Amiga

Lotus III: The Ultimate Challenge (1992)

Są dźwięki, które potrafią cofnąć człowieka o trzydzieści lat w jedną sekundę. Charkot stacji dyskietek, ten krótki zgrzyt głowicy szukającej pierwszych sektorów, a potem pulsująca, syntetyczna muzyka, która wlewała się z głośnika telewizora prosto pod czaszkę. Dla całego pokolenia użytkowników Amigi to właśnie był zapach przygody — i bardzo często prowadził on wprost na asfalt serii Lotus.

Lotus III The Ultimate Challenge 2
Pierwszy raz w „Lotusa 3” zagrałem u kolegi z klatki obok. Jego starszy brat miał Amigę i całą szufladę dyskietek popodpisywanych flamastrem, a my, smarkacze, mogliśmy usiąść do joysticka dopiero wtedy, kiedy on sam miał już dość. Pamiętam, że wracałem potem do domu i przez pół nocy nie mogłem przestać myśleć o tym, jak ten samochód wchodzi w zakręty. To właśnie tak zaczyna się większość historii o grach, które naprawdę zostają z nami na lata — nie od zakupu, lecz od pożyczonego popołudnia u kogoś, kto miał lepszy sprzęt.
W moim domu długo królował Pegasus — ten szary klon z dołączonym pistoletem i kartridżami, na których mieściło się rzekomo 168 gier, z czego grywalnych było może pięć. Dopiero gdy przyniosłem do domu świadectwo z czerwonym paskiem, rodzice zmiękli i tak w domu pojawiła się Amiga 600. Przesiadka z Pegasusa na Amigę była prawdziwym szokiem — w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Nagle wszystko miało głębię kolorów, dźwięk z prawdziwego zdarzenia i płynność, o jakiej na ośmiobitowcu mogłem tylko pomarzyć. A „Lotus 3” był jedną z pierwszych gier, które na niej odpaliłem.
Lotus III The Ultimate Challenge 3
Za serią Lotus stało brytyjskie studio Magnetic Fields, a konkretnie duet Shaun Southern i Andrew Morris — autorzy odpowiedzialni za amigowe oryginały wszystkich trzech części. Wydawcą było Gremlin Graphics, firma, która w tamtych latach miała wyjątkowy nos do gier szybkich, efektownych i przyjaznych dla dwóch graczy przy jednym telewizorze. „Lotus III: The Ultimate Challenge” ukazał się w 1992 roku jako trzecia i zarazem ostatnia część cyklu.
Pomysł na „trójkę” był prosty, ale sprytny: zamiast wymyślać wszystko od nowa, twórcy połączyli to, co najlepsze w obu poprzednich odsłonach. Z pierwszego Lotusa wzięli klasyczne wyścigi z rywalami, z dwójki — arcadowe wyścigi z czasem i bogactwo scenerii. Do tego dorzucili coś, co odróżniało grę od konkurencji: system RECS, czyli Racing Environment Construction Set, pozwalający tworzyć własne trasy. Ścieżkę dźwiękową skomponował Patrick Phelan, a w grze ukryto nawet bonusową produkcję — odświeżoną wersję starej gry POD tych samych autorów, dostępną po wpisaniu hasła „CU AMIGA”. Warto pamiętać, że amigowe wersje wszystkich części serii wyszły spod ręki tego samego, niewielkiego zespołu — a mimo to przez kilka lat potrafiły dyktować tempo całemu gatunkowi wyścigówek na tej platformie.
Lotus III The Ultimate Challenge 5
Wizualnie „Lotus III” trzyma się sprawdzonej formuly: kamera za samochodem, droga uciekająca ku horyzontowi i bocznice pełne drzew, słupów oraz reklam migających po bokach ekranu. Sporą część grafik gra odziedziczyła po „Lotusie 2”, ale dorzucono też nowe scenerie. Obok znanej już mgły, deszczu, śniegu, bagien i autostrady pojawiły się górskie serpentyny z przepaścią po jednej stronie oraz futurystyczny tor w kratę, na którym trzeba uważać na działa laserowe i wielkie magnesy szarpiące autem na boki.
Pamiętam, że pierwsze, co mnie uderzyło, to poczucie pędu — krawędzie drogi rozmywały się tak, że naprawdę miałem wrażenie, iż siedzę za kierownicą. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że nie wszystko zestarzało się równie dobrze. Część graczy już wtedy narzekała na nierówny płynność animacji i na te kontrowersyjne odcinki w kratę, które wyglądały efektownie, ale dzieliły fanów. Mimo to całość prezentowała się solidnie i kolorowo — jak na amigowe standardy z 1992 roku było to wciąż mocne uderzenie.
Lotus III The Ultimate Challenge 6
Sercem gry są dwa tryby. W pierwszym ścigamy się z dziewiętnastoma komputerowymi rywalami, których obdarzono żartobliwymi nazwiskami — w stawce znajdziemy choćby Alaina Phosphate’a czy Crash-Harda Bangera. W drugim walczymy wyłącznie z czasem, dobijając do kolejnych punktów kontrolnych. W sumie do wyboru jest aż trzynaście typów wyścigów, od nocnych przejazdów po odcinki z robotami drogowymi.
Nowością był trzeci samochód. Tam, gdzie wcześniej mieliśmy Esprit i Elana, teraz dochodzi futurystyczny, koncepcyjny Lotus M200 — i to gracz decyduje, którym autem ruszy na tor. Każdym można jeździć na skrzyni manualnej lub automatycznej, sterując joystickiem albo klawiaturą. Wrócił też tryb dla dwóch osób na podzielonym ekranie, czyli to, co w serii kochano najbardziej.
Prawdziwą koroną całości pozostaje jednak RECS. Edytor pozwalał składać własne trasy z gotowych elementów, a liczba możliwych kombinacji szła teoretycznie w miliony. To była rzecz wyprzedzająca swoje czasy — w 1992 roku oddanie graczowi narzędzia do projektowania torów brzmiało niemal jak science fiction. Sam potrafiłem przesiedzieć w tym edytorze całe popołudnie, budując absurdalnie kręte trasy tylko po to, żeby sprawdzić, czy M200 zdoła je w ogóle pokonać.
Co istotne, gra zachowała tę charakterystyczną dla serii lekkość. Nie była symulatorem — auta prowadziło się intuicyjnie, kolizje wybaczały więcej, niż wybaczyłaby prawdziwa fizyka, a wejście w zakręt z poślizgiem dawało frajdę już po kilku minutach. To była zręcznościówka w najlepszym wydaniu: łatwa do opanowania, trudna do odłożenia.
Lotus III The Ultimate Challenge 7
Lotus nie był serią, która musiała się dopiero przedstawiać. Pierwsza część zachwyciła prasę poczuciem prędkości i trybem dla dwóch graczy, a oceny obu poprzednich odsłon oscylowały zwykle w okolicach osiemdziesięciu–dziewięćdziesięciu procent. Kiedy więc zapowiedziano „trójkę”, towarzyszyło jej spore oczekiwanie — to nie była niespodzianka, lecz wyczekiwany finał uznanego cyklu.
Z tym wiązało się jednak ryzyko. Część graczy bała się, że „Lotus III” okaże się jedynie odgrzaną dwójką z nową naklejką. Magnetic Fields musiało więc udowodnić, że ma jeszcze coś do powiedzenia — i właśnie dlatego tak mocno postawiło na RECS oraz na połączenie obu wcześniejszych formuł rozgrywki.

Po premierze gra spotkała się z przyjęciem ciepłym, choć nie pozbawionym zastrzeżeń. Uśredniona ocena krytyków oscylowała w okolicach siedemdziesięciu sześciu procent. Chwalono przede wszystkim edytor tras i przyjemny model prowadzenia auta, ale pojawiały się też głosy, że to wciąż „więcej tego samego”, narzekano na płynność i na wspomniane odcinki w kratę. Amigowa prasa potrafiła ująć to wprost — w jednej z recenzji padło stwierdzenie, że czas Lotusa po prostu minął.
Mimo tych uwag gra na trwałe zapisała się w historii Amigi. W 1994 roku wszystkie trzy części trafiły na konsolę Amiga CD32 jako „The Classic Lotus Trilogy”, co utrwaliło status serii jako jednej z definiujących wyścigówek tej platformy. Dla wielu graczy to właśnie Lotus, obok kilku innych tytułów, był synonimem wyścigów przy jednym telewizorze, na podzielonym ekranie, z bratem albo kolegą szarpiącym drugi joystick.
Z perspektywy lat widać też, jak ważny był pomysł na RECS. W czasach, gdy o treściach tworzonych przez graczy nikt jeszcze poważnie nie mówił, Magnetic Fields dało odbiorcom narzędzie do projektowania własnych tras. To podejście — choć w prostej formie — wyprzedzało trend, który w pełni rozkwitł dopiero wiele lat później. „Lotus III” bywa więc pamiętany nie tylko jako finał serii, ale i jako jeden z tych tytułów, które oddawały trochę kreatywnej władzy w ręce gracza.

Podsumowanko

„Lotus III: The Ultimate Challenge” nie jest może najlepiej ocenianą częścią serii — wielu fanów do dziś broni tezy, że oryginał był szybszy i bardziej spójny. Ale to właśnie „trójka” najpełniej pokazuje, czym były wyścigówki tamtej epoki: prostą, czytelną zabawą, w której liczyły się refleks, dobra muzyka i kumpel obok na kanapie. Dziś, kiedy odpalam ją na emulatorze, znów słyszę ten sam syntezatorowy motyw, który kiedyś dudnił u kolegi na podwórku — i przez chwilę naprawdę mam znowu dziesięć lat.
Może właśnie na tym polega magia tych starych gier. Nie chodzi o liczbę klatek na sekundę ani o rozdzielczość. Chodzi o to, że potrafią przenieść nas do czasu, w którym świat był prostszy, a największym wyzwaniem było wyprzedzenie Crash-Harda Bangera na ostatnim zakręcie.

5 ciekawostek

• W amigowej wersji ukryto bonusową grę — odświeżoną wersję starej produkcji POD autorstwa Southerna i Morrisa — którą odblokowuje się hasłem „CU AMIGA”.
• System RECS pozwalał teoretycznie stworzyć miliony różnych tras i został później wykorzystany ponownie w innej grze Magnetic Fields, „International Rally Championship”.
• Komputerowi rywale nosili żartobliwe nazwiska, takie jak Alain Phosphate czy Crash-Hard Banger — drobny, ale uroczy przykład poczucia humoru twórców.
• Ścieżka dźwiękowa Patricka Phelana zyskała taką popularność, że doczekała się wielu współczesnych remiksów krążących wśród fanów retro.
• Gra ukazała się też poza Amigą: na Atari ST (1992), w wersji na Mega Drive funkcjonowała jako „Lotus II: RECS” lub po prostu „Lotus II”, a port na DOS z 1993 roku nosił tytuł „Lotus: The Ultimate Challenge”. W 1994 roku cała trójka trafiła na Amiga CD32 jako „The Classic Lotus Trilogy”.

A jak to było u Was? Ścigaliście się w „Lotusa” na podzielonym ekranie, traciliście godziny w edytorze RECS, a może to właśnie ta gra była jedną z pierwszych na Waszej Amidze? Dajcie znać w komentarzach — chętnie poczytam Wasze wyścigowe wspomnienia.

7.7
Dobra
Lotus III: The Ultimate Challenge

Pędzisz Lotusem 300 km/h, omijasz ciężarówki z dokładnością chirurga i zastanawiasz się, dlaczego nikt jeszcze nie zamknął tej drogi.

🕹 Magnetic Fields📅 1992ok. 3–6 godzin
Ocena czytelników
Bądź pierwszy!
Lotus III: The Ultimate Challenge
Grafika8
Muzyka7
Gameplay8
Plusy
  • Rewelacyjny model jazdy łączący arcade z odrobiną realizmu
  • Świetny tryb dla dwóch graczy na jednym ekranie
  • Edytor tras znacząco wydłużający żywotność gry
Minusy
  • Przeciwnicy AI bywają schematyczni
  • Niewielka liczba samochodów do wyboru
  • W porównaniu z późniejszymi wyścigami oprawa jest już mocno archaiczna
Podsumowanie

Jedna z najlepszych gier wyścigowych pierwszej połowy lat 90. Szybka, niezwykle grywalna i do dziś uznawana za klasykę Amigi oraz DOS-a

Może cię zainteresować:

Polacy nie gęsi: Prawo Krwi (1995)

Kabson

Wild West C.O.W.-Boys of Moo Mesa (1992)

Kabson

Three Eyes Boy (1992)

Emumaniak

Moon Crystal (1992)

Emumaniak

Home Alone 2: Lost in New York (1992)

Kabson

Dark Seed (1992)

Kabson

Zostaw komentarz