RETRO

Jak Nintendo przeszło drogę z kart do gry do światowego giganta gier wideo

Premiera Nintendo Entertainment System (NES) była niczym moment, w którym zespół rockowy po latach grania w garażu w końcu wychodzi na wielką scenę i… rozwala system. NES nie tylko tchnął nowe życie w branżę po katastrofalnym krachu w 1983 roku, ale też sprawił, że Nintendo zyskało status globalnego imperium gier. Wraz z mniej znaną, ale równie istotną konsolą Sega SG-1000, rozpoczęła się era 8-bitów – czas pikselowych cudów, które do dziś siedzą w sercach graczy. Ale zanim na ekrany wkroczył Mario, a nazwisko „Nintendo” kojarzyło się z rozrywką, firma przeszła krętą drogę, pełną upadków, długów i nieoczekiwanych zwrotów akcji.

Cofnijmy się więc do Kioto lat 70., gdzie wszystko się zaczęło – a przynajmniej nabrało rozpędu.

Z kart i zabawek w stronę elektroniki

Na długo przed tym, jak dzieciaki zaczęły przyklejać się do telewizorów z padami w dłoniach, Nintendo było firmą od kart do gry hanafuda. Do tego produkowało różne zabawki – czasem udane, czasem niekoniecznie. Ale Hiroshi Yamauchi, ówczesny prezes Nintendo, nie był typowym szefem – miał odwagę, miał wizję, i co najważniejsze: miał nosa do ludzi. A najlepszym jego znaleziskiem był Gunpei Yokoi, inżynier-złota rączka, który stworzył hitową Ultra Hand – mechaniczną, rozciąganą rękę, która sprzedawała się jak świeże bułeczki.

ultra hand

W 1970 roku, podczas spotkania z przedstawicielem firmy Sharp, Yokoi i jego zespół opracowali coś naprawdę przełomowego – elektroniczne pistolety świetlne z serii Cole Senju, które „strzelały” światłem do celów wyposażonych w czujniki. To była jedna z pierwszych zabawek tego typu dostępnych w domach, a japońskie dzieciaki (i ich rodzice) oszalały na jej punkcie. Sprzedano ponad milion egzemplarzy – sukces jak ta lala.

Ale Nintendo nie osiadło na laurach.

Konsola? A co to takiego?

W 1972 roku światło dzienne ujrzała Magnavox Odyssey – pierwsza komercyjna konsola do gier wideo. Nintendo poczuło, że to ich szansa. Firma związała się z Magnavoxem, stworzyła kompatybilne pistolety świetlne i wzięła na siebie dystrybucję Odyssey w Japonii. Dzięki temu Nintendo mogło liznąć świata elektronicznej rozrywki – i posmakowało go z przyjemnością.

Zaraz potem pojawił się kolejny projekt: Laser Clay Shooting System – coś w rodzaju interaktywnej strzelnicy, zbudowanej w opuszczonych kręgielniach. Gracze strzelali do projekcji samolotów i kaczek, a system rejestrował trafienia. Było to jedno z pierwszych podejść Nintendo do stworzenia czegoś na kształt… salonu gier. Pomysł chwycił, a firma zaczęła inwestować duże pieniądze w rozwój. Niestety, wtedy nadszedł kryzys naftowy, który zmiótł projekt z powierzchni ziemi szybciej, niż Nintendo zdążyło się zabezpieczyć finansowo. Długi rosły, a przyszłość wisiała na włosku.

Konsola, a nawet dwie 😉

Na szczęście dla nas (i dla Mario), Nintendo się nie poddało. W 1977 roku wypuścili Color TV-Game 6, a rok później Color TV-Game 15.

Color tv game
Color TV Game 6

Obie konsole były proste jak budowa cepa – oferowały odpowiednio sześć i piętnaście wariacji gry przypominającej Pong. Brak zysków? Owszem. Ale była to cenna lekcja. Firma przekonała się, że potrafi projektować i produkować sprzęt do gier. A to był dopiero początek.

Każdą porażkę przekuwamy w sukces…

Wiele firm w tamtym czasie mogłoby się załamać – kryzys finansowy, nietrafione inwestycje, brak zysków z konsol. Ale Nintendo traktowało każdą porażkę jak trening przed wielkim meczem. Hiroshi Yamauchi wierzył, że jeśli tylko będą iść naprzód, to w końcu uda im się trafić w dziesiątkę. I miał rację. Lata doświadczeń z Cole Senju, Laser Clay i Color TV-Game pozwoliły firmie wykształcić własną filozofię tworzenia rozrywki: wykorzystuj to, co masz – ale kreatywnie.

Gunpei Yokoi ukuł nawet hasło: „Lateral thinking with withered technology” – czyli „myślenie w bok przy użyciu przestarzałej technologii”. Zamiast ścigać się na parametry, Nintendo postawiło na pomysłowość.

Game & Watch: Super Mario Bros.
Game & Watch: Super Mario Bros.

To właśnie dzięki tej filozofii powstał Game & Watch, a później Game Boy – urządzenia, które nie imponowały specyfikacją, ale dawały frajdę większą niż niejeden wypasiony sprzęt.

A potem przyszedł NES…

W 1983 roku, gdy Atari i cała branża zaliczyły potężny krach, Nintendo było gotowe. Już pracowali nad nową konsolą – Famicomem (czyli późniejszym NES-em). Tym razem wszystko miało się udać. I udało się z hukiem.

O historii NES’a już tutaj wspomniałem, więc zapraszam do artykułu.


Podsumowanie? Nintendo nie grało bezpiecznie

Historia Nintendo pokazuje, że sukces nie rodzi się z niczego. Firma popełniała błędy, inwestowała w ślepe uliczki i nie raz balansowała na krawędzi przepaści. Ale każde potknięcie było krokiem naprzód. Każda zabawka, każda konsola, każda decyzja – nawet jeśli na pierwszy rzut oka chybiona – zbliżała firmę do chwili, w której świat usłyszał charakterystyczny dźwięk startującego NES-a.

Nintendo nie wygrało dlatego, że miało lepszy sprzęt. Wygrało, bo miało odwagę próbować. I chyba właśnie dlatego kochamy ich do dziś.

Może cię zainteresować:

The Flintstones: Surprise at Dinosaur Peak (1993)

Kabson

Rockin’ Kats (1991)

Kabson

Dlaczego Contra Force spowalniała jak szalona? Sekrety mapperów w erze 8-bitowców

Emumaniak

Young Indiana Jones Chronicles (1992)

Wściekłe Piksele

Gramy w stare gry za pomocą emulatora Pantheon

Kabson

Денди – rosyjski król 8-bitów. Pegasus zza wschodniej granicy

Emumaniak

Zostaw komentarz