Die Hard, znany w Polsce jako Szklana pułapka, to jeden z najlepszych filmów, jakie miałem okazję obejrzeć w swoim życiu. To perfekcyjne połączenie akcji, napięcia i charyzmatycznego bohatera, który z miejsca stał się ikoną kina sensacyjnego. Co prawda, moim zdaniem po trzeciej części cała seria zaczęła tracić swój urok (choć zdarzały się drobne wyjątki), ale sam koncept oraz postać Johna McClane’a aż prosiły się o przeniesienie do świata gier wideo.
Niestety, seria Die Hard nigdy nie miała szczęścia do gier – choć podejść było kilka, żadne z nich nie zdołało w pełni uchwycić klimatu i dynamiki filmowego pierwowzoru. Czy Die Hard: Vendetta wyłamuje się z tego schematu? Cóż, twórcy mieli dobre intencje, ale wykonanie pozostawia sporo do życzenia.
Fabuła
Die Hard: Vendetta jest bezpośrednią kontynuacją filmu „Szklana pułapka 3” i dzieje się pięć lat po wydarzeniach z filmu. John McClane siedzi w domu, oglądając prezentację obrazu z ekspedycji południowoamerykańskiej autorstwa Pieta Grubera, syna Hansa Grubera. W trakcie wystawy dochodzi do napadu, a jego córka Lucy zostaje wzięta za zakładniczkę. McClane rusza na pomoc, ale szybko zostaje wciągnięty w spisek znacznie bardziej skomplikowany niż zwykły rabunek dzieł sztuki.
Historia nie jest tylko prostą zapchajdziurą na początek gry. Po każdym poziomie raczą nas przerywniki filmowe, a podczas misji odbywają się rozmowy, które rozwijają fabułę. Choć fabuła nie jest w żaden sposób odkrywcza, przynajmniej jest interesująca, głównie dzięki wiernemu oddaniu charakteru Johna McClane’a. McClane to zarozumiały facet, gotów wyśmiewać złoczyńców, ale także współczujący niewinnym ofiarom, kiedy trzeba. Scenariusz pełen jest przekleństw, nie ma tutaj cenzury. Dialogi są czasami infantylne, ale wolę je od nudnych, pozbawionych życia dialogów w innych grach. Niestety, w grze nie zobaczymy Bruce Willis’a, ale jego zastępca, Dave Wittenberg, spisuje się tutaj znakomicie, a razem z Reginaldem Vel Johnsonem nadając grze filmowego harakteru.
Rozgrywka
W przeciwieństwie do Die Hard Trilogy wydanej na PlayStation i Saturnie, Die Hard: Vendetta to strzelanka z pierwszej osoby, a nie miks kilku gatunków. Niemniej jednak, w dobie gier takich jak Half Life czy Halo, pod względem mechaniki jest bardziej zróżnicowana niż przeciętny FPS. Obszerne szkolenie w pierwszym poziomie wprowadza nas we wszystkie mechaniki gry, w tym skradanie się, rozbrajanie bomb oraz branie zakładników. Skradanie się to kluczowy element gry, ponieważ prawie każda misja polega na ratowaniu zakładników w okolicy. Często spotkamy kogoś, kto jest trzymany na muszce, a jeśli ruszysz do akcji z bronią w ręku, zostanie zabity. Jednak jeśli podejdziemy ostrożnie, nie dając się usłyszeć, i porwiemy jednego z jego oprawców, pozostali odrzucą broń. Co za miękiszony…
Niestety skradanie się jest dość proste i idiotyczne w praktyce. Wystarczy nacisnąć przycisk, aby unieść broń i przestać wydawać dźwięki. Dzięki temu możemy dosłownie przejść tuż przed wrogiem, a on nic nie zauważy. Ta głupota dotyczy wielu mechanik gry i sprawia, że jest ona frustrująca i często zdarzało mi się na nie kląć pod nosem.
Na całe szczęście, strzelanie w Die Hard: Vendetta zostało zrealizowane solidnie, z dobrze dopracowanym systemem celowania i mechaniką walki. Jedynym problemem jest wściekle agresywna funkcja automatycznego celowania, która jest domyślnie włączona. Na szczęście można ją wyłączyć w opcjach, i radzę to zrobić, ponieważ z wyłączonym namierzaniem gra się znacznie lepiej.
Galeria: Die Hard: Vendetta
Wykonanie
Wykonanie Die Hard: Vendetta jest średnie, szczególnie w kontekście innych gier wydanych w tamtych czasach, gdzie na PlayStation 2 można było znaleźć tytuły lepiej dopracowane. Choć nie jest to katastrofa, to widać, że gra nie wykorzystuje pełni możliwości sprzętu. Tekstury są wyraźne, ale niezbyt szczegółowe, co widać zwłaszcza przy większych scenach czy w bardziej wymagających lokacjach. Udział w tym mają także ograniczone animacje postaci, które nie zawsze wyglądają płynnie.
Z drugiej strony, udźwiękowienie jest solidne – nie mam większych zastrzeżeń. Dialogi są dobrze nagrane, a efekty dźwiękowe pasują do atmosfery gry, chociaż nie ma tu nic nadzwyczajnego. Słychać typowe odgłosy wybuchów, strzałów czy kroków, ale nie ma tu takiej głębi i detali, jak w najlepszych produkcjach z tego okresu. Całość nie rażąca, ale też nie zapadająca w pamięć. Ostatecznie, widać, że gra miała swoje ograniczenia techniczne, ale wciąż oferuje wystarczająco przyzwoitą jakość, by nie zniechęcać graczy do zapoznania się z tytułem.
Die Hard: Vendetta dzisiaj.
Niestety, seria Die Hard nie miała szczęścia do przeniesienia swojej akcji na gry komputerowe, a Die Hard: Vendetta nie jest tutaj wyjątkiem. Gra nie łączy się w całość tak dobrze, jak powinna. Chociaż twórcy zasługują na pochwałę za to, że dali graczowi różnorodne opcje i nie stworzyli kolejnej bezmyślnej strzelanki z pierwszej osoby, to większość elementów mogłaby zostać lepiej dopracowana. W rezultacie, zamiast bawić, gra często frustruje. Nie żałuję przejścia kampanii, ale nie mogę jej polecić z czystym sumieniem. Dobre pomysły z kiepskim wykonaniem – to najlepsze określenie tej produkcji.
Grę możecie uruchomić na emulatorze PlayStation 2 (PCSX2).
Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele padów:- 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
- 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Dziękuję za uwagę i życzę miłego grania !
John McClane wraca – tym razem jako policyjny problem solver

- Klimat filmów „Die Hard” i znany bohater
- Mieszanka strzelania, skradania i gadżetów policyjnych
- Ciekawa fabuła osadzona po wydarzeniach filmowych
- Przeciętna AI przeciwników
- Nierówne sterowanie i kamera
- Momentami powtarzalne misje
FPS z McClanem – klimatyczny i różnorodny, ale technicznie nierówny i przeciętny.










1 komentarz
Moim zdaniem zdecydowanie niedoceniony tytuł. Chociaż Die Hard Arcade znacznie lepsze.