Pamiętacie jeszcze Duke Nukem Forever? Tę grę, która miała ukazać się w 1998 roku, a ostatecznie wyszła dopiero w 2011 – po tylu latach, że pierwsi fani zdążyli założyć rodziny, a ich dzieci też już czekały na premierę? Cóż, wygląda na to, że Rockstar Games postanowił powtórzyć ten legendarny wyczyn. Mamy bowiem drugą w historii gamingu epopeję pod tytułem „premiera przesunięta po raz enty”.
Studio właśnie ogłosiło, że długo wyczekiwane Grand Theft Auto VI ponownie zalicza obsuwę. Najpierw celowali w 2025 rok, potem mówiono o maju 2026, a teraz… tadam! – nowa data to 19 listopada 2026 roku. Czyli jeszcze „tylko” trochę ponad rok po planie. Ale wiecie, jak to jest – „jeszcze troszkę” w języku Rockstara może oznaczać wszystko, od kilku miesięcy po całą dekadę.
W oficjalnym komunikacie studio napisało:
„Przepraszamy za dodatkowe miesiące oczekiwania, ale to pozwoli nam dopracować grę na poziom, jakiego oczekujecie i na jaki zasługujecie.”
Taaak, jasne. Fani czytając to, mogli tylko przewrócić oczami.
W sieci natychmiast ruszyła lawina memów i żartów – jeden z najpopularniejszych mówi, że GTA 6 to wcale nie Grand Theft Auto, tylko „Gdzie Ta Aplikacja”. I trudno się dziwić – przecież odkąd Rockstar pokazał pierwszy zwiastun, internet żyje w nieustannym stanie „hype’u połączonego z rozczarowaniem”.
Co ciekawe, cała branża już reaguje na to przesunięcie. Inni wydawcy wolą odsunąć swoje premiery, by nie wchodzić w drogę tej nadciągającej maszynie do zarabiania miliardów. Bo kto chciałby ryzykować wydanie swojej gry w tym samym czasie, co kontynuacja tytułu, który sprzedał się w prawie 200 milionach egzemplarzy?
W międzyczasie Rockstar mierzy się też z własnymi problemami. W sieci zawrzało po doniesieniach o tzw. union bustingu, czyli utrudnianiu pracownikom zakładania związków zawodowych. Firma broni się, tłumacząc, że chodziło o wycieki informacji o GTA 6. Jednak wielu fanów nie ma złudzeń – pracownicy mogli po prostu pęknąć po latach pracy nad grą, która zdaje się nigdy nie mieć końca.
Na ten moment Grand Theft Auto VI ma trafić wyłącznie na PlayStation 5 i Xbox Series X|S. Gracze PC tradycyjnie mogą szykować popcorn i cierpliwość – ich wersja pewnie pojawi się rok, a może i dwa później.
Ale wiecie co? Pewnie będę w opozycji do całego tego narzekania, ale… ja się cieszę z tego przesunięcia! Serio. Powód? Bardzo prozaiczny, ale zrozumie mnie każdy, kto gra nie tylko dla samej gry, ale też dla klimatu. Gram przez cały rok bez przerw, ale okres październik–marzec to dla mnie absolutny szczyt sezonu gamingowego. Dni są krótsze, na zewnątrz chłód, szarość, deszcz, a czasem śnieg – idealne tło do wtopienia się w wirtualny świat. Nie od dziś wiadomo, że najlepsza pogoda na granie to ta, gdy za oknem ponuro, a jedyne światło to to z monitora lub telewizora.
Dlatego przesunięcie GTA 6 z wiosny na listopad to dla mnie strzał w dziesiątkę. Koniec maja to już początek lata – grill, urlopy, rower, długie dni, ogólnie zero klimatu do siedzenia przy konsoli. A listopad? To właśnie wtedy zaczyna się prawdziwy „sezon gracza”. Ciemno, zimno, mokro – i wtedy Rockstar planuje zrzucić na nas nową dawkę zbrodni, pościgów i szaleństwa w Vice City. Idealny timing!
A Ty? Nadal trzymasz się nadziei, że tym razem naprawdę zagramy w listopadzie 2026? A może już machnąłeś ręką i wolisz poczekać bez emocji, aż Rockstar sam przypomni Ci, że gra w ogóle istnieje? Daj znać w komentarzach, jak długo już czekasz i czy wciąż masz zapał do powrotu do słonecznego, neonowego Vice City.
A jeśli chcesz jakoś umilić sobie ten czas, zanim Rockstar raczy nas premierą, zajrzyj do naszych wpisów o modyfikacjach do serii GTA – od klasycznego San Andreas po GTA V. Kto wie, może znajdziesz coś, co pozwoli Ci poczuć ten klimat wcześniej. Bo jakby nie patrzeć – zanim dostaniemy GTA 6, to właśnie społeczność modderów trzyma ten świat przy życiu.
