Słuchajcie, kurwa, czasem te najprostsze pomysły to te, które rozjebują mózg i zostają w pamięci na lata! Chase H.Q. na NES-a to nie jakaś tam pierdołowata gierka dla dzieciaków – to pierdolony klasyk, który wjechał na 8-bitową scenę jak Lotus Esprit Turbo na nitro, mieszając akcję z pościgami w stylu, że aż ci pad parował w rękach!
Wyobraźcie sobie Outruna, ale zamiast relaksu na plaży z laską obok, jesteś wściekłym gliną, który wpierdala się w fury bandziorów, aż te eksplodują w pikselowym ognisku! To nie jest zwykła ścigałka, to jebana magia arcade’ówek zapakowana w szary cartridge NES-a, która w 1989 roku rozpieprzała umysły graczy na całym świecie. A znalezienie tego cartridge’a z Chase H.Q. na ruskich bazarach? To jak trafić szóstkę w lotto, kurwa mać! Albo jak znaleźć złoto w kupie gówna – taka rzadkość, że kolekcjonerzy sikają po nogach z podniecenia.
Ta gra to legenda NES-owej biblioteki, a ja wam zaraz opowiem, dlaczego wersja na NES-a jest taka zajebista, mimo że czasem sterowanie wkurwia jak mało co, a grafika to pikselowe origami.
Arcade’owy hit w 8-bitowym opakowaniu – NES-owa legenda rodzi się
Chase H.Q. oryginalnie to arcade’owy banger od Taito z 1988 roku, który wjechał na salony z impetem, jakby to był Lotus na pełnym gazie po autostradzie. Ale wersja na NES-a? O kurwa, to jest jak wziąć ten arcade’owy ideał i wcisnąć go w mały, 8-bitowy świat Nintendo, a mimo to wciąż czuć ten adrenalinowy kop! To był jeden z tych portów, które pokazały, że NES może ogarnąć akcję na poziomie.
Pomysł jest prosty jak drut: jesteś detektywem Tony Gibsonem i jego partnerem Raymondem Broady’m, siedzisz w czarnej Porsche 928 i gonisz skurwysynów, którzy uciekają przed prawem. Zamiast grzecznie ich zatrzymywać, ramujesz ich fury, aż te zamieniają się w wrak – w realu to by było morderstwo, ale w grach? To zajebista zabawa!
Porównanie do Outruna? No jasne, że tak, bo Chase H.Q. na NES-a to jak Outrun, który rzucił palenie i zaczął trenować MMA. Scenerie wyglądają, jakby ktoś ktoś spikselizował je na 8 bitów – te same drogi, palmy, znaki, klimat szosy, że aż słyszysz synthwave w głowie, mimo że NES-owy soundtrack to chiptune’owy majstersztyk.
Wersja na NES-a to solidny port, ale nie bez wad. Arcade miała więcej detali, hydrauliczne fotele czy inne bajery, ale NES? Tu masz czystą esencję – 5 leveli pościgów, gdzie każdy to inna sceneria, od miejskich ulic po pustynie. Grafika? Pikselowa, ale zajebista jak na 1989/1990 – fury wyglądają jak fury, eksplozje to pikselowe fajerwerki, a tła scrollują się płynnie, choć czasem potrafi coś nam migać. Dźwięk? NES-owy chiptune, który wpada w ucho – te syreny, silniki, crashy – to nie jest arcade’owy ryk, ale daje radę, kurwa, i to jak!
Gameplay na NES-ie – wciągający jak bagno, wkurwiający jak korki na Zakopiance
Dobra, przejdźmy do sedna tej zajebistości. Chase H.Q. na NES-a to gra prosta, ale w tej prostocie kryje się geniusz Taito. Każda misja zaczyna się od briefingu – Nancy z HQ mówi ci, kogo gonić, a ty ruszasz w pościg. Pierwsza faza: dogoń bandziora w limicie czasu, co jest jak wyścig z czasem w Outrunie, tylko z przeszkodami w postaci cywilnych fur i zakrętów. Jak już jesteś blisko, włączasz koguta (policyjnego, nie mylić z innym!) i dostajesz extra czas na ramowanie. Walisz w tył jego fury, aż pasek wytrzymałości spadnie do zera – bum, aresztowanie! To nie jest zwykłe ściganie, to demolka na kółkach, gdzie każdy crash to satysfakcja.
Sterowanie na NES-ie? Tu jest pies pogrzebany, kurwa. Pad NES-a to klasyk, ale w Chase H.Q. czasem wkurwia. A na gaz, B na hamulec, d-pad na skręty, a zmiana biegów to up/down. Jak się rozbijesz o drzewo czy inną furę, tracisz sekundy, a sekundy to klucz – bandzior ucieka, czas tyka. Na NES-ie to irytuje jak cholera, bo 8-bitowy silnik nie zawsze łapie inputy płynnie, ale jak opanujesz, to jesteś bogiem szos. Porównując do Lotusa – tam sterowanie to precyzja, tu to arcade’owa szarpanina, ale z tym samym kopem adrenaliny.
Gra jest arcade’ówką w sercu, nawet na NES-ie, więc pełna pułapek. Z każdym levelem czas jest krótszy, przeszkody gęstsze – na trzecim już nie ma żartów, jeden błąd i jesteś w dupie. Ale NES-owa wersja daje możliwość kontynuacji, choć ograniczoną. To sprawia, że gra jest wyzwaniem, ale nie frustrującym do granic.
Krótka, ale intensywna – NES-owa dawka adrenaliny
Chase H.Q. na NES-a to gra krótka jak dobry żart – pięć leveli, każdy po kilka minut, całość da się przejść w pół godziny. Idealne dla arcade, ale na konsoli? Trochę mało, kurwa, zwłaszcza jak porównasz do dłuższych tytułów na NES-ie jak Super Mario czy Zelda. Ale ta intensywność! Każdy pościg to rollercoaster – od spokojnego doganiania po chaotyczne ramowanie. Jest ukryty szósty level, ale żeby go odblokować, trzeba nabić miliony punktów, co oznacza looping gry – kto to zrobi na NES-ie bez cheatów? No chyba hardkorowi gracze.
Mimo krótkiej długości, replayability jest – bicie high score’ów, perfekcyjne przejścia bez crashów. Na NES-ie port jest wierny, ale okrojony – brak niektórych detali, bo NES nie był w stanie tego ogarnąć.
Recenzje? W latach 90. dostawała 7-8/10, bo była solidna, ale krótka. Dziś? Klasyk dla retro fanów, zwłaszcza że cartridge rzadki jak uczciwy polityk.
Techniczne detale NES-owej wersji – piksele, dźwięki i wady
Grafika na NES-ie to 8-bitowa sztuka – fury sprite’owe, tła starają się przewijać, choć czasem spowalnia jak pojawia się za dużo obiektów na ekranie. Kolory? Żywe, ale ograniczone paletą NES-a. Dźwięk: chiptune’owe melodyjki, syreny, crashy – nie arcade’owy, ale wpada w ucho. Problemy? Flickering sprite’ów, czasem kuleje kontrola nad autem, brak multiplayera. Ale to NES, kurwa – w 1989 to było top!
Porty? NES-owy jest dobry, ale TurboGrafx lepszy, bliższy arcade.
Dlaczego Chase H.Q. na NES-a to klasyk?
Bo to gra, która definiuje retro akcję! Krótka, ale zajebista; wkurwiająca, ale satysfakcjonująca. Znaleźć cartridge na bazarze? Lotto! Polecam każdemu – odpal emulator czy oryginalny NES, włącz koguta i rozwal bandziorów. Jesteś królem 8-bitowych szos!
Grę bez problemów uruchomicie na jednym z tych emulatorów konsoli NES/Pegasus, zaś sama grę bez problemów znajdziecie na jednej z tych stron.
Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele padów:- 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
- 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Gaz do dechy i mandat dla przestępców!

- Dynamiczna, arcade’owa akcja pościgów
- Proste i satysfakcjonujące sterowanie
- Klimat policyjnych filmów lat 80.
- Krótka i powtarzalna rozgrywka
- Ograniczona liczba tras i przeciwników
- Z czasem monotonna
Klimatyczna gra o pościgach, ale krótka i szybko staje się monotonna.





