Ach, te stare dobre czasy, kiedy świat wydawał się prostszy, a największą przygodą było wciśnięcie kartridża do konsoli NES i zanurzenie się w pikselowym uniwersum. Pamiętam, jak Wacky Races stała się jedną z tych perełek, które na zawsze zapisały się w moim sercu jako jedna z najlepszych platformówek, w jakie grałem na tej 8-bitowej maszynce. Obok Tiny Toon Adventures, z jej szaloną dynamiką i kolorowymi poziomami, oraz Felix The Cat, gdzie ten sprytny kot przemykał przez świat pełen pułapek z taką gracją, Wacky Races wyróżniała się czymś unikalnym – mieszanką humoru z kreskówki Hanna-Barbera i tej czystej, nieskrępowanej radości z skakania po platformach.
Wacky Races przenosiła mnie prosto do świata tych szalonych wyścigów z kreskówki, którą oglądałem w sobotnie poranki. Gra, wydana w 1991 roku przez Atlus, nie próbowała naśladować dokładnie serialu – zamiast wyścigów samochodowych, dostaliśmy platformówkę, gdzie wcielamy się w Muttleya, wiernego psa Dicka Dastardly’ego. Pamiętam, jak po raz pierwszy zobaczyłem tę oprawę graficzną: pikselowe postacie, kolorowe tła, które mimo ograniczeń NES-a tętniły życiem – wszystko narysowane w tym 8-bitowym stylu, gdzie każdy sprite miał swój urok. Muttley z tym swoim charakterystycznym śmiechem, skaczący po platformach, a w tle inni bohaterowie z kreskówki jako bossowie czy przeciwnicy.
Muzyka? Och, to była wisienka na torcie. Te melodyjki, proste, zapętlone, ale tak chwytliwe, że do dziś słyszę je w głowie. Główny motyw, inspirowany tematem z kreskówki, ale zaaranżowany na NES-owe dźwięki. Efekty dźwiękowe: skok Muttleya, ten „boing” przy lądowaniu, śmiech po pokonaniu wroga – wszystko to budowało wspólną całość.
Porównując do innych gier, jak w Super Mario Bros., gdzie muzyka była ikoniczna, ale bardziej uniwersalna, Wacky Races miała ten kreskówkowy sznyt – humorystyczny, lekki, idealnie pasujący do tonu gry.
Mechanika rozgrywki była prosta, ale uzależniająca. Jako Muttley, skakałeś po platformach, unikałeś przeszkód, zbierałeś kości i klejnoty, walczyłeś z wrogami.
Poziomy podzielone na etapy, z bossami na końcu – na przykład walka z Penelope Pitstop czy innymi postaciami.
Trudność? Oj, NES nie rozpieszczał.
Pamiętam, że o ile pierwsze etapy w grze można było przejść bardzo łatwo – ot, kilka prostych, leniwych skoków po zielonych wzgórzach, unikanie ślimaków i ptaków, zbieranie kości leżących dosłownie pod nosem, a na końcu boss, którego pokonywało się trzema bombami z dystansu – to później gra stawała się całkiem wymagająca, zmuszając do korzystania z wszystkich mechanik, i nieraz trzeba było powtarzać cały etap od początku, co budziło we mnie mieszankę wściekłości i determinacji by przejść dalej niż koledzy z podwórka. Najgorsze momenty to te, w których wrogowie dosłownie pojawiają się znikąd – musimy zapamiętać te miejsca, by przy kolejnym podejściu nie wdepnąć w taką „minę”
Galeria
Wacky Races wyróżnia się na tle innych tytułów tym, że jest szczera. Nie udaje niczego więcej, niż jest. Nie próbuje być kolejnym Mario. Jest platformówką z charakterem, z humorem, z wyraźną tożsamością. I właśnie to sprawia, że po latach wciąż chce się do niej wracać.
Pisząc ten tekst, sam się na tym przyłapałem – ponownie ukończyłem Wacky Races. Tym razem nie na wysłużonym Pegasusie, tylko na emulatorze, z wygodą zapisu stanu gry i możliwością przewijania rozgrywki.
Dzięki emulatorowi mogłem cofnąć się o kilka sekund po nieudanym skoku, poprawić błąd, który jako dzieciak oznaczałby koniec sesji i wyłączenie konsoli z wściekłością. Mogłem oszukać czas, który kiedyś był bezlitosny.
Co ciekawe, mimo tych wszystkich udogodnień, Wacky Races wcale nie wydało mi się banalne. Tak, nie było już tak frustrujące jak w latach 90., gdy każdy błąd bolał podwójnie, ale konstrukcja poziomów wciąż potrafiła zaskoczyć. Wciąż wymagała skupienia, zapamiętywania schematów, wyczucia rytmu. Emulator zdjął z gry część okrucieństwa, ale nie odebrał jej charakteru. I to jest chyba najlepszy dowód na to, jak solidnie była zaprojektowana.
Grę bez problemów uruchomicie na jednym z tych emulatorów Pegasusa (NES’a).
Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele padów:- 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
- 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Dziękuję za uwagę i życzę miłego grania !
Ktoś jeszcze pamięta tę ekpię ?

- Kolorowa grafika oddająca klimat kreskówki
- Różnorodne pojazdy i postacie
- Prosta, przystępna rozgrywka
- Szkoda, że taka krótka..
- Frustrujące sterowanie
- Powtarzalne trasy
Klimatyczna, ale wymagająca i momentami frustrująca.











