Kiedy wydaje ci się, że w świecie retro widziałeś już wszystko, pojawia się ktoś taki jak MaSaKee i rozwala system. Ten modder postanowił połączyć dwa światy Nintendo w sposób, o którym nikt z nas nawet nie śnił: upchnął wnętrzności Game Boya Micro do kontrolera od Nintendo 64. Efekt? Prawdziwa bomba nostalgii i technicznego kunsztu, która sprawia, że masz ochotę klaskać i krzyczeć „Nintendo, czemu tego nigdy nie zrobiliście?!”.
Ekran w samym sercu pada
Zacznijmy od wyglądu. Tam, gdzie kiedyś widniało dumnie logo Nintendo, teraz siedzi 2-calowy ekran z Game Boya Micro. I to nie byle jak – ostre, kolorowe, podświetlane LCD w samym centrum kontrolera. Wygląda to tak naturalnie, że można by pomyśleć, iż to oficjalny projekt z Kioto.
To rozwiązanie nie tylko wygląda pięknie, ale też rozwiązuje największy problem Micro: jego mikroskopijne rozmiary. Teraz całość wylądowała w znacznie wygodniejszym, dobrze leżącym w dłoniach korpusie N64. Ergonomia +100!
Sterowanie jak marzenie
MaSaKee nie poszedł na łatwiznę. Każdy przycisk ma tu swoje nowe życie:
- D-pad i analog – oba mogą służyć do sterowania. Wybierasz, co ci bardziej pasuje.
- A i B – klasyka GBA w czystej postaci.
- L i R – działają jak oryginalne triggery.
- Start – pozostaje Startem.
- Z – sprytnie zamienione w przycisk Select.
- A te legendarne żółte C-Buttons? Teraz kontrolują jasność ekranu i głośność! Brzmi banalnie, ale to w praktyce jedna z najbardziej genialnych funkcji, jakie można było wymyślić.
Koniec z bateriami – witaj USB-C
Zasilanie to też majstersztyk. Nie bawimy się już w wymienianie baterii AAA, jak w oryginale. Tutaj mamy akumulator ładowany przez USB-C, czyli pełen komfort XXI wieku w opakowaniu retro.
I najlepszy smaczek: slot na kartridże GBA w porcie pamięci N64. Wygląda to tak naturalnie, że aż dziw, że Nintendo nigdy nie poszło tą drogą.
Audio na wypasie
Masz ochotę grać po cichu? Gniazdo słuchawkowe siedzi z tyłu. Wolisz poczuć klimat mono? Otwory głośnika umieszczono na uchwycie od analoga. Wszystko przemyślane tak, żeby nie zepsuć ani wyglądu, ani wygody.
Wnętrze, które robi wrażenie
Najlepsze w tym projekcie dzieje się wewnątrz. MaSaKee nie rozwalił drugiego Game Boya Micro, żeby posklejać wszystko na gorący klej. Zamiast tego wykorzystał płytki PCB ze starego DMG (oryginalnego Game Boya), zmodyfikował je i dopasował do wnętrza kontrolera N64.
Nawet analog podłączył w sposób godny inżyniera – podpiął go bezpośrednio do płyty, bez kombinowania z opornikami. To już nie jest zwykły mod, to prawdziwa inżynierska sztuka.
Ten projekt to coś więcej niż tylko ciekawostka. To połączenie dwóch epok Nintendo – dzikiej kreatywności lat 90. i złotej ery handheldów z początku XXI wieku.
Gdyby Nintendo samo coś takiego wypuściło w czasach świetności GBA, to konsole sprzedawałyby się szybciej niż hot-dogi pod stadionem.
A dziś? Dzięki takim ludziom jak MaSaKee możemy zobaczyć, jak mogłaby wyglądać alternatywna historia gamingu. I trzeba przyznać – wygląda zajebiście.


