Już kiedyś na blogu pisałem o Mortal Kombat-ach na Pegasusa. O tych legendarnych „Mortal Kombat-ach”, które krążył po bazarach, giełdach komputerowych i osiedlowych piwnicach. O wersjach, która bardziej przypominały sen w trakcie gorączki niż prawdziwą bijatykę z automatów. Wtedy myślałem, że temat Pegasusa i Mortal Kombat mam już zamknięty. No bo ile można?
A jednak… los, giełda retro i internetowe czeluści lubią zaskakiwać.
Bo oto trafiłem na prawdziwą perełkę. Coś, co sprawiło, że aż przetarłem oczy ze zdziwienia i sprawdziłem, że nie śnię.
Ultimate Mortal Kombat 3 na Pegasusa.
Tak. To nie żart. To nie clickbait. Taka abominacja naprawdę istnieje.
I od razu uprzedzę – tak, to dalej jest NES, dalej są ograniczenia, dalej jest paździerz. Ale… jaki to jest paździerz!
Czym jest Ultimate Mortal Kombat 3?
Zanim przejdziemy do wersji pegazusowej, małe przypomnienie.
Ultimate Mortal Kombat 3 to dla mnie – i pewnie dla wielu z Was – najlepsza odsłona klasycznej ery Mortal Kombat. Lepsza niż „dwójka”, bardziej kompletna niż zwykłe MK3, dopakowana, szybsza, brutalniejsza i po prostu bardziej „ultimate”.
To była wersja, w której wróciły postacie usunięte z MK3 (Scorpion, Kitana, Jade, Reptile), roster pękał w szwach, walki były dynamiczne, kombosy wchodziły jak złoto, a klimat był mroczny, industrialny i bezkompromisowy.
Dla mnie osobiście UMK3 to święty Graal Mortal Kombatów 2D. Godziny spędzone przy PC, automatach i później konsolach to coś, co do dziś mam w głowie. Charakterystyczne sprite’y, ikoniczne ruchy, „Finish Him!”, muzyka – wszystko siedzi w pamięci.
Dlatego, gdy zobaczyłem napis Ultimate Mortal Kombat 3 w kontekście Pegasusa, pierwsza myśl była jedna: „No dobra, pewnie kolejny bootleg, gdzie wszyscy są kolorowymi klonami Sub-Zero”.
I tu następuje plot twist.
Odpalam. Logo. Menu wyboru postaci.
I nagle… coś się nie zgadza. W pozytywnym sensie.
Bo to nie jest typowy pegazusowy Mortal Kombat, gdzie każdy ninja to ten sam sprite w innym kolorze, ciosy są losowe, a animacje wyglądają jakby ktoś je rysował myszką kulkową.
Tutaj… postacie naprawdę się różnią.
I to jest pierwszy szok.
Duży wybór bohaterów (i NIE są to klony!)
Serio. Jest wybór postaci, i to taki, który na Pegasusa wygląda wręcz absurdalnie dobrze.
Nie mamy tu sytuacji znanej z tanich bootlegów, gdzie Scorpion to Sub-Zero w żółtym, Reptile to Sub-Zero w zielonym, a reszta to „reszta”.
Tutaj sprite’y postaci wyglądają znajomo, sylwetki są różne, animacje – choć uproszczone do kilku klatek animacji – mają sens.
To nie są jakieś przypadkowe ruchy przypisane losowo. Ktoś naprawdę usiadł i pomyślał: „Dobra, robimy Ultimate Mortal Kombat 3 na NES-a, ale spróbujmy zachować ducha oryginału”.
I to czuć.
Sprite’y, które budzą nostalgię
Nie oszukujmy się – to dalej NES. Rozdzielczość, liczba klatek animacji, ilość detali – wszystko jest ograniczone.
Ale mimo to sprite’y postaci są czytelne, mają sensowne proporcje, przypominają swoje arcade’owe odpowiedniki. Nie ma tu tego uczucia totalnej losowości. Patrzysz na ekran i wiesz, kim grasz. A to w Pegazusowych Mortal Kombatach wcale nie było takie oczywiste.
Ba! Momentami miałem wrażenie, że niektóre klatki animacji są wręcz inspirowane oryginalnymi sprite’ami z UMK3. Oczywiście w wersji „8-bitowej”, ale nadal – szacun.
Jest „Finish Him!”… i są Fatality!
I teraz ciekawostka, która mnie po prostu rozłożyła.
Tak – jest kultowy napis „Finish Him!”. Tak – pojawia się po wygranej walce. Tak – serce bije szybciej, ręce same układają się do kombinacji.
I… działa!
Próbowałem klasycznych sekwencji. Kombinacje z pamięci mięśniowej sprzed 25 lat. I nagle – bum. Fatality.
Oczywiście to nie są te spektakularne, wieloklatkowe animacje z arcade’ów. To 3-5 klatek. Może nawet mniej. Animacja jest uproszczona do absolutnego minimum. Ale… jest.
I to robi ogromną różnicę.
Bo to znaczy, że ktoś naprawdę chciał zachować esencję Mortal Kombat. Nie poprzestał na samych walkach. Poszedł o krok dalej. Zaimplementował Fatality na NES-ie. W bootlegu. W porcie, który w ogóle nie powinien istnieć.
I za sam ten fakt należy się ogromny szacunek.
Wykonanie – klasyczny pegazusowy paździerz
Nie będę ściemniał. Technicznie to jest paździerz. Taki prawdziwy, szczery, pegazusowy paździerz.
Animacje potrafią chrupać, kolizje bywają umowne, dźwięki to klasyczne NES-owe „pik, pik, trzask”, muzyka jest uproszczona do granic możliwości.
Ale… to wszystko jest spójne.
Gra nie udaje czegoś, czym nie jest. To nie jest oficjalny port. To domowa produkcja, prawdopodobnie stworzona przez pasjonata albo mały zespół, który kochał Mortal Kombat, znał ograniczenia NES-a i mimo wszystko postanowił zrobić coś ambitnego.
I za to należą się brawa. Nie jest to co prawda tytuł jakośćią chociaż zbliżony do Teenage Mutant Hero Turtles: Tournament Fighters ale fajnie, że jest.
Jako, że jest to bootleg możecie go pobrać z naszego forum.Grę bez problemów uruchomicie na jednym z tych emulatorów konsoli NES/Pegasus.
Tak jak wciąż wspominam w moich wpisach, granie na emulatorach za pomocą klawiatury mija się z celem. Dlatego też polecam Wam te dwa modele padów: Sam używam 8Bitdo Ultimate C niemal od roku i nie mam z nim żadnych problemów.


