Oho kurwa, Arkanoid — czyli gra, która wygląda jakby ktoś wziął ponga, wrzucił go do miksera z kwasem, dosypał kawałki opiatów, podpalił to wszystko i wyjebał w kosmos razem z twoim zdrowym rozsądkiem.
Dobra, wjeżdżamy w to gówno.
Jesteś sobie statkiem. Statkiem o nazwie VAUS — nie, to nie nazwa nowego japońskiego napoju energetycznego z żeń-szeniem i smakiem parówek. To jebany stateczek z paletką, który wygląda jakby ktoś wziął kawałek białego chleba tostowego, dodał silniki od suszarki i wypierdolił w kosmos z misją tak bezsensowną, że nawet kurierzy z Ubera by się zastanowili, czy to gówno dowieźć w całości.
Więc co robi VAUS? Zostaje wyrzucony z „Mothership Arkanoid” — czyli jakiegoś pierdolonego kosmicznego niszczyciela, który wybucha, bo… chuj wie, coś jebło w galaktyce. Może jakieś kosmiczne gówno, może DOH pierdnął zbyt mocno — nikt ci nic nie tłumaczy. Nie ma briefingu, nie ma odprawy, po prostu: leć pajacu.
I teraz najlepsze — twoja misja: odbijaj kulkę. Serio. Napierdalaj kulką w klocki, bo najwyraźniej cała przyszłość wszechświata zależy od tego, czy odbijesz jebany metalowy orzeszek od ściany. Bo tylko tak można uratować wszechświat. Oczywiście kurwa. No przecież. Bo przecież to ma sens, prawda? To logiczne, że od tego, czy trafiłeś w pomarańczową cegłę, zależy los galaktyk. Przecież dokładnie tak wyglądałoby „Interstellar”, gdyby kręcił go Miyamoto po ciężkiej nocy z Tetrisem i ketonalem. W kosmicznych ilościach.
I ty tam siedzisz, z miną jakbyś miał zaraz zapytać „czy to już?” i tłuczesz tą kulką jak psychopata na amfie. Ściana, cegła, power-up, kulka, cegła, ściana, rozpierdol, frustracja, ekstaza. I tak w kółko, bo przecież uratowanie wszechświata nie może polegać na dyplomacji czy technologii — nie, musi to robić samotny stateczek odbijający kulkę jak jebany Pong na cracku.
No więc jesteś sam, samotny w pizdowatej przestrzeni, a przed tobą MUR — kurwa, MUR Z BLOKÓW. Jakby ktoś wysypał cały Tetris w poziomie i powiedział: „NISZCZ TO, SKURWYSYNU.” No to niszczysz. Kulką. Odbijając ją jak Janusz, co próbuje dokończyć meblościankę po pięciu piwach.
Ale nie tak łatwo, bo kulka się odbija jak jebnięta, a ty masz paletkę, która porusza się z gracją wózka widłowego na lodzie. Raz za wolna, raz za szybka, raz „o nie, nie zdążyłem, spadło, kurwa jego mać”. I życie w pizdu. Masz ich kilka, ale wiadomo — życie to nie koncert życzeń, a Arkanoid to nie kółko różańcowe.
ALE! WJAZD MOCY! Lecą kapsułki! Jak dopalacze dla nerdów!
Masz „do wyboru”:
Pomarańczowa — spowalnia kulkę, jakby dostała depresji,
Czerowna — laser, czyli wreszcie możesz STRZELAĆ! I czujesz się jak kurwa Clint Eastwood w wersji 8-bit,
Żółto/Zielona — chwytak, co łapie kulkę i pozwala ci się zastanowić nad życiem zanim ją wypuścisz z powrotem w burdel,czo
Jasnoniebieska — divide, dzieli kulkę na trzy — i nagle masz więcej problemów niż student w sesji,
Różówa— przejście do następnego levelu — czyli TWOJA SZANSA NA UPIERDOLENIE WSZYSTKICH KULEK NA NASTĘPNYM POZIOMIE.
Każdy level trudniejszy, szybciej, mocniej, więcej bloków, niektóre z tytanu jakby były ze stali nierdzewnej po sterydach,pojawiają się jakieś cholerne „kosmoludki” które generalnie chcą cię zabić. A ty nadal tylko z tą jedną, jebaną kulką i paletką cienką jak kutas w zimie.
I co na końcu? Jakiś boss z kosmosu o imieniu DOH — tak, kurwa DOH, jak krzyk Homera Simpsona po wyjebaniu na podłogę ostatniego browca w domu. To jebany posąg z Wyspy Wielkanocnej, który za dużo słuchał techno i ogólnie wygląda jak stolec po kilku ostrych kebsach zalanych tanią wódą. Musisz w niego napierdalać kulką. Kulka. Kontra mózg. Kto wygra? NO TY, KURWA, JAK MASZ JAJA ZE STALI I REFLEKS GEPARDA PO 5 RED BULLACH.
Arkanoid to nie gra. To stan psychiczny. To wojna z grawitacją. To test cierpliwości, skupienia i kontroli gniewu. Próbujesz grać w to na kacu? Zapomnij. To nie gra na kaca. to gra, która zrobi ci kaca nawet jak jesteś trzeźwy To jakbyś próbował ułożyć kostkę Rubika zębami, będąc podłączonym do prądu. To test cierpliwości, skupienia i kontroli gniewu — czyli wszystkiego, czego nie masz, jak tylko kulka spierdala ci bokiem i patrzysz na to z miną człowieka, który właśnie planuje jak tu napierdolić za tę porażkę telewizor krzesłem.
Ale grasz. I wracasz. Bo TO UZALEŻNIA JAK ŚWIEŻO WYJEBANY PAPIEROS NA PRZERWIE W TECHNIKUM.
Tyle, kurwa, na dziś. Chcesz recenzję sequela, „Revenge of DOH”?, ewentualnie chcesz poczytać kolejną recenzję w tym stylu ? Teź daj znać.
Dawaj znać.
W przeciwnym razie — ZŁAP TĘ KULKĘ, CHUJU, I NIE DAJ JEJ SPAŚĆ, BO WSZECHŚWIAT CIĘ POTRZEBUJE.
Grę bez problemów uruchomicie na jednym z tych emulatorów konsoli NES/Pegasus, zaś sama grę bez problemów znajdziecie na jednej z tych stron.
Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele padów: Sam używam 8Bitdo Ultimate C niemal od roku i nie mam z nim żadnych problemów.

