Nintendo NES

Go! Dizzy Go! (1990)

Są takie gry, które nie szukają poklasku. Nie krzyczą z okładek magazynów, nie obiecują rewolucji. Po prostu siedzą cicho w jakimś kącie, za czyjąś kanapą, w kompilacji z trzema innymi tytułami, i czekają, aż ktoś w końcu po nie sięgnie. Go! Dizzy Go! to właśnie taki tytuł. Mała, niepozorna, momentami frustrująca gierka na NES-a, która mimo swojej skromności potrafi wessać na dobre kilkanaście minut. Albo kilka godzin, jeśli traficie na tryb dwuosobowy i odpowiednio zagorzałego rywala po drugiej stronie kanapy.

Pamiętam, jak po raz pierwszy zobaczyłem toczące się jajko na ekranie telewizora. Dziecięcy umysł nie zadaje zbędnych pytań — skoro jajko się toczy i coś zbiera, to wiadomo, co trzeba robić. Reszta to już tylko praktyka.

go dizzy go 1

Za Go! Dizzy Go! stoją bracia Philip i Andrew Oliver, znani jako The Oliver Twins — prawdziwe legendy brytyjskiej sceny gier lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. To oni stworzyli całe uniwersum Dizzy’ego, jajkowego bohatera, który od 1987 roku przemierzał komputery ZX Spectrum, Amstrad CPC, Commodore 64, a z czasem trafił też na konsole. Dizzy to była marka — na wyspach British Isles niemal tak rozpoznawalna jak Mario po tej stronie Atlantyku.

Go! Dizzy Go! wyrosło bezpośrednio z wcześniejszego tytułu braci, Kwik Snax, i zachowuje jego DNA w niemal każdym pikselu. Grę wydał Codemasters we współpracy z kanadyjskim dystrybutorem Camerica w listopadzie 1992 roku — ale nie jako samodzielny tytuł, lecz jako część kompilacji Quattro Arcade na NES. W planach było coś ambitniejszego: wydanie gry na akcesorium Aladdin Deck Enhancer, które miało być tańszą alternatywą dla standardowych kartridży. Los chciał inaczej. Camerica zbankrutowała, Aladdin poszedł w niepamięć, a Go! Dizzy Go! musiało zadowolić się miejscem na popularnej „Złotej Czwórce”

Nie było to może spektakularne wejście, ale gra przetrwała — i to jest jej najlepsza odpowiedź na wszystkich, którzy wróżyli jej zapomnienie.

go dizzy go 2

Graficznie Go! Dizzy Go! to klasyczny produkt swojej epoki — czytelny, kolorowy i pozbawiony jakichkolwiek pretensji do artystycznych wyżyn. Plansze zbudowane są z bloków w różnych odcieniach, a sam Dizzy — biało-czerwone jajko w rękawiczkach — toczy się po ekranie z tą charakterystyczną, lekko kulistą animacją, którą fani serii znają od dekad. Przeciwnicy są prości, owoce jaskrawe, labirynty czytelne. Wszystko po to, żeby w ciągu sekundy wiedzieć, gdzie jesteś, co zbierasz i skąd zaraz nadejdzie śmierć.

Pięć światów, przez które przeprowadza nas gra, ma swój własny klimat tematyczny — podwodne głębiny, mroczny las, egipskie ruiny, górska kraina, zamkowa wieża czarownika. Nie są to rozbudowane biomy z dzisiejszych gier, ale jak na ograniczenia NES-a robią swoje: dają graczowi poczucie zmiany scenerii i podbijają motywację do kontynuowania przygody. A to, w prostej grze logiczno-zręcznościowej, jest połową sukcesu.

Mechanika Go! Dizzy Go! jest deceptywnie prosta. Każdy poziom to labirynt, po którym Dizzy musi zebrać wszystkie owoce — i zrobić to, unikając wrogów. Część bloków jest nieruchoma, część przesuwa się po planszy i można je wykorzystać do eliminowania przeciwników. Brzmi znajomo? Słusznie — tytuł jest często porównywany do Adventures of Lolo, z podobnym naciskiem na planowanie ruchów i przestrzenną logikę.

go dizzy go 3

Co jednak wyróżnia ten tytuł, to sekcje bonusowe po każdym standardowym etapie. Dizzy wchodzi w tryb „ślizgawki”. Raz ruszone jajko nie zatrzymuje się, dopóki nie trafi na przeszkodę. Żadnych wrogów, jest za to bezlitosny licznik czasu. To właśnie te rundy potrafią najbardziej zirytować — i najbardziej uzależnić.

Pięćdziesiąt poziomów w pięciu światach po pięć etapów każdy, plus rundy bonusowe — na papierze brzmi skromnie. W praktyce gra potrafi trzymać przy ekranie zaskakująco długo, bo poziomy trudności rosną stopniowo i systematycznie, zmuszając do coraz dokładniejszego planowania każdego ruchu.

Największą niespodzianką jest tryb dwuosobowy, unikalny dla wersji NES. Drugi gracz przejmuje kontrolę nad Denzilem — przyjacielem Dizzy’ego — i obaj mogą albo kooperować, albo rywalizować o punkty. To był prawdziwy skarb w epoce, gdy gry na dwie osoby dla rodzeństwa i kolegów były na wagę złota.

Powiedzieć, że Go! Dizzy Go! poprzedzał jakiś marketing, byłoby sporą przesadą. W Polsce gra była praktycznie niewidoczna — jak zresztą większość zachodnich tytułów z tamtego okresu, które docierały do nas krętymi drogami, na szarych kartridżach, przez targi i znajomości. Na Zachodzie seria Dizzy cieszyła się szacunkiem, zwłaszcza wśród fanów komputerów domowych, ale na NES’ie marka nigdy nie zdołała przebić się ponad poziom kultowego sekretu.

Kompilacja Quattro Arcade pojawiła się cicho i bez fanfar. Gracze, którzy trafiali na Go! Dizzy Go!, robili to często przypadkiem — bo wzięli Quattro Arcade dla którejś z pozostałych trzech gier, a jajko odkryli niejako przy okazji. Trudno o lepszą definicję ukrytego klejnotu.

go dizzy go 4

Go! Dizzy Go! nie zapisało się w annałach jako przełomowy tytuł, który zmienił oblicze gier wideo. Zrobiło coś skromniejszego, ale może trwalszego — stało się częścią dzieciństwa konkretnych graczy. Tych, którzy przez długie popołudnia walczyli z ślizgającymi się blokami, wyzywali starszego brata w trybie dwuosobowym albo po prostu lubili patrzeć, jak jajko w rękawiczkach zbiera jabłka i gruszki.

W 2020 roku gra doczekała się oficjalnej reedycji w ramach kompilacji The Oliver Twins Collection na Evercade — przenośnej konsolce stworzonej z myślą o miłośnikach retro. To symboliczne zmartwychwstanie: tytuł, który na NES-a trafił jako jeden z czterech gier w pudełku, teraz wrócił jako część kolekcji upamiętniającej całą twórczość braci Oliver. Nieźle, jak na jajko, które mogło w ogóle nie ujrzeć światła dziennego.

Go! Dizzy Go! to gra, która nie udaje czegoś, czym nie jest. Jest mała, skromna, zbudowana na prostym, czytelnym pomyśle i nie próbuje robić z siebie czegoś wielkiego. A właśnie dzięki temu — gdy trafi na odpowiedniego gracza w odpowiednim momencie — potrafi dać coś rzadkiego: czystą, niezafałszowaną przyjemność z grania. Bez przerywników, bez cutscen, bez fabuły liczącej w dziesiątki godzin. Tylko labirynt, jajko, owoce i narastające poczucie, że następna plansza już na pewno pójdzie lepiej.

Jeśli macie pod ręką emulator NES-a — warto zajrzeć do Quattro Arcade i dać szansę temu małemu tytułowi. Może zaskoczyć.

5 ciekawostek o Go! Dizzy Go!

  1.  Gra była oryginalnie projektowana z myślą o akcesorium Aladdin Deck Enhancer — alternatywnym czytaku kartridży, który miał obniżyć koszty gier. Camerica zbankrutowała, zanim urządzenie zdążyło zaistnieć na rynku, i los gry stanął pod znakiem zapytania.
  2.  W wersji dwuosobowej na NES-a drugim graczem jest Denzil — jeden z przyjaciół Dizzy’ego. Na konsolach Segi rolę tę przejęła Daisy. Drobna różnica, która dla fanów lore’u serii jest bardziej istotna, niż mogłoby się wydawać.
  3. Mechanika ślizgawki w sekcjach bonusowych — gdzie Dizzy nie zatrzymuje się bez przeszkody — jest de facto osobnym trybem rozgrywki z własnymi regułami. Wielu graczy wspomina właśnie te rundy jako najtrudniejszy i najciekawszy element całości.
  4. Po przejściu wszystkich pięćdziesięciu poziomów gra nie wyświetla napisu „The End” i nie odpuszcza — po prostu zapętla się od Świata 5, poziom 1, i trwa tak do momentu, aż skończą się życia. Klasyczny arcade’owy design.
  5. W październiku 2020 roku Go! Dizzy Go! wróciło w ramach The Oliver Twins Collection na Evercade — przenośną konsolę stworzoną z myślą o kolekcjonerach retro. To pierwsza oficjalna reedycja tytułu od czasu jego premiery w 1992 roku.

A Wy — pamiętacie spotkanie z Go! Dizzy Go! albo innym tytułem z serii Dizzy? Może gra trafiła do Was przez Quattro Arcade, a może odkryliście ją zupełnie inną drogą? Piszcie w komentarzach — chętnie poczytamy o Waszych jajkowych przygodach!

7.0
Dobra
Go! Dizzy Go!

Jajko z rękawicami biega po planszach szybciej, niż gracz zdąży zrozumieć, co właśnie zebrał.

🕹 Codemasters📅 1990ok. 30–90 minut
Ocena czytelników
Bądź pierwszy!
Go! Dizzy Go!
Grafika7
Muzyka6
Gameplay8
Plusy
  • Szybka, zręcznościowa rozgrywka arcade
  • Uroczy klimat serii Dizzy
  • Kolorowa grafika i prosty gameplay
Minusy
  • Bardzo prosta mechanika
  • Szybko robi się powtarzalna
  • Mało znana i dziś raczej ciekawostkowa odsłona Dizzy’ego
Podsumowanie

Nietypowa arcade’owa odsłona Dizzy’ego – lekka, szybka i dziś głównie ciekawostka dla fanów serii.

Może cię zainteresować:

Tiny Mario – najmniejsza gra z Marianem na świecie !

Kabson

Chack’n Pop (1983)

Wściekłe Piksele

Kiedyś to było… czyli dlaczego stare gry wydają się lepsze, niż są w rzeczywistości

Emumaniak

Chiller (1986)

Kabson

The Battle of Olympus (1988)

Kabson

Super Mario Bros. najdroższą grą wideo w historii — padł rekord !

Emumaniak

Zostaw komentarz