RETRO

Turbo? Nie, dziękuję. Największe oszustwo w historii komputerów PC

W złotej erze komputerów osobistych – gdzieś między żenującym dźwiękiem uruchamiania Windows 95 a godzinami straconymi na defragmentację dysku twardego – istniał pewien mit, który przeszedł do legendy. Mit guzika Turbo. Ten z pozoru niewinny przełącznik na przednim panelu obudowy miał – według miejskich legend i ulotek producentów – przyspieszać komputer. Tak, dosłownie. Wciśniesz guzik i nagle DOOM chodzi płynniej, Word ładuje się w pół sekundy, a kuzynka z podstawówki uznaje cię za geniusza informatyki. Brzmi pięknie, tylko że… to wszystko kłamstwo.

Włączasz Turbo? Właśnie zrobiłeś downgrade!

przycisk turbo

Prawda jest taka, że przycisk Turbo to chyba najbardziej przewrotny wynalazek w historii pecetów. Bo wbrew temu, co sugerowała nazwa (i migająca dioda), jego zadaniem nie było przyspieszanie komputera, tylko… spowalnianie go. Tak, przeczytaj to jeszcze raz. Spowalnianie. Prawdziwe Turbo działało jak hamulec ręczny. Wciśniesz – procesor schodzi z obrotów. Puścisz – może w końcu wróci do normalnego działania.

Brzmi absurdalnie? To tylko wierzchołek góry lodowej.

Po co w ogóle to gówno istniało?

W tamtych czasach (czytaj: zanim jeszcze świat zdominowały YouTube, Fortnite i TikTok), postęp technologiczny był dziki. Komputery przyspieszały co pół roku – z 8 MHz na 12, potem na 33, aż w końcu świat oszalał przy 66 MHz. Problem w tym, że oprogramowanie – zwłaszcza gry – pisane było z myślą o tych wcześniejszych, wolniejszych maszynach. Programiści nie zawracali sobie głowy skomplikowanymi zegarami systemowymi. Nie. Liczyli cykle CPU jak świeżaki w Biedronce – dokładnie i bez litości.

Efekt? Włączasz starą grę na nowszym komputerze i nagle bohater porusza się jak Sonic po kokainie. Wszystko się wali, menu miga jak dyskoteka w latach 90., a ty masz wrażenie, że uruchomiłeś tryb debugowania w Matrixie. I właśnie wtedy do akcji wchodził bohater z frontu obudowy – przycisk Turbo. Naciskałeś go i magia! Komputer nagle zwalniał do poziomu, który ta biedna gra mogła zrozumieć.

Wyświetlacz Turbo – twoja największa iluzja

Ale to jeszcze nie koniec wkrętów. Wiele obudów miało wyświetlacz LED, który dumnie pokazywał „66” albo „33”, zależnie od tego, czy Turbo było włączone. Tylko że… ten wyświetlacz nie miał zielonego pojęcia, z jaką prędkością działa komputer. Serio. Wartości ustawiało się ręcznie, zworkami na płytce. Można było równie dobrze ustawić „666” i poczuć się jak szatan komputerów. W praktyce? To były tylko ładne cyferki, które robiły ci wodę z mózgu.

turbo pc button

Czy Turbo było jedną wielką ściemą? Tak. Czy było potrzebne? Również tak.

I tu leży piękno tej technologii. Turbo było z jednej strony kpiną z logiki i zdrowego rozsądku, a z drugiej – brutalnie praktycznym rozwiązaniem. To tak, jakbyś miał samochód, który jeździ za szybko, więc montujesz mu przycisk „Zwolnij, bo babcia nie nadąża” – i to działa. Nie miałeś patchy, update’ów, wersji kompatybilnych, sterowników w wersji 14.3.2.1b tylko po to, żeby gra w ogóle się uruchomiła. Miałeś guzik. I to nie byle jaki – ten guzik miał moc, miał charakter, miał legendę.

Naciskasz – gra działa. Bohater nie teleportuje się przez całą mapę po jednym kliknięciu. Nie naciskasz – masz pokaz slajdów w przyspieszeniu, jakbyś próbował oglądać „Titanica” na podglądzie z VHS-a, który odtwarza tylko co piątą klatkę i to w kolejności losowej. Proste? Proste. Działało? Oczywiście. Czy rozumiałeś, dlaczego działa? Oczywiście, że nie – ale przecież nikt nie rozumie, jak działa mikrofalówka, a wszyscy z niej korzystają.

Turbo było jak magiczne zaklęcie. Wcisnąłeś i wszystko wracało do normy.

Turbo umarło, bo świat w końcu poszedł po rozum do głowy

Z biegiem lat programiści zaczęli robić rzeczy, jak należy. Serio. W końcu ktoś wpadł na pomysł, że może jednak nie warto pisać gry, które działają tylko wtedy, gdy procesor ma dokładnie 12 MHz i jest faz księżyca w pełni. Zamiast liczyć cykle CPU jak szalony księgowy po trzecim espresso, zaczęli używać zegara RTC – tego samego, który zawsze twierdził, że mamy 1 stycznia 1980, niezależnie od tego, ile razy ustawiałeś godzinę w BIOS-ie.

I tak – oprogramowanie zaczęło być sprytniejsze. Programy przestały wariować, kiedy komputer był za szybki. Gry nie wypluwały już grafiki w tempie stroboskopu z dyskoteki w remizie. Systemy operacyjne zaczęły się zachowywać jak dorosłe – może nie zawsze, ale przynajmniej przestały wywalać „fatal error” tylko dlatego, że podłączyłeś myszkę.

A użytkownicy? No cóż… niektórzy nadal myśleli, że jak coś nie działa, to trzeba mocniej kliknąć. Ale przynajmniej już nie musieli wciskać losowych przycisków na obudowie, żeby ich gra nie zamieniła się w pokaz epilepsji z muzyką z Sound Blastera na speedzie. Technologia poszła do przodu. Czasy się zmieniły. Tylko RTC dalej żył w 1980.

A i tak – nie zapominajmy – dziś mamy emulatory. DOSBox, ScummVM, maszyny wirtualne., takie jak PCem na którym możemy uruchomić Windows 95.  Wszystko się ładnie synchronizuje, skalibrowane, zoptymalizowane – no, chyba że odpalisz Gothic 1 na GeForce RTX i zastanawiasz się, czemu twoje 60 FPS wygląda jak 10.

Dziedzictwo przycisku Turbo – więcej niż nostalgia

Dziś Turbo to symbol. Święty Graal retro-purystów. Jak zobaczysz obudowę z guzikiem Turbo – zatrzymaj się. Uklęknij. Pomyśl o wszystkich graczach, którzy dzięki temu guzikowi mogli pograć w Prince of Persia w którym nasz bohater nie zap@#$ po etapie po amfetaminie. Pomyśl o starych czasach, kiedy technologia była bardziej surowa, a użytkownik musiał myśleć i działać. I niech ci się zrobi ciepło na sercu.

Turbo nie przyspieszało. Ale potrafiło uratować dzień.

A ty? Wciskałeś Turbo z nadzieją, że ci komputer przyspieszy? Nie martw się – wszyscy to robiliśmy.

Daj znać w komentarzach 😉

Może cię zainteresować:

Naprawiamy usługę Windows Update

Kabson

Seek & Destroy (1996)

Wściekłe Piksele

Solidarność (1991)

Kabson

Battletoads Arcade (1994)

Kabson

Platoon (1987)

Kabson

Death Wing (1996)

Emumaniak

Zostaw komentarz