Nintendo NES

Gun-Nac (1990)

Gun-Nac to jedna z tych gier, które absolutnie nie powinny wyglądać ani brzmieć tak dobrze na konsoli NES. A jednak — robi to z taką swobodą, jakby skromne 8-bitowe bebechy Nintendo były potężnym arcade’owym kolosem rodem z najlepszych salonów gier. To prawdziwy popis kunsztu Compile, studia, które fanom shooterów kojarzy się ta z innym ich hitem. Dla wielu graczy Zanac był objawieniem, pierwszą lekcją tego, jak wygląda nowoczesny shmup. Gun-Nac to dyplom ukończenia tej szkoły — i to z wyróżnieniem, czerwonym paskiem i owacjami na stojąco.

Już od pierwszych sekund widać tu DNA Zanaca — to samo szybkie tempo, podobny system broni, znajomo wyglądające sprite… ale to, co robi Compile tutaj, wygląda jak pięć lat technologicznego skoku naprzód. Gun-Nac jest jak Zanac po intensywnym obozie treningowym: bardziej zaawansowany, bardziej dopracowany i dużo bardziej świadomy możliwości konsoli. To tak, jakby twój ulubiony superbohater nagle odkrył, że ma jeszcze dziesięć ukrytych mocy, o których nawet nie wiedział.

Gra startuje z impetem lokomotywy, nie dając ci nawet sekundy na złapanie oddechu. Pierwsza fala wrogów leci prosto w twoją stronę z taką determinacją, jakby miała osobiste porachunki. I wtedy zdajesz sobie sprawę: to nie jest spokojny spacer po parku. To jest adrenalina wtłoczona bezpośrednio w żyły, czysta esencja tego, czym shooter powinien być.

gun nac 2

Większość shooterów ma tę jedną broń, której trzymasz się cały czas, bo po prostu robi robotę najlepiej. Gun-Nac bawi się tym schematem, łamie go na pół, depce po kawałkach i udowadnia, że każda broń może być najlepsza — jeśli tylko nauczysz się ją wykorzystywać właściwie. To nie jest kwestia „ta zielona jest najlepsza” — to jest kwestia sytuacji, przeciwników, momentu w grze.

Mamy tu zestaw, który brzmi jak lista życzeń maniaków zniszczenia: 

  • Blaster – podstawiak, ale nie lekceważ go. W odpowiednich rękach potrafi być śmiertelnie skuteczny. 
  • Screen Buster – nazwa mówi wszystko. Ekran? Do rozerwania.
  • Search Driver – inteligentne pociski, które same znajdują cele. Brzmi OP? No to poczekaj, aż zobaczysz, jak mało damage’u robią pojedynczo.
  • Dragon Napalm –Trzystrumieniowa apokalipsa w płomieniach. To jest ta broń, przez którą twoi przeciwnicy zaczynają żałować swoich życiowych wyborów. Płonące, wirujące pociski sieją takie spustoszenie, że sam się boisz własnej mocy.
  • Wide Beam – szeroki jak autostrada, potężny jak młot bogów. Problem? Luki między strzałami mogą cię kosztować życie, jeśli nie uważasz.

Każda potrafi siać potężne zniszczenie, ale żadna nie daje gwarancji łatwizny. Szukający celów Search Driver jest świetny… ale słabiutki. Wide Beam to czysta moc… ale rozrasta się do tego stopnia, że zostawia między strzałami niebezpieczne luki. Dragon Napalm? Cudo. Płonąca, trzystrumieniowa apokalipsa, która zasłania pół ekranu — choć czasem nie potrafi przebić się przez elementy tła.

I to właśnie ta logika „potężne, ale z haczykiem” sprawia, że każda broń w Gun-Nac żyje własnym życiem. Nie ma tutaj jednoznacznego meta. Wszystko zależy od twojego stylu, od poziomu, od bossa. To jest projektowanie broni na poziomie mistrzowskim.

gun nac 1

Do tego dochodzą ulepszenia, dodatkowe skrzydła dające jednorazową ochronę i jeszcze większą siłę rażenia (bo najwyraźniej podstawowy poziom zniszczenia był za mały), a także kompletny zestaw bomb — z możliwością upgrade’u — które potrafią oczyścić ekran w sposób wręcz absurdalnie widowiskowy. Kiedy odpalisz w pełni ulepszoną bombę, efekt jest taki, że przez moment zastanawiasz się, czy przypadkiem nie uruchomiłeś gry z SNES-a.

Wisienką na torcie jest sklep między poziomami, gdzie możesz doładować arsenał. TAK. SKLEP. W grze z 1990 roku na NES-ie. Compile dosłownie zasypuje cię prezentami, a potem jeszcze pozwala ci wybrać, co chcesz kupić. To jest szczodrość na poziomie mikołaja na sterydach.

gun nac 3

Gun-Nac nie bawi się w powolne narastanie tempa. Tutaj nie ma tutoriali, nie ma delikatnego wprowadzenia. Tu od pierwszej minuty gra wali cię prosto w twarz istną falą przeciwników i pocisków. I to jest piękne. To jest czyste, niefiltrowane szaleństwo, które sprawia, że serce bije szybciej, a palce kurczowo zaciskają się na padzie.

Tempo rozgrywki to błyskawica schwytana w butelce i wypuszczona prosto na ekran telewizora. Poziomy — ośmiokrotnie zróżnicowane szaleństwo — nigdy nie dają ci ani chwili odpoczynku. Pierwszy poziom? Kosmiczne króliki. Tak, dobrze przeczytałeś. KOSMICZNE. KRÓLIKI. A to dopiero początek tej zwariowanej podróży.

Inspiracje Life Force, 1943 i Zanacem są widoczne na każdym kroku, ale Gun-Nac tworzy z nich coś swojego i absolutnie unikalnego. To nie jest kopia. To nie jest hołd. To jest ewolucja gatunku, skok na wyższy poziom, manifest tego, czym vertical shooter może i powinien być.

gun nac 4

I co najdziwniejsze: mimo całego tego chaosu gra jest zaskakująco uczciwa. To nie jest ten rodzaj trudności „dark souls of shmups”, gdzie gra wydaje się być zaprojektowana przez sadystę z doktoratem z okrucieństwa. Nie. Gun-Nac jest wymagający, ale sprawiedliwy.

Power-upy lecą w takich ilościach, że można zginąć, próbując ich uniknąć — co jest problemem, którego większość gier w życiu nie doświadczy. A po śmierci? Gra natychmiast podrzuca ci minimalny zapas mocy, żebyś nie musiał zaczynać od zera jak jakiś amator. To jest respekt dla gracza. To jest zrozumienie, że trudność powinna płynąć z wyzwania, nie z frustracji.

Do tego możliwość wyboru trybu: płynność kosztem flickeringu albo mniejszy flicker kosztem spowolnień. NA NES-IE! W 1990 ROKU! Pozwól, że to powtórzę: masz opcje graficzne na 8-bitowej konsoli z okresu, gdy większość gier uważała „opcje” za coś ekstra. To było jak wybór ustawień graficznych przed erą PC Master Race, przed Ray Tracingiem, przed wszystkim. Compile było po prostu z przyszłości.

I tu dochodzimy do najważniejszego: Gun-Nac to absolutny pokaz mocy NES-a. To jest gra, która bierze konsole za kark i mówi „pokaż mi, na co naprawdę cię stać”.

Galeria: 

Każdy świat jest inaczej zaprojektowany, bardziej szczegółowy niż w Zanacu, pełen kolorów i detali, które nie powinny być możliwe na tym sprzęcie. A absurdalny humor fabularny (kosmiczne króliki? gigantyczne banknoty jako bossowie?) nadaje temu wszystkiemu cudowny, niepowtarzalny charakter. To jest japońskie szaleństwo w najczystszej postaci i kocham to całym sercem.

Nie mogę nie wspomnieć o muzyce. Soundtrack Gun-Nac to kolejny dowód na to, że Compile wiedziało, co robi. Każdy kawałek jest chwytliwy, energetyczny, dopasowany idealnie do tempa rozgrywki. To nie jest tło — to jest paliwo. Motywy muzyczne wbijają się w głowę i zostają tam na dobre, nucisz je pod prysznicem tygodnie później.

Efekty dźwiękowe? Perfekcja. Każda broń ma swój charakterystyczny dźwięk, każda eksplozja brzmi satysfakcjonująco, a kiedy zbierasz power-up, ten charakterystyczny „bling” wywołuje uśmiech na twarzy. To są te małe detale, które odróżniają dobre gry od genialnych.

A najlepsze? Gun-Nac nie jest grą „przeszedłem raz i koniec”. Różne kombinacje broni, próby pobicia własnego wyniku, eksperymentowanie z różnymi strategiami na bossów — ta gra zaprasza do powrotu. Za każdym razem, gdy myślisz „dobra, ostatni raz”, kończy się na „może jeszcze jednym podejściu”. I nagle jest trzecia w nocy, a ty jesteś na siódmym poziomie z Dragon Napalm na maksa, krzycząc na ekran jak opętany.

To jest ten rodzaj gry, która definiuje pojęcie „jeszcze jedna próba”. Klasyczna pułapka „jeszcze jeden raz”, ale wykonana tak dobrze, że nawet nie masz jej za złe.

Podsumowanie: gra, o której niesłusznie nikt nie mówi. I naprawdę nie wiem dlaczego…

Gun-Nac to jedna z tych gier, o których mówi się za mało, a powinno się mówić bez przerwy. Krzycz o niej z dachów. Pisz o niej eseje. Zrób tatuaż z logo gry (może nie to ostatnie, ale możesz rozważyć).

Jedno z najlepszych doświadczeń shooterowych na NES-a, dowód geniuszu Compile i przykład, jak daleko da się wypchnąć 8-bitowy sprzęt, jeśli tylko wie się, co się robi. To jest lekcja game designu, manifest techniczny i list miłosny do gatunku — wszystko w jednym kartridżu.

Jeśli uwielbiasz szybkie, efektowne, napakowane akcją shootery — kup, zagraj, zakochaj się. A jeśli myślisz, że widziałeś, na co stać NES-a… Gun-Nac udowodni ci, jak bardzo się myliłeś. I zrobi to z taką gracją i stylem, że będziesz mu wdzięczny za tę lekcję.

Gun-Nac to nie jest po prostu dobra gra. To jest arcydzieło, które zasługuje na miejsce w panteonie najlepszych shooterów wszech czasów. I jeśli jeszcze w nią nie grałeś — co ty w ogóle robisz ze swoim życiem? Idź to naprawić. Natychmiast.

Grę bez problemów uruchomicie na jednym z tych emulatorów Pegasusa (NES’a).

Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele padów:
  • 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
  • 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Sam używam 8Bitdo Ultimate C niemal od roku i nie mam z nim żadnych problemów. 

Dziękuję za uwagę i życzę miłego grania !

6.8
Dobra
Gun-Nac

Kosmiczne marchewki kontra laserowy chaos

🕹 Tonkin House📅 19901,5h
Ocena czytelników
2.5 / 5 (2 głosy)
Gun-Nac
Grafika7
Muzyka7
Gameplay8
Plusy
  • Dynamiczna, bardzo grywalna strzelanka typu shoot ’em up
  • Kolorowa grafika i absurdalni przeciwnicy
  • Duża różnorodność broni i ulepszeń
Minusy
  • Wysoki poziom trudności
  • Krótka rozgrywka
  • Momentami zbyt chaotyczna akcja
Podsumowanie

Szybki i kolorowy shoot ’em up z humorem, wymagający refleksu, ale zdecydowanie za krótki.

Może cię zainteresować:

Superman 64 (1999)

Wściekłe Piksele

F-Zero X (1998)

Kabson

Felix the Cat (1992)

Kabson

Super Mario Bros 64

Kabson

Historia NES, czyli konsoli, która uratowała rynek gier

Emumaniak

Super Nintendo, czyli konsola, która przyciągnęła miliony graczy na całym świecie.

Emumaniak

Zostaw komentarz