No i stało się. Rynek kolekcjonerski retro gier znowu pokazał, że nie zna pojęcia „sufit cenowy”. Zapieczętowana kopia Super Mario Bros. na NES-a poszła pod młotek za okrągłe 3 000 000 dolarów, bijąc tym samym wszelkie dotychczasowe rekordy i stając się oficjalnie najdroższą grą wideo, jaką kiedykolwiek sprzedano.
Aukcję poprowadził dom aukcyjny Heritage Auctions w formule otwartej licytacji. Żeby było jasne, jak duże było zainteresowanie — zanim padła ostateczna kwota, licytujący przebili się przez 3516 ofert. Prywatny właściciel egzemplarza dogadał się z Heritage i wystawił grę na otwarty rynek, a finał przerósł chyba oczekiwania wszystkich zainteresowanych.
A teraz najlepsza część, czyli skąd w ogóle wziął się taki egzemplarz. Otóż gra została odkryta dopiero kilka miesięcy temu — w środku fabrycznie nowego, nieotwieranego zestawu z konsolą NES Control Deck. Czyli leżała sobie nietknięta przez prawie 40 lat, schowana w pudełku z konsolą, nie widząc dosłownie światła dziennego. Dyrektor ds. gier wideo w Heritage, Evan Masingill, stwierdził z dumą, że to chyba sprawiedliwe, by najważniejsza gra świata osiągnęła najbardziej imponujący wynik w historii tego hobby. Ciężko się nie zgodzić.
Trochę technicznych smaczków dla maniaków wariantów (a wiem, że tacy tu są). To wersja z naklejką w wykończeniu „gloss”, którą Nintendo wprowadziło na początku 1986 roku — zaraz po krótko żyjącej naklejce matowej z premierowych kopii z testowego rynku z października 1985. Ponieważ nie istnieje żaden znany zapieczętowany egzemplarz z pierwszej produkcji, to jest najwcześniejsza potwierdzona zafoliowana kopia tej przełomowej gry. I tu robi się jeszcze grubiej: na całym świecie znane są tylko trzy zapieczętowane kopie „gloss sticker” z drugiej produkcji, a ta jest najwyżej ocenioną z tej trójki. Ocenę wystawiło PSA — 9.6/10. Pozostała dwójka to Wata 9.4 A++ oraz VGA 80.
Warto dodać, że wczesne pudełka Nintendo były bardziej delikatne i gorzej zabezpieczone niż późniejsze wydania. Dlatego ich tekturowe, czarne okładki są wyjątkowo podatne na zniszczenia i znalezienie takiego egzemplarza w idealnym stanie po czterech dekadach graniczy z cudem.
Do kompletu poszła też premierowa konsola NES Control Deck z ery testowego rynku w Los Angeles — kompletna, w pudełku, nieużywana, z całym oryginalnym opakowaniem wewnętrznym i podzespołami, które nigdy nie opuściły folii. To dokładnie ten zestaw, w którym ta kopia Mario przeleżała 40 lat, co zresztą pomogło zachować oba elementy w tak nieprzyzwoicie dobrym stanie.
Co o tym wszystkim myśleć? Można mieć mieszane uczucia wobec całego systemu gradingu i traktowania gier jak aktywów inwestycyjnych zamiast czegoś, w co się, no wiecie, gra. Sam pewnie nie wsadziłbym swojego egzemplarza do plastikowej trumny z naklejką. Ale jest coś hipnotyzującego w świadomości, że gdzieś istnieje absolutnie perfekcyjna, dziewicza kopia jednej z najważniejszych gier w historii medium. Trzy miliony dolarów za Mario? Świat zwariował. Ale przyznajcie — historia z konsolą-kapsułą czasu jest po prostu zajebista.

