Nintendo NES

Legendary Wings (1988)

Są gry, które pamiętasz doskonale. Takie, przy których spędziłeś całe popołudnia, walcząc z konsolą i własnymi nerwami. I są gry, które gdzieś się zagubiły w pamięci – przykryte warstwą czasu jak stary zeszyt szkolny znaleziony na dnie szuflady. Legendary Wings na NES to właśnie ta druga kategoria. Tytuł, który nie krzyczy o uwagę, nie przebił się do panteonu legend ośmiobitowej ery, a jednak – jeśli dasz mu szansę – potrafi zaskoczyć czymś naprawdę osobliwym i urokliwym. Pamiętam, jak po raz pierwszy zobaczyłem okładkę pudełka: skrzydlaty wojownik szybujący nad ruinami, które wyglądały jak skrzyżowanie starożytnej Grecji z futurystyczną bazą kosmiczną. Już sam ten obrazek mówił, że to nie będzie zwykła strzelanka.

legendary wings 1Legendary Wings to dzieło Capcomu – gra wydana pierwotnie na automaty arcade w 1986 roku, a dwa lata później przeniesiona na konsolę Nintendo Entertainment System, przy czym wersja NES ukazała się wyłącznie w Ameryce Północnej.

Co ciekawe, wśród twórców gry znajdował się Akira Kitamura – ten sam człowiek, który dał światu Mega Mana. Już samo to nazwisko powinno dawać do myślenia. Capcom był wtedy studiem w pełnym rozkwicie, zalewającym NES portami swoich arkadowych hitów – 1942, 1943, Gun.Smoke, Bionic Commando. Legendary Wings wpisywało się w tę strategię, choć podchodziło do niej z wyraźnym poczuciem humoru i ambicją. Twórcy postanowili zrobić coś więcej niż tylko przenieść grę na słabszy sprzęt – wersja na NES to w wielu miejscach znacząco ulepszony tytuł w porównaniu z oryginałem arcade.

Fabuła, jak to na owe czasy przystało, nie grzeszy głębią, ale ma swój dziwaczny urok. W odległej przyszłości superkomputer o złowrogiej nazwie „Dark”, który od wieków pomagał ludzkości w osiągnięciu nowego poziomu cywilizacji, nagle buntuje się i zaczyna wojnę z człowiekiem. Bóg wojny Ares obdarza dwóch młodych wojowników magicznymi skrzydłami – Skrzydłami Miłości i Odwagi – aby unicestwili zbuntowaną maszynę. Mitologia grecka spotyka science fiction. Nie, to nie pomyłka – i właśnie o to chodzi.

<b>Legendary Wings</b> nesPierwszą rzeczą, która uderza po uruchomieniu gry, jest jej wizualna osobowość. Wersja NES, choć technicznie skromniejsza od oryginału arcade, nadrabia to bogatszą paletą barw i wyraźniejszym charakterem każdego z poziomów. Każdy etap ma własny, dominujący kolorystycznie motyw: żółto-pomarańczowe góry w pierwszym, głęboki błękit oceanu w drugim, soczysta zieleń lasów w trzecim. To drobny, ale ważny zabieg – nadaje grze rytm i sprawia, że kolejne plansze nie zlewają się w jedno szare wspomnienie.

Sama estetyka to coś, czego nie powstydziłoby się żadne senne marzenie dziecka z lat osiemdziesiątych: starożytne kolumny z greckich świątyń, wewnątrz których kryją się mechaniczne wnętrzności, latające smoki sąsiadujące z robotami i laserowymi działami, a tłem jest jakiś kosmiczny, bezimienny chaos. Ta mieszanka schizo-technologiczna – ruiny i hi-tech w jednym kadrze – do dziś robi osobliwe wrażenie.’

Soundtrack na NES to kolejny atut. Melodie są energiczne, wpadające w ucho i – co nie było oczywistością w 1988 roku – lepsze od tych z wersji arcade. Grałeś w to jako dziecko i ta muzyka zostawała z tobą na cały dzień szkolny.

legendary wings 7

Gra składa się z dwóch trybów rozgrywki: pionowo przewijanej strzelanki z lotu ptaka, podczas której bohater ostrzeliwuje zarówno powietrznych przeciwników jak i naziemne cele, oraz poziomów side-scrollingowych, gdzie akcja toczy się z bocznej perspektywy. To był pomysł odważny i nieoczywisty jak na tamte czasy.

System power-upów w wersji NES pozwala ulepszać broń przez pięć poziomów: od zwykłego pistoletu, przez podwójny laser, skoncentrowaną wiązkę ognia, aż po potężnego feniksa, który zabija wrogów jednym trafieniem. Brzmi prosto? W praktyce trasa do tego ostatniego ulepszenia potrafi być frustrującą jazdą bez trzymanki – szczególnie gdy przedostatni stopień wyposażenia okazuje się być prawie bezużyteczny. To ten rodzaj przeszkody, przy której można się śmiać przez łzy.

Poziomy boczne – tzw. Danger Zones i Palace – w wersji na NES dają graczowi pełną swobodę lotu, co znacząco zmienia ich charakter w porównaniu z oryginałem arcade. W zamian za to twórcy wypełnili je labiryntami, ślepymi zaułkami i ścianami o które możemy się rozbić.  Są powolne, trochę klaustrofobiczne, ale też zaskakująco pomysłowe. Szczególnie tak zwany „Minus Stage” – podziemna sekcja wyglądająca jak wnętrze żywego organizmu, z żebrami jako sufitem, bijącymi sercami i organicznymi ścianami – to jeden z tych widoków, których się nie zapomina.

Główną słabością gry jest jej powtarzalność. Już po pierwszych kilku etapach gracz widział zasadniczo wszystko, co gra ma do zaoferowania pod względem różnorodności wrogów. Każdy poziom kończy się smokiem, każdy pałac – tą samą bestią. To cena, którą tytuł płaci za swoją eksperymentalną strukturę.

legendary wings 4Legendary Wings nie pojawiło się na rynku z wielkim hukiem. Nie towarzyszył mu hype znany choćby z kolejnych odsłon Mega Mana. Była to pozycja, którą można było po prostu znaleźć na półce sklepowej, przyciągnąć wzrokiem okładką i zabrać do domu z nadzieją na solidną strzelaninę. Gra trafiła do sklepów w 1988 roku i pozostała ekskluzywna dla rynku północnoamerykańskiego. Japońscy gracze nie mieli okazji poznać wersji konsolowej we własnym języku aż do 2006 roku. To paradoks, bo tytuł nazywał się tam Aresu no Tsubasa i był bliżej kulturowo zakorzeniony w greckiej mitologii niż cokolwiek innego.

Recenzje z tamtych lat były przychylne, choć nieentuzjastyczne. Grę chwalono za pomysłowość i muzykę, krytykowano za powtarzalność. Rob Strangman z Hardcore Gaming 101 w roku 2000 wystawił wersji NES ocenę 8/10, uznając ją za „godną miejsca w bibliotece każdego fana strzelanek” i podkreślając jej unikalność na tle gatunku. Z kolei IGN, z pewnym przekornym dystansem, umieścił Legendary Wings na 70. miejscu listy najlepszych gier na NES, określając je jako „najdziwniejszy rezultat wysiłków Capcomu na polu dywersyfikacji strzelanek lat osiemdziesiątych.”

Główna bohaterka japońskiej wersji – Michelle Heart – przeżyła dłużej niż sama gra. Pojawiła się jako postać wspierająca w bijatyce Marvel vs. Capcom: Clash of Super Heroes, trafiła na karty kolekcjonerskie w SNK vs. Capcom oraz jako cameo w Project X Zone 2. Dla wielu graczy to właśnie Michelle, a nie anonimowi skrzydlaci wojownicy z wersji zachodniej, jest prawdziwą twarzą tej serii.

Legendary Wings to gra, która nigdy nie dostała tyle uwagi, na ile zasługuje. Nie jest arcydziełem – ale jest czymś równie cennym: jest oryginalna. W morzu ośmiobitowych strzelanek, gdzie jeden tytuł przeglądał się w drugim jak w lustrze, ta gra próbowała czegoś innego. Mieszała mitologię z science fiction, strzelankę z platformówką, widok z góry z bocznym scrollingiem. Nie zawsze wychodziło to perfekcyjnie, ale sam pomysł był – i pozostaje – godny podziwu.

Kiedy wracam myślami do tamtych wieczorów przy telewizorze, przy brzęku ośmiobitowych melodii i miganiu ekranu, Legendary Wings pojawia się gdzieś na skraju wspomnień. Nie jako gwiazda – ale jako taka interesująca postać drugoplanowa, którą dobrze, że się poznało.

<b>Legendary Wings</b>

5 ciekawostek o Legendary Wings

  • Twórca Mega Mana przy sterze. Legendary Wings było jednym z tytułów stworzonych pod nadzorem Akiry Kitamury – tego samego projektanta, który odpowiada za narodziny Mega Mana.
  • Trzy wersje arcade, jedna gra. Oryginalna wersja arcade ukazała się w trzech różnych wersjach regionalnych – japońskiej z Michelle Heart i Kevinem Walkerem, oraz dwóch zachodnich, z których jedna zamieniała oboje bohaterów na anonimowych, identycznych żołnierzy w kolorowych slipkach.
  • Podziemna sekcja „Minus Stage” w wersji NES zyskała redesign z motywem organicznym – z mięsnymi ścianami, żebrami jako sufitem i bijącymi sercami. To jeden z pierwszych przykładów tak dosłownego „poziomu wnętrzności” w grach wideo.
  • Rekord świata czekał 33 lata. Rekord punktowy w grze ustanowiony przez Quentina Balduca nie został pobity przez ponad trzy dekady – dopiero w 2020 roku Sam Griffith ukończył grę z wynikiem 694 000 punktów, przebijając długoletni rekord.
  • Japończycy musieli czekać. Choć gra była japońską produkcją, wersja na NES nigdy oficjalnie nie trafiła do Japonii. Japońscy gracze mogli zagrać w wersję arcade dopiero w kompilacji Capcom Classics Collection w 2006 roku.

Grę bez problemów uruchomicie na jednym z tych emulatorów konsoli NES/Pegasus, zaś sama grę bez problemów znajdziecie na jednej z tych stron.

Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele padów:
  • 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
  • 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Sam używam 8Bitdo Ultimate C niemal od roku i nie mam z nim żadnych problemów. 

Grałeś kiedyś w Legendary Wings? Może odkryłeś tę grę niedawno i masz o niej zupełnie inne zdanie? Podziel się swoimi wspomnieniami lub wrażeniami w komentarzach – chętnie poczytam, jak ta gra zapisała się w waszej pamięci.

6.0
Niezła
Legendary Wings

Anioł z karabinem – mitologia w wersji arcade

🕹 Capcom📅 19881,5 h
Ocena czytelników
3.5 / 5 (2 głosy)
Legendary Wings
Grafika6
Muzyka5
Gameplay6
Plusy
  • Połączenie shoot ’em upa ze strzelanką "z boku"
  • Ciekawy motyw mitologiczny
  • Dynamiczna, klasyczna akcja arcade
Minusy
  • Wysoki poziom trudności
  • Powtarzalność poziomów
  • Prosta oprawa graficzna
Podsumowanie

Nietypowy shooter na NES – ciekawy, ale trudny i dość powtarzalny.

Może cię zainteresować:

Kilka mitów o Pegasusie, którym się przyjrzałem

Emumaniak

Young Indiana Jones Chronicles (1992)

Wściekłe Piksele

The Fantastic Adventures of Dizzy (1991)

Kabson

Jurassic Park (1993)

Kabson

Batman Returns (1993)

Kabson

Tiny Mario – najmniejsza gra z Marianem na świecie !

Kabson

Zostaw komentarz