Kurwa, od czego tu zacząć… może od tego, że serial „ALF” to była pierdolona perła lat 80. Uwielbiałem tego futrzastego, sarkastycznego kosmitę bardziej niż chrupki kukurydziane z gratisowym tatuażem. Ale to, co odpierdoliło studio Sega z tą jebaną grą na Master System, to jest zamach na zdrowie psychiczne każdego, kto miał choć raz w życiu pada w ręce. Kto to kurwa puścił na rynek?!
Jak tylko odpaliłem tę grę, wiedziałem, że coś jest nie tak. Już samo menu główne wygląda jakby ktoś wyrzygał kod binarny po trzech dniach rzygania i podłączył to pod konsolę. Ale myślę sobie – hej, to ALF, mój stary ziomek z Melmac, może będzie zabawnie.
CHUJ TAM. Nie będzie zabawnie. Będzie tak, jakby ktoś wsadził ci głowę do kibla, spuścił wodę i krzyczał „TO GRA, KURWA, BAW SIĘ DOBRZE”.
FABUŁA? JAKA FABUŁA ?
ALF szwenda się po jakimś randomowym amerykańskim zadupiu, próbując znaleźć części do swojego statku. Brzmi jak standardowa historia sci-fi? Nie tutaj. Tutaj to bardziej przypomina spacer ćpuna po osiedlu, który zgubił buty i teraz szuka ładowarki do Nokii, żeby zadzwonić po pizzę.
Nie masz żadnych wskazówek. Nie wiesz, gdzie iść. Nie wiesz po co. Nie wiesz nawet, co odpierdalasz. To jakbyś był w escape roomie zaprojektowanym przez epileptycznego orangutana.
STEROWANIE – CHUJOWSZE NIŻ ZUS
Chcesz skoczyć? Zapomnij. Chcesz iść w prawo? Może ci się uda, ale tylko jak gra ma dobry dzień. Czujesz się jakbyś prowadził pijanego karalucha na lodzie, a każdy ruch kończy się dramatem. ALF reaguje na komendy z takim opóźnieniem, jakby były przekazywane przez gołębia pocztowego z upośledzeniem słuchu.
Nie ma precyzji. Nie ma gracji. To jak granie w platformówkę przez kalkulator Casio z przyciskami zrobionymi z ziemniaka.
GRAFIKA – RAK OCZU
Wyobraź sobie, że ktoś postanowił stworzyć grę, mając do dyspozycji tylko trzy kolory, flaszkę bimbru i zero jebanej wyobraźni. To wygląda jak demówka zrobiona przez dziecko, które pierwszy raz dorwało się do klawiatury, ale wcześniej waliło głową w ścianę przez pół godziny.
Postacie wyglądają jak gówno. ALF przypomina krzyżówkę szczura z workiem na śmieci, tła są nudne jak wykład o fotosyntezie w technikum, a wszystko porusza się jakby świat miał 3 FPS-y i kurwicę.
DŹWIĘK – MORDERCZA SYMFONIA DLA UCHA
Jeśli kiedyś słyszałeś dźwięk umierającego modemu 56k, pomnożony przez echo z piekła – to właśnie soundtrack tej gry.
Jeden, jebany, zapętlony motyw, który wbija się w głowę jak wiertło dentystyczne napędzane frustracją. Po 10 minutach chcesz wyjąć głośnik, wsadzić go sobie w dupę i podpalić, żeby nie musieć tego słuchać.
POZIOM TRUDNOŚCI – JAK PŁACENIE PODATKÓW W POLSCE
Masz jedno życie. Jedno pierdolone życie. A na każdym kroku czekają na ciebie śmiercionośne szczury, samochody, wrogowie z dupy i pułapki, które wyglądają jakby były zaprojektowane przez twórców „Dark Souls” na dopalaczach.
Zginiesz, bo się potkniesz o cień.
Zginiesz, bo nie skoczyłeś w piksel idealnie.
Zginiesz, bo gra uznała, że chuj ci w dupę, nie będzie checkpointa.
To nie jest trudność. To sadyzm. I to taki, że Jigsaw z „Piły” by się uśmiechnął i powiedział: „Dobrze, kurwa, dobrze.”
KURWA, PO CO TO W OGÓLE POWSTAŁO?
Jedyne sensowne wytłumaczenie? To była kara. Dla graczy, dla fanów, dla ludzkości. Może Sega miała jakiś zakład, że zrobi najgorszą możliwą grę i ktoś się założył o flaszkę spirytusu. Może to był eksperyment CIA. Może Japończycy mieli nas po prostu dosyć.
Ale wiecie co? To gówno NIE powinno istnieć.
Jestem fanem ALFa. Oglądałem serial, jarałem się jego cynicznym poczuciem humoru, kochałem te teksty, ten klimat lat 80. I co? Sega przyszła, napluł mi w ryj, nasrała w pudełko z grą i powiedziała: „Masz, baw się.”
PODSUMOWANIE
ALF na Master System to nie gra.
To gwałt na marce.
To inwektywa w formie rozrywki.
To elektroniczny rak.
Nie polecam tego nikomu. Nawet największemu wrogowi, temu debilowi spod bloku co sika na rowery. Niech lepiej gra w rzut kamieniem w ścianę, przynajmniej nie umrze od wewnętrznej furii.
Ocena końcowa: -10/10.
Spalić. Zakopać. Zapomnieć.
A potem jeszcze raz spalić.
Zjedz wszystko… i spróbuj nie zwariować
- Obecność kultowej postaci ALF-a
- Otwarta struktura eksploracji
- Różnorodne lokacje i przedmioty
- Bardzo chaotyczna i nieintuicyjna rozgrywka
- Frustrujący poziom trudności
- Słaba oprawa i brak jasnych wskazówek
Chaotyczna i trudna gra z ALF-em – ciekawa, ale frustrująca i mało przyjazna dla gracza.



