Każdy, kto dorastał w latach 90., pamięta ten specyficzny dreszczyk emocji – kiedy w gazetach dla graczy pojawiały się zapowiedzi gier, które miały nadejść, ale nigdy nie trafiły na półki sklepowe. Czasami widzieliśmy pojedyncze screeny, czasami krążyły plotki na podwórku, a czasami… zostawało tylko marzenie. Dla mnie jedną z takich gier był Batman: Revenge of the Joker na Super Nintendo.
To miał być wielki krok – Batman, którego znaliśmy już z NES-a i Mega Drive’a, wreszcie w 16-bitowej odsłonie na konsoli, która była królem salonów gier w domu. Gra została przygotowana przez Icom Simulations i planowana na rok 1992, a wydawcą miało być samo Sunsoft. Wszystko wyglądało tak, jakby tytuł był już prawie gotowy – ale nigdy się nie ukazał. Został tylko prototyp, który krążył wśród kolekcjonerów, a potem wyciekł do internetu.
Pamiętam ten moment, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ten ROM w sieci. To uczucie – jakby odnaleźć stary, zakurzony zeszyt z dzieciństwa, którego nie oglądało się od dekad. Włączasz emulator, na ekranie pojawia się logo, muzyka zaczyna grać i nagle cofasz się w czasie. To już nie tylko gra – to kawałek historii, który mógł być, a nigdy nie był.
Sama gra… cóż, nie wygląda tak, jak można by się spodziewać po SNES-ie. Grafika przypomina bardziej TurboGrafx-16 niż coś na miarę „Super Nintendo Entertainment System”. Brakuje detali, projekty przeciwników są dość przeciętne, a poziomy miejscami wyglądają jak niedokończone szkice. Ale wiecie co? Wciąż ma swój urok. Nie ma spowolnień, jest dynamika, pojawiają się nawet efekty przypominające Mode 7 – i choć nie powala, to da się poczuć ten klimat niedokończonej perełki.
Fabuły praktycznie nie ma – wiadomo tylko tyle, że Joker wraca i trzeba go powstrzymać. Wrogowie nie mają nic wspólnego z DC Comics, a Batman… cóż, zamiast pięści używa giwery, co dziś wydaje się absurdalne. Ale gdy grasz, to nagle nie myślisz o tym, że to „niekanoniczne”. Po prostu cieszysz się, że możesz zobaczyć fragment alternatywnej rzeczywistości – tej, w której ta gra naprawdę wyszła i znalazła swoje miejsce na półkach obok klasyków SNES-a.
Największym zaskoczeniem jest muzyka – o dziwo naprawdę dobra, dynamiczna, w klimacie sci-fi akcji. To ona podtrzymuje emocje, nawet jeśli grafika zawodzi. W połączeniu z tempem rozgrywki tworzy coś, co sprawia, że trudno się oderwać – i nawet po latach człowiek nuci sobie te melodie pod nosem.
Czy to dobra gra? Obiektywnie – przeciętna. Oceny wahają się wokół „średniaka”, balans jest kiepski, trudność momentami przesadzona, a całość wygląda jak projekt, który nigdy nie przeszedł testów. Ale czy to ma znaczenie? Dla mnie – nie. Bo to nie tylko gra, to kawałek straconej epoki.
Dziś, kiedy odpalam Batman: Revenge of the Joker na SNES, czuję ten dziwny rodzaj nostalgii. Myślę o tym, jak inaczej mogłaby wyglądać historia, gdyby Sunsoft naprawdę ją wydało. Może byłby to hit, a może tylko zapomniany średniak – ale wtedy, w 1992 roku, pewnie i tak zagrywałbym się w niego do rana.
I chyba o to chodzi – że w tych niedokończonych, porzuconych projektach kryje się coś więcej niż w wielu oficjalnych premierach. To echo czasów, kiedy każda nowa gra wydawała się magiczna, a każda plotka rozpalała wyobraźnię.
Grę bez problemów uruchomicie na emulatorze BSnes.
Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele padów:
- 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
- 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Ja jestem Netoperek !

- Klimatyczna, mroczna oprawa graficzna dobrze oddająca klimat Gotham
- Dynamiczna akcja i różnorodny arsenał gadżetów Batmana
- Przyjemna, oldschoolowa ścieżka dźwiękowa
- Dość wysoki poziom trudności, momentami frustrujący
- Powtarzalność przeciwników i etapów
- Sterowanie bywa nieco toporne
Krótka, wymagająca i klimatyczna przygoda z Batmanem – idealna dla fanów retro, ale nie dla każdego.



