Wyobraź sobie, że odpalasz starego gruchota z lat 90., który dawno temu zbierał kurz w piwnicy. Oczekujesz klasyki – może kilka plików .txt, parę pirackich mp3 i folder z podpisem „Nie otwierać”. Ale zamiast tego trafiasz na piekielnie mroczną historię obsesji, mizoginii i przemocy, która wciska cię w fotel mocniej niż niejedna hollywoodzka produkcja. Brzmi dziwnie? I bardzo dobrze, bo VILE: Exhumed to gra, która dziwność ma wpisaną w DNA.
Tytuł stworzyła jedna osoba – Cara Cadaver – i zrobiła to tak, że człowiek zastanawia się, jakim cudem Steam wolał pozbyć się perełki niż ją promować. Ale Valve stwierdziło, że gra zawiera „zawartość seksualną z prawdziwymi osobami”… Tyle że nie zawiera. Ani cycka, ani gołej nogi. Zamiast tego dostajemy cyber-horror ubrany w klimaty starych pecetów, gdzie czytamy maile, przeszukujemy fora i krok po kroku odkrywamy koszmarną historię faceta, który obsesyjnie zafiksował się na punkcie aktorki porno.
Im głębiej grzebiemy w tym komputerze, tym robi się gorzej – brutalne wiadomości, chore nagrania, wstrząsające wpisy. Tematy są ciężkie – obsesja, przemoc wobec kobiet, konsekwencje toksycznych fantazji – ale przedstawione tak, że działają na wyobraźnię mocniej niż dosłowne obrazki. To nie jest gra „dla relaksu po pracy”. To doświadczenie, które zostaje z tobą na długo.
I tak, Steam ją wyrzucił, ale Cara nie odpuściła i udostępniła całość za darmo na swojej stronie. Możesz zagrać i jeśli docenisz jej robotę, po prostu wesprzeć ją dobrowolnie.
Podsumowując – VILE: Exhumed to gra, przy której jednocześnie będziesz chciał odwrócić wzrok i nie będziesz w stanie tego zrobić. Niepokojąca, mocna i absolutnie wyjątkowa. A historia jej bana to tylko kolejny dowód, że korporacje potrafią zniszczyć coś wartościowego, zanim w ogóle spróbują to zrozumieć.
Grę możecie pobrać odwiedzając tę stronę.
