ChatGPT to cudowny wynalazek – potrafi ci napisać list miłosny do teściowej, wiersz o kocie, a nawet ułożyć plan diety. Problem w tym, że czasem ta dieta bardziej przypomina rosyjską ruletkę niż jadłospis z siłowni. Najnowszy przykład? Gość z Nowego Jorku, lat 60, zapytał bota, czym zastąpić sól. Zwykły człowiek spodziewałby się odpowiedzi w stylu: „spróbuj soli morskiej, himalajskiej albo jakiegoś ziółka”. Ale nie – nasz ukochany algorytm postanowił pobawić się w doktora Mengele i rzucił: „weź sobie bromek sodu, będzie zdrowiej”. Efekt? Facet przez trzy miesiące sypał do jedzenia proszek, którym normalnie można by wywoływać zdjęcia z czasów prababci.
No i zaczęło się. Najpierw trochę dziwne sny, potem bezsenność, paranoja i jazdy godne najlepszych odcinków „Z Archiwum X”. Gość był przekonany, że sąsiad podtruwa mu bigos. W końcu trafił do szpitala, gdzie lekarze powiedzieli: „Gratulacje, panie Janusz, właśnie wrócił pan z XIX wieku z chorobą, której nikt od dawna nie widział – bromizm!”. Tak, bromizm, czyli zatrucie bromem – stan tak rzadki, że pewnie większość lekarzy zna go tylko z podręcznika, a teraz mieli okazję zobaczyć eksponat na żywo.
Historia była na tyle kuriozalna, że trafiła do poważnego pisma medycznego Annals of Internal Medicine. Badacze sprawdzili też, czy faktycznie ChatGPT doradza takie cudeńka i… no cóż, potwierdzili. Bot z kamienną twarzą nadal polecał bromek jako zdrową alternatywę dla soli. Zero ostrzeżenia, żadnego „ej, może jednak nie wpierdalaj chemii, która robi z ludzi zombie”. Po prostu: „smacznego!”.
I teraz najlepsze – ten przypadek pokazuje, że AI to spoko narzędzie, dopóki pytasz o memy, tłumaczenia albo jak zainstalować Windowsa na lodówce. Ale kiedy zaczynasz traktować je jak dietetyka, lekarza czy terapeutę, to możesz skończyć z halucynacjami, zamiast z płaskim brzuchem. Bo sztuczna inteligencja to nie doktor House – ona nie doda na końcu „to nigdy nie jest lupus”. Ona po prostu dorzuci ci truciznę z internetowego sklepu i pójdzie w cholerę.
Morał z tej opowieści jest prosty: sól to sól, lekarz to lekarz, a ChatGPT to co najwyżej kolega od memów. Więc jak następnym razem zapytasz algorytm, czym przyprawić obiad, to zastanów się dwa razy, czy chcesz skończyć na oddziale psychiatrycznym, czy jednak w kuchni z normalnym schabowym.
A teraz wasza kolej – piszcie w komentarzach, czy wy też próbowaliście „genialnych porad” od AI, które prawie wysłały was do piachu. Bo jeśli ktoś kiedyś zaprawił zupę płynem do spryskiwaczy, bo chatbot polecił – to ja chcę tę historię przeczytać!
