Nintendo NES

Battle City (1985)

No to jedziemy z klasykiem, który zna każdy, kto choć raz odpalił Pegasusa po komunii albo wyciągnął kartridż od kuzyna. Battle City. Tak, te jebane pikselowe czołgi z 1985 roku, które wyglądały jakby projektował je uczeń na zajęciach z grafiki komputerowej w przedszkolu, ale rozgrywką robiły takie „bum!”, że można było zapomnieć o całym świecie. Nawet o tym, że stara kazała iść wynieść śmieci.

Battle City

KTO TO STWORZYŁ I KIEDY?

Battle City to dzieło japońskiej ekipy z Namco, którzy w 1985 roku (konkretnie 9 września) wypuścili ten czołgowy rozpierdol na Famicom. Głównym mózgiem za kodem był typek ukrywający się pod ksywą Open-Reach, prawdopodobnie Ryoichi Ohkubo, który zostawił w grze ukrytą wiadomość: „This program was written by Open-Reach who loves Noriko”. Romantyk, kurwa, ale z jajami, bo stworzył grę, która rozjebała pokolenia. Pomagali mu Takefumi Hyodo i Junko Ozawa, którzy później pracowali nad innymi hitami Namco. Gra była ulepszoną wersją arcade’owego Tank Battalion z 1980 roku, ale Battle City to jak przerobienie Malucha na Lambo – niby to samo, a jednak rozpierdol na innym poziomie.

FABUŁA? JAKA KURWA FABUŁA, TO NIE JEBANY SERIAL NA NETFLIXIE!

Battle City

Fabuła w Battle City? Hah, to jakby szukać sensu w życiu po tygodniu na melo bez spania. Nie ma tu żadnego pierdolonego Kratosika, co płacze nad synkiem, ani żadnej Lary Croft, co grzebie w grobowcach za złotym gównem. Masz czołg – kwadratowy jak mentalność Janusza, co parkuje na miejscu dla inwalidów. Twoim zadaniem jest chronić orła, który wygląda, jakby go zaprojektował Mirek z budowy po litrze samogonu i trzech kreskach. Wrogowie? Horda debilnych czołgów, które jadą na ciebie jak wkurwione Sebiksy w BMW z odciętym tłumikiem. Ich AI jest głupsze niż worek gwoździ, ale i tak jakimś cudem zajebią ci orła w 2 sekundy, bo zapomniałeś, że cegła to nie stal, a twój kumpel to jebany sabotażysta z padem. Fabuła? Jedyna fabuła to ta, jak w 3 sekundy tracisz wszystkie życia, a twój orzeł zamienia się w pierdolony żwir, bo życie, kurwa, nie ma litości.

GAMEPLAY – CZOŁGOWY ROZPIERDOL NA KOKSIE, AMFIE I RED BULLU

Gameplay w Battle City to jak wpakować się do klatki z wściekłymi rottweilerami, mając w ręku tylko zardzewiały scyzoryk i modlitwę, że może się potkną. Plansza? Cegły, stal, lód i jakieś jebane krzaczory, które wyglądają, jakby je narysował dzieciak na haju po kleju do tapet i flaszce spirytusu. Przeciwnicy? Cztery typy skurwieli, każdy bardziej wkurwiający niż komornik w piątek o 6 rano.

Battle City

Strzelanie? To jak walnąć bejsbolem w bańkę po sześciu piwach – czysty, pierdolony orgazm w pikselach. Power-upy? Jak znajdziesz gwiazdkę, zegarek albo dodatkowe życie, czujesz się, jakbyś wygrał w totka, znalazł skrzynkę gorzały w krzakach i jeszcze zaliczył miss osiedla. Ale i tak spierdolisz, bo w tym chaosie zapomnisz, gdzie jest góra, gdzie dół, a twój kumpel akurat rozwali ci fortecę, bo „myślał, że to wróg”. Myślał, kurwa! Myślał, jakby miał czym, a nie pół mózgu zalane denaturatem!

DWUOSOBOWY TRYB – ROZJEBANE PRZYJAŹNIE, MAŁŻEŃSTWA I RODZINNE WIĘZI

Kooperacja w Battle City to jak zaprosić kumpla na grilla, a on podpali ci chałupę, wypije wszystkie browary i jeszcze prześpi się z twoją starą. „Zagrajmy razem”, mówisz. „Będzie zajebiście”, mówisz. A potem ten debil strzela w twoje własne cegły, rozwala orła i ma czelność powiedzieć: „Oj, sory, nie zauważyłem”. Sory?! Ja ci dam sory, jak ci przypierdolę padem w łeb, a potem wyślę na Madagaskar bez wody! Ten tryb to nie gra – to jebana terapia dla par, która kończy się rozwodem, albo dla kumpli, którzy po jednej sesji już nie są kumplami, tylko wrogami na śmierć i życie. Ale i tak wracasz, bo ten wkurw to jak narkotyk – boli jak cholera, ale smakuje jak flaszka wódki po robocie.

EDYTOR POZIOMÓW – BUDUJ KUTASY, LABIRYNTY I PIERDOLONY ARMAGEDON

battle city 7

Edytor plansz w Battle City to jak dostać klucz do fabryki dynamitu, cysternę benzyny i kartkę z napisem: „Rób, co chcesz, byle się jebało”. Myślisz, że zrobisz epicką mapę? Pierdolisz. Zamiast tego budujesz fortecę w kształcie chuja z jądrami, labirynty, w których sam się gubisz, albo mury z samych krzaków, żeby sprawdzić, jak szybko cię zajebią. To nie jest edytor – to jebany plac zabaw dla psychopatów, którzy chcą zobaczyć, ile można nabroić w 8 bitach. Budujesz mapę, testujesz, giniesz w 5 sekund, a potem śmiejesz się jak debil, bo to, kurwa, lepsze niż Minecraft, Fortnite i wszystkie te pizdowate gry dla dzieci z TikToka razem wzięte. To jak malowanie Mona Lisy, tylko zamiast pędzla masz cegły, a zamiast płótna – wkurw.

WERDYKT – CZOŁGOWY KURWAGEDON NA STERYDACH, KOKSIE I DYNAMCIE

Battle City to gra, która wygląda jak zrobiona na kolanie przez typa, co zamiast kodu pisał przekleństwa na kartce A4 po sześciu flaszkach. Brzmi jak pierdnięcie transformersa z zapaleniem gardła. Wkurwia jak korek na A4 w piątek po 16, jak ZUS w dniu wypłaty i jak sąsiad, co puszcza disco polo o 2 w nocy. Ale, kurwa, przyciąga jak magnes na złomie. To nie jest gra dla mięczaków, co płaczą, jak im się zapis nie wczyta, ani dla dzieciaków, co potrzebują tutoriala, żeby przejść menu startowe. To gra dla tych, co lubią, jak życie wali ich w mordę, a oni i tak wstają, plują krwią i napierdalają dalej.

OCENA: 25/10 CZOŁGÓW, KTÓRE WJEŻDŻAJĄ CI W DUSZĘ JAK TIR NA KOKSIE BEZ HAMULCÓW I Z PĘDNIKAMI RAKIETOWYMI

Battle City

Battle City to nie gra. To jebany styl życia. To 8-bitowy ring, gdzie każdy strzał to middle finger dla logiki, a każdy poziom to wojna, po której masz ochotę pić do rana, a potem pić jeszcze raz. Namco w 1985 roku stworzyło potwora, który rozjebał miliony dzieciaków, kumpli i małżeństw. Napierdalaj, bracie, i nie patrz za siebie, bo orzeł nie wybacza, a życie to jebany Battle City – albo strzelasz, albo giniesz. 

Grę bez problemów uruchomicie na jednym z tych emulatorów Pegasusa (NES’a).

Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele padów:
  • 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
  • 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Sam używam 8Bitdo Ultimate C niemal od roku i nie mam z nim żadnych problemów. 

Dziękuję za uwagę i życzę miłego grania !

5.3
Niezła
Battle City

Czołgi, piksele i jedna baza do obrony!

🕹 Namco📅 1985
Ocena czytelników
Bądź pierwszy!
Battle City
Grafika4
Muzyka4
Gameplay8
Plusy
  • Prosta, ale bardzo wciągająca rozgrywka
  • Tryb kooperacji na jednym ekranie
  • Duża liczba poziomów i rosnące wyzwanie
Minusy
  • Powtarzalna oprawa i schematy poziomów
  • Brak większej różnorodności mechanik
  • Szybko robi się trudna i frustrująca
Podsumowanie

Klasyczna, wciągająca gra z czołgami – prosta, trudna i idealna do wspólnej zabawy.

Może cię zainteresować:

Trespasser (1998)

Emumaniak

Sub Rebellion (2002)

Emumaniak

Jazz Jackrabbit 2 (1998)

Kabson

Contra Force (1992)

Kabson

Eco Fighters (1993)

Kabson

Wild West C.O.W.-Boys of Moo Mesa (1992)

Kabson

Zostaw komentarz