Zanim mnie, kurwa, szlag trafi i ciśnienie rozjebie mi łeb, powiedzmy to wprost: Superman 64 to nie gra. To jebana kara boska, cyfrowy pierdolnik, który powinien być pokazywany dzieciakom w szkołach jako przykład, jak NIE robić NICZEGO w życiu. To gówno wymieszane patykiem, które sprawia, że nawet największy fan Człowieka ze Stali ma ochotę wyć z rozpaczy i rzucić konsolą o ścianę.
Wiesz, co zrobiłem, zanim usiadłem to pisać? Odpaliłem neta, przegrzebałem fora, archiwa, a nawet jakieś zagrzybiałe francuskie blogi z 2001 roku, żeby znaleźć CHOĆ JEDNĄ POZYTYWNĄ OPINIĘ o tym gównie. I co? Gówno. Szybciej kupisz pierdolony kryptonit na darkwebie, niż znajdziesz człowieka, który powie, że to coś mu się podobało. Nawet Lex Luthor, ten skurwiel, nie wymyśliłby bardziej wkurwiającej tortury.
To nie jest gra. To parodia gry, jakby ktoś wziął pomysł na Supermana, zjadł go, przetrawił i wysrał w formie kodu źródłowego, a potem wrzasnął: „ZROBIONE, PANIE PRODUCENCIE! PAKUJEMY TO NA PÓŁKI!” I nikt – KURWA NIKT – nie powiedział: „Ej, może nie róbmy z ludzi debili?”. Nie, zamiast tego wypuścili to gówno na świat, jakby chcieli nas wszystkich upokorzyć.
Gameplay? HAHAHA, kurwa, lepiej oglądać schnącą farbę na ścianie, bo przynajmniej nie wkurwia tak bardzo. Latasz przez obręcze jak jebany delfin w SeaWorldzie, a gra nawet nie pozwala ci robić nic innego. Żadnych epickich walk, żadnej obrony Metropolis – tylko latanie jak debil przez hula hop, które chyba zaprojektował ktoś na kwasie. Misja ratunkowa? Serio, to brzmi jak tłumaczenie dziecka, które rozbiło szybę i mówi, że to „magiczny ptak” ją rozwalił.
Grafika? Wygląda, jakby Nintendo 64 dostało udaru i puściło pawia przez wejście wideo. Szara, rozmazana zupa pikseli, gdzie woda wygląda, jakby ktoś się zeszczał na ekran, a tekstury zapomniały, że istnieją. Kolory? Chyba tylko w snach developera, który to klecił w piwnicy w Nowym Meksyku, zapominając, że coś takiego jak estetyka w ogóle istnieje.
Sterowanie? O kurwa, próba kontroli tego złoma to jak jazda windą sterowaną zdalnie przez wściekłego szympansa po trzech piwach. Betoniarka by lepiej skręcała. A przeciwnicy? Przepraszam, KURWA JACY PRZECIWNICY? Bo jak dla mnie, walczysz głównie z kamerą, lagiem i własnym żalem istnienia.
Dźwięk? Jakby ktoś podłączył mikser do tostera i puścił to przez megafon w kiblu. A fabuła? Coś tam pierdolą o wirtualnym świecie Lexa Luthora, ale to tak denne, że nawet dziecko by się uśmiało z tego gównianego wyjaśnienia.
I wiesz, co jest najgorsze? To gra o SUPERMANIE, kurwa! Ikonie! Symbolu siły, nadziei i bohaterstwa! A dostajesz jebane „przelatuj przez obręcze albo zdechnij”. To nie jest zła gra. To pierdolony artefakt z innego wymiaru, gdzie logika nie istnieje, a cierpienie jest walutą. Nawet gówno z odpływu ma więcej polotu i sensu.
Jak tylko usłyszałem o nowym filmie o Supermanie – epickim, z efektami, lataniem nad Metropolis – to od razu wróciło to traumatyczne gówno. Superman 64 siedzi w moich zwojach jak kurz po bombie atomowej. To skurwiel, którego chyba sam Lex Luthor zakodował po pijaku, a potem kot wysrał na cartridge i Nintendo 64 postanowiło to wydać. Jak można było wziąć jedną z najpotężniejszych postaci w historii komiksu i wrzucić ją do tego gówna? To nie gra. To jebana cyfrowa katastrofa, której nawet Człowiek Zesrali nie chciałby ocalić.
Nie wiem, kto to dopuścił do sprzedaży, ale powinien dostać zakaz zbliżania się do jakiejkolwiek technologii. Jak można było spojrzeć na to coś i powiedzieć: „No, to wygląda zajebiście, pakujemy to w pudełko”? Nawet E.T. na Atari to przy tym Mass Effect.
Galeria
Podsumowując: Jeśli masz w domu kopię Superman 64, spal ją, zagrzeb, zalej betonem i odetnij się od świata na tydzień. Jeśli jeszcze nie grałeś – trzymaj się od tego z dala, jak od przeterminowanego bigosu z radzieckiej puszki. A jeśli grałeś i masz PTSD – witaj w klubie, bracie. My, ofiary, rozumiemy się bez słów. Jeśli ktoś ci powie, że to „niedoceniana gra z epoki” – wal go klawiaturą, zanim zarażenie się rozprzestrzeni.
Superman 64 to najgorsze, co przydarzyło się interaktywnej rozrywce. Kurwa, to gówno to pomnik ludzkiej porażki. KURWA.
Człowiek ze srali… uwięziony w mgle i pierścieniach

- Kultowy status jako „tak zła, że aż słynna”
- Próba oddania otwartego świata Metropolis
- Możliwość latania jako Superman
- Fatalne sterowanie i fizyka
- Mgła ograniczająca widoczność
- Powtarzalne i frustrujące zadania (pierścienie)
Jedna z najgorszych gier w historii – frustrująca, niedopracowana, ale zapamiętana przez swoją sławę.











