Lata 90. – czas, kiedy komputer z napędem CD-ROM był powodem do dumy, a każda płyta z kolorową okładką zapowiadała przygodę większą niż życie. To były czasy, kiedy anime dopiero wdzierało się do polskich domów przez kablówki i pirackie kasety VHS, a „Czarodziejka z Księżyca” była dla wielu z nas pierwszym spotkaniem z japońską animacją. Dla jednych był to Dragon Ball, dla innych Sailor Moon – ale niezależnie od obozu, każdy pamięta te popołudnia, gdy wracało się ze szkoły i biegło do telewizora, by zobaczyć, czy Usagi znów spóźniła się do szkoły.
W tym właśnie klimacie, w 1997 roku, pojawiło się coś, co miało przenieść magię Księżycowych Wojowniczek w trzeci wymiar — The 3D Adventures of Sailor Moon. Dla dzieciaków z Zachodu (i tych szczęśliwców, którzy mieli importowaną kopię) był to prawdziwy cud: oficjalna gra o ukochanej bohaterce, i to w 3D! A pamiętajmy, że mówimy o czasach, gdy Windows 95 był królem, a 3D oznaczało coś między „wow” a „coś się psuje z grafiką”.
Technologia, która kiedyś robiła wrażenie
Na tamte czasy – to było coś! Motion capture w grze edukacyjnej? Modele 3D postaci z anime? Brzmiało jak przyszłość. Dziś, niestety, ta przyszłość wygląda bardziej jak prehistoria. Nasze heroiny poruszają się w rytm ikonicznego motywu otwierającego, ale ich ruchy przypominają bardziej kukiełki na gumkach niż wojowniczki walczące o miłość i sprawiedliwość. Wtedy to była magia. Dziś – raczej memiczny urok w stylu „Foodfight!” lub starych reklam 3D Studio Max.
Ale wiecie co? Jest w tym coś uroczo naiwnego. To to samo uczucie, gdy włączasz stary klip z demówką Voodoo 2 i przypominasz sobie, jak „realistyczne” wydawały się te tekstury 320×240.
Magic Puzzle Room i Crystal Fighting Arena
Trzeba przyznać – twórcy mieli ambicje. Puzzle Room to klasyczna zabawa w przesuwanie kafelków, jakich tysiące – ale dzięki oprawie Sailor Moon można było przynajmniej poczuć ten czar lat 90. Crystal Fighting Arena natomiast… cóż, to coś, co można by nazwać „pierwszoosobową magią”. Pomysł był świetny, wykonanie… już mniej. Sterowanie tylko myszką (tak, bez klawiatury!) sprawia, że czujesz się bardziej jak w symulatorze frustracji niż w grze akcji.
A jednak — mimo wszystkich tych niedoskonałości, trudno nie docenić, że ktoś chciał. Ktoś naprawdę wierzył, że dzieci będą czuły dreszcz emocji, ścigając błyszczące gwiazdki po pustynnej arenie.
Galactic Moon Library i Salon Mody 3D
Biblioteka Księżycowego Kosmosu to nic innego jak interaktywne menu, ale w 1997 roku to było coś. Głos narratorki, obracające się panele, profile postaci – dla fana to była encyklopedia marzeń. Dziś klikniesz dwa razy w Wikipedię i masz więcej informacji, ale wtedy każda linijka tekstu o Sailor Jupiter była jak odkrycie nowej planety.
A Salon Mody 3D? Czysta nostalgia. Wybierasz stroje, zmieniasz kolory, podziwiasz modele postaci w 3D. Wtedy to było doświadczenie, które pozwalało ci „pobawić się” ulubionymi bohaterkami w sposób, o jakim nie mogłeś nawet marzyć oglądając serial. Dziś wygląda to jak projekt z lekcji informatyki, ale to właśnie takie rzeczy uczą nas, jak wyglądała dziecięca wyobraźnia sprzed epoki smartfonów.
VHS-owe klipy i karaoke, czyli magia analogowej ery
W grze znajdziemy również wideo z serialu — zgrane chyba prosto z taśmy VHS, z błędami trackingowymi i tym charakterystycznym szumem, który pamięta każdy, kto przewijał kasetę do ulubionego momentu. Dźwięku z oryginału brak, ale jest karaoke – bo kto w 1997 nie chciał śpiewać „Fighting evil by moonlight…” w domowym zaciszu, z mikrofonem z zestawu Sound Blastera?
Jak to się starzeje?
Cóż… nie najlepiej. Ale w tym cały urok. The 3D Adventures of Sailor Moon to nie gra, do której wracasz dla gameplayu. To cyfrowa kapsuła czasu. To wspomnienie epoki, kiedy samo odpalenie gry z CD-ROM-u potrafiło zrobić dzień. Kiedy renderowane w 3D postaci z anime wydawały się czymś z innej galaktyki.
Grę bez problemu uruchomicie na PCem, ale czy warto ?

- Kultowa licencja Sailor Moon
- Różnorodne mini-gry i aktywności
- Kolorowa, wierna stylistyka anime
- Bardzo prosta, momentami banalna rozgrywka
- Niska jakość grafiki 3D
- Krótka i mało angażująca
Fanowska ciekawostka – urocza, ale płytka i szybko się kończy.




