Nintendo NES

Final Fantasy I (1987)

Jest coś dziwnego w byciu ojcem-graczem w 2026 roku. Kiedy moje dzieciaki biegają po domu, a ja w końcu znajduję te magiczne trzydzieści minut wieczornej ciszy, staję przed dylematem: włączyć najnowszą, fotorealistyczną produkcję, czy sięgnąć po coś, co pachnie zakurzonym kartridżem i wspomnieniami z czasów, których sam nie przeżyłem w pełni?

Szczerze? Nigdy nie sądziłem, że to napiszę. Przez lata omijałem pierwsze sześć części Final Fantasy szerokim łukiem, niczym kałużę po deszczu, kiedy biegnę z wózkiem do żłobka. Z siódemką zetknąłem się dopiero koło 2010 roku i – o zgrozo – początkowo niemal całkowicie mnie odrzuciła. Te kanciaste postacie z klocków, pociąg w intro, industrialne klimaty… gdzie podziała się magia, do której przyzwyczaiły mnie stare, poczciwe jRPG?

A jednak. Dzięki mojej wiernej towarzyszce, zwanej pieszczotliwie „cegiełką” (tak, to taka mała handheldowa retro konsolka, która potrafi zjeść mi cały wieczór, gdy tylko dzieci zasną), postanowiłem przełamać opory. Podkusiło mnie, by w końcu nadrobić korzenie serii, która zmieniła oblicze gier RPG. Ruszyłem więc z pierwszym Final Fantasy – zupełnie bez problemu odpalonym na  Anbernicu RG35XX, wsunąłem słuchawki i… przepadłem. Oto moja relacja z tej podróży, pierwsza część cyklu, w którym ojciec-gracz odkrywa, od czego to wszystko się zaczęło.

ff nes 1Warto zacząć od tego, że Final Fantasy I naprawdę mogła być ostatnią grą studia. Hironobu Sakaguchi, sfrustrowany słabymi wynikami poprzednich tytułów, postanowił stworzyć dzieło, które będzie ukoronowaniem jego kariery – swoją „ostatnią fantazję”. Ironia losu sprawiła, że tytuł ten stał się początkiem jednej z najdłuższych i najbardziej kochanych serii w historii gier.

Podobno też, wcale tak nie było i Final Fantasy nie miało być ostatnią grą studio. Jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie…

Zespół czerpał garściami z zachodnich wzorców: Ultimy, Wizardry i przede wszystkim papierowego Dungeons & Dragons. Stąd system klas, ograniczone użycie magii oparte o „sloty” przypominające zapamiętane zaklęcia, a nawet bestiariusz pełen goblinów, ogrów i smoków. W Kraju Kwitnącej Wiśni mało kto wcześniej odważył się na tak odważną fuzję Wschodu z Zachodem. Efekt? Gra sprzedała się na tyle dobrze, że Square nie tylko przetrwało, ale mogło z rozmachem wejść w erę SNES-a. Dla nas, współczesnych graczy, to trochę tak, jakby dziś niezależne studio z Kickstartera nagle stworzyło hit, który definiuje gatunek na dekady.

Fabuła 

Historia jest prosta, ale ma w sobie urok starych baśni. Świat spowija ciemność, cztery żywioły szaleją, a przepowiednia głosi, że pojawi się czterech Wojowników Światła, niosących kryształy. My wcielamy się właśnie w nich – milczących bohaterów, którym nadajemy imiona i profesje. Już pierwsze minuty gry to klasyk: most łączący królestwo Conerii z resztą świata został zniszczony, księżniczka porwana przez byłego rycerza, a zepsuty kryształ wiatru pogłębia chaos. Z pozoru banalna misja ratunkowa szybko zamienia się w epicką podróż przez kontynenty, lochy i pradawne świątynie.

Bez zdradzania wszystkich kluczowych zwrotów – powiem tylko, że finałowy twist z wrogiem, którego spotykamy na samym początku, do dziś robi wrażenie. To jedna z pierwszych gier, które bawiły się motywem pętli czasu w tak przemyślany sposób. Gdy po kilkunastu godzinach dotarłem do ostatniego lochu i zrozumiałem, co naprawdę wydarzyło się 2000 lat temu, poczułem ten przyjemny dreszcz, który towarzyszy odkrywaniu dobrze opowiedzianej tajemnicy – nawet jeśli dziś fabuła ta wydaje się nieco lakoniczna. W końcu w 1987 roku ograniczenia kartridży nie pozwalały na rozpisane dialogi, a lore serwowane było głównie przez skąpe opisy i własną wyobraźnię gracza. I właśnie za tę wyobraźnię kocham retro.

To czysta esencja przygody. Jako tata, doceniam ten minimalizm. Nie muszę śledzić dwudziestu pięciu pobocznych wątków, by wiedzieć, co robić. Idę przed siebie, wyzwalam kryształy i ratuję świat przed kolacją.

ff nes 2W pierwszej części Final Fantasy nie wybierasz konkretnych postaci o wyrazistych charakterach. Ty tworzysz własną drużynę. Wybierasz klasy: Wojownik, Złodziej, Mnich, Biały Mag, Czarny Mag lub Czerwony Mag.

To ciekawe ćwiczenie strategiczne. Pamiętam, jak siedziałem nad ekranem, zastanawiając się, czy wziąć dwóch magów, czy może postawić na siłę ognia. Wybrałem klasyczny skład: Wojownik, Mnich, Biały i Czarny Mag. Moja drużyna była „czystą kartą” – ich osobowość budowałem sam w swojej głowie, co w pewnym sensie jest bardziej angażujące niż śledzenie gotowych skryptów.

Granie w Final Fantasy I po latach to lekcja pokory. Eksploracja świata jest liniowa, ale bywa frustrująca. Brak dziennika zadań oznacza, że musisz być uważny (albo mieć otwartą mapę w przeglądarce, co przyznaję bez bicia – jako ojciec nie mam czasu na błądzenie przez godzinę, bo bąbelek wylał sok na dywan).

System walki

System walki to klasyka: turowa wymiana ciosów. Ale uwaga – w oryginale wybierasz cel ataku dla wszystkich postaci przed rozpoczęciem tury. Jeśli jeden z moich bohaterów „zabije” wroga w pierwszej części tury, reszta postaci często „pudłuje”, atakując powietrze. To mechanika, która wywołuje uśmiech politowania, ale też uczy planowania. Rozwój postaci przez zmianę klas w połowie gry to moment niemal mistyczny – czujesz, że twoi podopieczni naprawdę dorośli.

ff nes 3

Wykonanie

Nie da się ukryć, że grafika na NES-a jest prosta. Jednak w tej prostocie jest urok. Sprzęty typu Anbernic, na których ogrywałem tę produkcję, pozwalają na nałożenie filtrów wygładzających, ale ja wybrałem surowe piksele. Jest w nich coś kojącego – czysta geometria, czytelność i genialna kolorystyka.

Ścieżka dźwiękowa Nobuo Uematsu to osobny rozdział. Nawet na ograniczonym chipie dźwiękowym NES-a, Uematsu stworzył melodie, które zostają w głowie na dni. Motyw przewodni, walka z bossem – to utwory, które znałem już z remiksów, ale usłyszenie ich w wersji „oryginalnej” było jak wizyta w muzeum dźwięku.

W 1987 roku Final Fantasy było powiewem świeżości w świecie RPG, który wtedy był zdominowany przez bardziej skomplikowane i mniej przystępne tytuły. Krytycy pokochali tę grę za balans, muzykę i – co najważniejsze – dostępność.

Dzisiaj oceniamy ją przez pryzmat nostalgii. Czy to najlepsza część serii? Absolutnie nie. Czy jest męcząca dla nowoczesnego gracza? Bywa. Ale ma w sobie pierwotną iskrę, której brakuje wielu nowoczesnym grom. To gra, która szanuje twój czas, dopóki nie utkniesz w lochu bez mikstur leczących.

ff nes 4

5 ciekawostek o Final Fantasy I

  1. Nazwa była prorocza: Sakaguchi naprawdę uważał, że to będzie ostatnia gra, którą wyprodukuje przed końcem kariery w branży gier, co przeważyło o wyborze tytułu.
  2. Wygląd potworów: Wiele projektów wrogów w grze było inspirowanych bestiariuszem z Dungeons & Dragons, co po latach wymagało od twórców poprawek prawnych w nowszych wydaniach.
  3. Nieplanowany sukces: Square spodziewało się umiarkowanej sprzedaży. Pierwsza partia gier wyprzedała się błyskawicznie, zmuszając firmę do pilnego dodruku kolejnych sztuk, aby zaspokoić popyt.
  4. Błąd z „pudłowaniem”: Słynna mechanika „pudłowania” podczas ataku w puste miejsce po pokonanym przeciwniku była błędem programistycznym, który stał się znakiem rozpoznawczym wczesnych RPG od Square.
  5. Długa droga na Zachód: Amerykańska premiera gry odbyła się dopiero w 1990 roku, trzy lata po japońskim debiucie, co pozwoliło twórcom na wprowadzenie drobnych poprawek w balansie trudności.

Podsumowanie: Czy warto wracać do korzeni?

Ukończenie Final Fantasy I zajęło mi kilka dni – przerywanych karmieniem dzieci, pracą i codziennymi obowiązkami. Czy było warto? Zdecydowanie tak. Ta gra nie jest tylko zabytkiem. To fundament, na którym zbudowano wizję, która ukształtowała gatunek jRPG.

Jako tata-gracz, który kiedyś zlekceważył Final Fantasy VII, teraz czuję, że zrozumiałem pewien kod kulturowy. Rozumiem, dlaczego ludzie kochają te kryształy, te postacie i tę specyficzną melancholię. To była podróż w czasie, która przypomniała mi, dlaczego w ogóle zacząłem grać – dla czystej frajdy z odkrywania nieznanego, nawet jeśli „nieznane” ma dzisiaj prawie czterdzieści lat.

Moje postanowienie pozostaje w mocy: idę dalej. Następna w kolejce jest część druga. Słyszałem, że system rozwoju postaci jest tam… cóż, kontrowersyjny. Ale to temat na kolejny wpis.

Grę bez problemów uruchomicie na jednym z tych emulatorów Pegasusa (NES’a).

Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele padów:
  • 8Bitdo SN30 w cenie ok. 116 złotych (dostępny na Allegro, X-kom)
  • 8Bitdo Ultimate C w cenie ok. 134 złotych. (dostępny na Allegro, X-kom)
Sam używam 8Bitdo Ultimate C niemal od roku i nie mam z nim żadnych problemów. 

A Ty? Pamiętasz swoje pierwsze zetknięcie z serią Final Fantasy? Może masz inne wspomnienia związane z tą „jedynką”? A może, tak jak ja, dopiero nadrabiasz te klasyki, siedząc przy konsolce w ukryciu przed domownikami? Daj znać w komentarzach! Każda historia jest cenna, a ja chętnie poczytam, jak Wy podchodzicie do tego epickiego cyklu. Widzimy się w kolejnym wpisie!

Oczywiście, jak go tylko skończę…

7.1
Dobra
Final Fantasy

Czwórka Wojowników Światła wyrusza uratować świat... mimo że na początku bardziej martwią się tym, czy mają dość mikstur i pieniędzy na nowy miecz.

🕹 Square📅 198712h
Ocena czytelników
4.0 / 5 (1 głos)
Final Fantasy
Grafika5
Muzyka7
Gameplay9
Plusy
  • Fundament jednej z najważniejszych serii RPG w historii
  • Swoboda wyboru drużyny i klas postaci
  • Ponadczasowy klimat epickiej przygody fantasy
Minusy
  • Dużo grindu i losowych walk
  • Momentami bardzo niejasne wskazówki dotyczące dalszej drogi
  • Oryginalna wersja NES jest dziś dość toporna technicznie
Podsumowanie

Kamień milowy gatunku jRPG. Dziś może wydawać się prosty i archaiczny, ale bez niego nie byłoby wielu późniejszych klasyków RPG. To początek legendy, która trwa już niemal cztery dekady.

Może cię zainteresować:

Nekketsu Street Basket: Ganbare Dunk Heroes (1993)

Kabson

Jaki kraj, taki Pegasus – czyli klony NES w Brazyli

Emumaniak

Mario Editor

Kabson

Ultimate Mortal Kombat 3… na Pegasusa?!

Kabson

20 gier które ryły psychę (NES)

Kabson

Moim zdaniem: Retro Game 240 Built-In 8-Bit Video Games

Wściekłe Piksele

Zostaw komentarz