Pamiętacie ten moment, kiedy pierwszy raz trzymaliście w rękach kartridż?
Ten dreszcz emocji, gdy wsuwaliście go w slot konsoli, słysząc charakterystyczne klik, a potem… magia. Piksele, muzyczka w tle i uczucie, że oto wchodzicie do innego świata.
Dla wielu z nas te wspomnienia to nie tylko gry, to dzieciństwo w czystej postaci. Czas, gdy każda plansza była wyzwaniem, każda kaseta z grami – skarbem, a każda wizyta w sklepie z elektroniką – przygodą. I właśnie to uczucie postanowiła wskrzesić mała brytyjska firma Blaze Entertainment, tworząc Evercade – współczesny hołd dla dawnych lat.
Narodziny pomysłu
Pomysł na Evercade zrodził się w 2018 roku w Wielkiej Brytanii.
Świat był już wtedy całkowicie opanowany przez cyfrową dystrybucję, a gry retro dostępne były głównie przez emulatory i ROM-y, często wątpliwego pochodzenia.
Blaze Entertainment postanowiło pójść pod prąd współczesnym trendom. Ich wizja była prosta, ale odważna:
„Przywróćmy graczom prawdziwe, fizyczne kartridże – z pudełkami, instrukcjami i duszą.”
Ogłoszenie Evercade w 2019 roku wzbudziło ciekawość, ale dopiero premiera w 2020 – mimo że opóźniona przez pandemię – pokazała, że to coś wyjątkowego.
Recenzenci chwalili jakość wykonania, przemyślane kolekcje gier i, co najważniejsze, szacunek do historii. W czasach, gdy retro często oznaczało nielegalne ROM-y z Internetu, Evercade dało graczom legalną, licencjonowaną alternatywę.
To trochę tak, jakby ktoś znów zaprosił nas do sklepu z kartridżami z lat 90., tylko że w nowoczesnym wydaniu.
Magia kolekcjonowania powraciła.
Część uroku Evercade tkwi właśnie w fizyczności.
Każdy kartridż jest numerowany, ma własne pudełko i instrukcję – jak dawniej.
Nie są to zwykłe plastikowe pudełka z etykietą – to małe kapsuły czasu, w których zamknięto ducha przeszłości.
W dobie cyfrowych subskrypcji, znikających licencji i gier dostępnych „do odwołania”, Evercade przypomina, że posiadanie gry naprawdę coś znaczy.
To nie tylko dane na dysku – to coś, co można postawić na półce, dotknąć, pochwalić się znajomym.
Nie bez powodu ludzie zaczęli traktować kolekcje Evercade jak współczesne odpowiedniki kaset z NES-a czy Mega Drive’a.
Dzięki współpracy z markami takimi jak Atari, Namco, Data East, Codemasters czy SNK, każda paczka gier to prawdziwy zestaw wspomnień.
A nowe kolekcje – jak NEOGEO czy wydane z okazji 40-lecia Rare – pokazują, że Blaze wciąż rozwija swoją wizję.
Od handhelda po konsolę stacjonarną
Evercade nie zatrzymało się na jednym sprzęcie.
Z biegiem lat rodzina urządzeń rozrosła się, by dopasować się do różnych stylów grania.
Evercade EXP i EXP-R

Nowoczesny handheld z ekranem 4,3”, procesorem 1,5 GHz, 4 GB RAM i USB-C.
EXP-R to tańsza wersja, pozbawiona HDMI i wbudowanych gier Capcom, ale nadal w pełni kompatybilna z kartridżami.
Nowe kolory inspirowane NES-em tylko podkręciły klimat retro.
Evercade VS i VS-R

Dla tych, którzy wolą kanapowe granie – wersja stacjonarna.
Rozdzielczość 1080p, wsparcie dla czterech graczy i dwa sloty na kartridże.
To idealna opcja na wieczory w stylu „retro party”, z paczką znajomych i dźwiękami starych hitów w tle.
Super Pocket
Mniejszy, kieszonkowy handheld opracowany przez HyperMegaTech (spółkę powiązaną z Blaze).
Dostępny w wersjach z grami Capcom lub Taito, a mimo miniaturowych rozmiarów zachowuje slot na kartridże Evercade.
To coś w rodzaju „retro Game Boya na sterydach”.
Pierwszy Evercade z 2020 roku został już wycofany, ale wszystkie kartridże działają na nowszych modelach – i to właśnie ta uniwersalność jest jednym z największych atutów systemu.
Jak to właściwie działa?

Zasada działania Evercade jest dziecinnie prosta.
Nie trzeba nic konfigurować, ściągać ani kombinować z BIOS-ami.
Po prostu wkładasz kartridż, włączasz i grasz – dokładnie tak, jak dawniej.
Każdy kartridż zawiera od kilku do kilkunastu klasycznych tytułów – od Atari 2600 po Mega Drive, czy automaty arcade.
Gry są emulowane perfekcyjnie, z możliwością zapisywania stanu, zmiany proporcji obrazu (4:3 lub 16:9), a nawet włączenia filtrów CRT, by uzyskać ten nostalgiczny „efekt kineskopu”.
System działa na Linuxie i jest regularnie aktualizowany. W październiku 2025 roku dodano nowe funkcje menu, poprawiono stabilność i wprowadzono obsługę tzw. Giga Carts – większych kartridży mieszczących rozbudowane gry.
Nie ma tu miejsca na pirackie pliki – Evercade to świadome odejście od nielegalnych ROM-ów, skupienie na legalnej kolekcji i szacunku do twórców. (Chociaż można to ominąć, ale rozmija się z sensem tej konsoli…)
Evercade kontra emulatory i chińskie handheldy
Nie da się ukryć – rynek retro jest dziś ogromny.
Mamy dziesiątki przenośnych konsol pokroju Anbernic, Retroid, Miyoo czy Powkiddy, które kuszą tysiącami ROM-ów z każdej możliwej platformy.
Tyle że… większość z nich balansuje na granicy prawa.
Evercade idzie inną drogą.
Nie próbuje być „wszystkim naraz”. Nie obiecuje, że odpalisz na nim PlayStation 2, Dreamcasta czy N64.
Zamiast tego skupia się na jakości, a nie ilości.
Gry działają płynnie, dźwięk jest idealny, a sterowanie – responsywne.
Nie ma lagów, błędów czy desynchronizacji. Wszystko zostało przetestowane i dopracowane.
Dzięki temu Evercade stał się „plug-and-play” dla dorosłych dzieciaków z lat 80. i 90.
Oczywiście, ma swoje ograniczenia – nie wgrasz własnych ROM-ów, nie odpalisz Mario ani Zeldy (Nintendo nie udziela licencji).
Ale w zamian dostajesz spokój ducha.
Nie musisz szukać BIOS-ów, konfigurować emulatorów ani martwić się o legalność. Wkładasz kartridż – i jesteś znów w 1994 roku.
Dlaczego Evercade trafiłą w gusta retro graczy ?
Evercade to nie tylko konsola.
To wehikuł czasu, który przenosi Cię do świata, gdzie gry miały prosty cel: dawać frajdę.
Nie było patchy, DLC, mikrotransakcji. Była czysta radość z grania.
Patrzysz na półkę z kartridżami Evercade – kolorowe pudełka, ponumerowane kolekcje, znajome logotypy – i nagle masz wrażenie, że trzymasz w rękach historię.
Nie cyfrową kopię, nie plik z torrentów, tylko prawdziwy kawałek przeszłości.
Każda kolekcja to mała antologia wspomnień.
Tu zestaw Atari, tam Data East, obok Namco Museum.
Każdy kartridż ma swój klimat, własne menu, grafikę, opisy – jakby twórcy naprawdę chcieli, byś poczuł, że to coś wyjątkowego.
I rzeczywiście – Evercade to miłość do retro w czystej postaci.
Bez udziwnień, bez „hipsterskiego” marketingu. Po prostu pasja do starych gier podana w nowoczesnej formie.
Zalety Evercade
- Legalne, licencjonowane tytuły – wspierasz twórców i zachowujesz czyste sumienie.
- Kolekcjonerski klimat – numerowane pudełka, instrukcje, półka jak z dzieciństwa.
- Świetna emulacja – bez lagów, z opcją zapisu i filtrami CRT.
- Kompatybilność – jeden kartridż działa na wszystkich modelach.
- Aktualizacje firmware – system żyje i wciąż się rozwija.
- Rosnąca biblioteka – setki klasyków i rzadkich tytułów.
- Tryb multiplayer na konsoli VS – idealny na wieczory z przyjaciółmi.
Wady Evercade
- Biblioteka ograniczona do oficjalnych wydań – brak własnych ROM-ów.
- Cena – 20–30 USD za kartridż może wydawać się sporo.
- Brak Bluetooth i WiFi w starszych modelach.
- Sporadyczne glitche w niektórych grach.
- Brak kultowych tytułów Nintendo i Segi (licencje to trudny temat).
- Dla niektórych – zbyt „zamknięty” system.
Podsumowanie – retro, które ma sens
Evercade nie jest konsolą dla każdego.
Nie zadowoli tych, którzy chcą mieć tysiące gier na jednej karcie SD.
Ale jeśli jesteś graczem, który dorastał w latach 80. czy 90., który pamięta czasy kaset, resetowania Pegasusa i dmuchania w kartridż, to… Evercade jest dla Ciebie.
To coś więcej niż sprzęt – to uczciwy list miłosny do epoki 8 i 16 bitów.
Pokazuje, że retro nie musi być tanim emulatorem z AliExpress. Może być czymś eleganckim, przemyślanym, pełnym szacunku do przeszłości.
Moim zdaniem, Evercade to całkiem udana, dopracowana retro zabawka, która sprawia, że czuję się jak dzieciak z lat 90. – ten sam, który siadał na dywanie z Game Boyem w dłoniach, z radiem grającym gdzieś w tle i kubkiem kakao obok, tylko że teraz bez tych okropnych kabli plączących się pod nogami i z baterią, która nie umiera po 10 minutach grania w Tetrisa. Serio, Blaze Entertainment stworzyło coś, co łączy nostalgię z nowoczesnością – emulacja działa płynnie, a handheldy, jak EXP-R, leżą w dłoni lepiej niż stary Game Boy po diecie i nie skrzypią jak plastikowy Pegazus po roku używania.
Ale prawdziwy hit to możliwość kolekcjonowania tych cartridge’y! W końcu, po co grać w chmurze czy na emulatorach z tysiącem pirackich ROM-ów, skoro możesz postawić na półce kolorowe pudełka z numerowanymi etykietami? To trochę jak cofnięcie się do czasów, gdy wyprawa do sklepu z grami była małym świętem, a otwieranie nowego kartridża pachniało przygodą i świeżym plastikiem. Teraz możesz znowu poczuć ten dreszcz, tylko bez stresu, że przypadkiem stracisz save’a, bo bateria w kartridżu padła…
To jak budowanie własnej retro świątyni – patrzysz na te kartridże i myślisz: „Oto moje skarby, warte więcej niż złoto… no, przynajmniej dla mnie”. I wiesz co? Coś w tym jest. Każda kolekcja ma swoją duszę, swoje wspomnienia – godziny spędzone przy NES-ie, pierwsze rage quity przy Double Dragonie, czy to uczucie, gdy grałeś z kumplem na jednej kanapie.
A serio – wiele z tych zestawów tylko zyskuje na wartości. Weźmy na przykład Technos Collection 1 – out of print, a na eBayu czy rynkach wtórnych idzie za ponad 100 dolców, bo zbieracze traktują to jak święty Graal bijatyk. I trudno się dziwić. W końcu Evercade nie tylko odtwarza stare gry – on przywraca emocje, które kiedyś były częścią naszego dzieciństwa. A to, moi drodzy, jest bezcenne.
A Wy? Macie swoje ulubione kolekcje Evercade?
Czy też łapiecie się na tym, że czasem bardziej chcecie posiadać grę, niż tylko ją odpalić?
Napiszcie w komentarzach – retro żyje, dopóki o nim pamiętamy.

1 komentarz
Jesli płacisz za sprzęt który działa to OK. Jeśli uwarzasz że te gry są legalne to jesteś idiotą. Sekta wyznawców legalności starych gier upada i takie promocje nikogo nie przekonają.