnie absurdalny portret…
Rozciągnij mu policzki – i voilà, masz Mariana po przepiciu, z nozdrzami jak tunele metra! Ciągnij za uszy – dostajesz uszatego potwora, gotowego na casting do „Chłopaki do wzięcia”
I o to w tym wszystkim chodzi 🙂
„Gra” działa na WebGPU (Czyli na Firefox może dostać zadyszki…), zero lagu, czysta radocha. Idealna na przerwę w pracy – zamiast scrollować kocie memy, deformuj legendę!
Mario 65 dostępne jest pod tym linkiem.

